Witajcie,
Ostatnio tu byłam 8 stycznia... Dziś mamy 31 maja. Zapewne wielu z Was pogodziło się z moim odejściem i przestało zaglądać na bloga. Ale są też osoby (mam nadzieję) które nadal tu zaglądały z nadzieją na to, że jeszcze tu wrócę. Ja sama nie wiedziałam tego czy tu wrócę dlatego nic nie pisałam, ba nawet nie zaglądałam na stronę bloga i nie wchodziłam na moje blogerskie gg. Sądziłam, że wypalił się cały mój zapał do tego bloga. Na szczęście okazało się to tylko przejściowym brakiem weny. Zaraz lato więc postanowiłam tu zajrzeć. Co zastałam? 50 nowych komentarzy prawie 70 tysięcy wejść. Poczułam się jakby urosły mi skrzydła! I właśnie w tym momencie stwierdziłam,że nie mogę Was zostawić. Więc wracam... A gdy tylko opublikuje ten post zabieram się do pracy nad kolejnym rozdziałem. I mam nadzieje, że czas pozwoli mi go napisać jak najszybciej. Przeanalizowałam trochę swoje postępowanie z tym blogiem. Wasze komentarze skłoniły mnie nad refleksją co do swojego zachowania wobec Was. Przecież to było tak Pan stworzył Fana, Fan stworzył Artystę... Taka jest prawda a ja żałuję, że dostrzegłam to tak późno. Obietnica została Wam złożona... A teraz ważniejsza rzecz. Przeprosiny.
Przepraszam Was za:
-- mój szantaż w ostatnim poście,
-- tak długą nieobecność,
-- krótkie i niedopracowane notki
-- długi czas oczekiwania na rozdziały,
-- za niepotrzebne miniaturki,
-- za to jak Was traktowałam,
Gdybym miała wszystko wymieniać nie starczyłoby mi życia na to...
PRZEPRASZAM!
A teraz OBIETNICE (nie jestem politykiem, obietnic dotrzymuję)
Będę:
-- bardziej Was szanować,
-- pisać bardziej dopracowane rozdziały,
-- starać się utrzymywać z Wami kontakt na gg (z tym ruszam od dnia 1 lipca)
-- szanować Wasze zdanie ( nie będzie już miniaturek chyba, że mnie poprosicie)
-- wkładać więcej serca w tego bloga,
Fundamenty są, szkielet budowy jest. Teraz wystarczy wykończyć. Mam nadzieję, że z Wami uda mi się dokończyć to opowiadanie.
Rozdział XVII pojawi się w drugim tygodniu czerwca. Może szybciej. Ale wolę nie obiecywać nic na wyrost.
Dziękuje Wam
H.R.
sobota, 31 maja 2014
środa, 8 stycznia 2014
Desperacja.
Witajcie Drogie Czytelniczki :)
Miło widzieć Wasze komentarze, miło widzieć, że jesteście ze mną i że poświęciłyście kilka chwil na wystukanie paru słów od siebie na klawiaturze. Dziękuje Wam za to. Ale to nie z tego powodu tu piszę. Piszę tu dlatego, żeby zwrócić uwagę ilu czytelników zagląda tutaj i nie pozostawia po sobie śladu. Na chwilę obecną ta miniatura ma 398 wyświetleń a komentarzy ledwie osiem. Wiecie co mi się nasuwa? Nasuwa mi się pytanie: Dlaczego nie komentujecie, dlaczego nie dajecie mi tej oznaki w postaci komentarzy, że doceniacie moją pracę. To jest dla mnie przyjemność. Ale mogłabym równie dobrze nie publikować tego tutaj. A publikuje. Bo pomyślałam sobie, że może komuś się spodoba wizja tej historii.
Podoba się Wam? Dajcie znać. Wszyscy. Pokażcie mi, że doceniacie moją pracę. Pokażcie mi, że jest sens w ukończeniu tej historii. Bo szczerze... Teraz ja go nie widzę. Moja motywacja, mój zapał, który miałam zaczynając tę historię zgasł. Zniknął. A ja nie mam go skąd czerpać. Bo 398 wyświetleń miniaturki i ledwo 8 komentarzy nie napawa mnie weną.
Jeśli tak dalej będzie... Zniknę stąd.
Wiem, że to może bez serca ale jestem w stanie tak zrobić.
Dopóki nie zobaczę komentarzy. To Wy nie zobaczycie rozdziału.
Żegnam
H,R.
Miło widzieć Wasze komentarze, miło widzieć, że jesteście ze mną i że poświęciłyście kilka chwil na wystukanie paru słów od siebie na klawiaturze. Dziękuje Wam za to. Ale to nie z tego powodu tu piszę. Piszę tu dlatego, żeby zwrócić uwagę ilu czytelników zagląda tutaj i nie pozostawia po sobie śladu. Na chwilę obecną ta miniatura ma 398 wyświetleń a komentarzy ledwie osiem. Wiecie co mi się nasuwa? Nasuwa mi się pytanie: Dlaczego nie komentujecie, dlaczego nie dajecie mi tej oznaki w postaci komentarzy, że doceniacie moją pracę. To jest dla mnie przyjemność. Ale mogłabym równie dobrze nie publikować tego tutaj. A publikuje. Bo pomyślałam sobie, że może komuś się spodoba wizja tej historii.
Podoba się Wam? Dajcie znać. Wszyscy. Pokażcie mi, że doceniacie moją pracę. Pokażcie mi, że jest sens w ukończeniu tej historii. Bo szczerze... Teraz ja go nie widzę. Moja motywacja, mój zapał, który miałam zaczynając tę historię zgasł. Zniknął. A ja nie mam go skąd czerpać. Bo 398 wyświetleń miniaturki i ledwo 8 komentarzy nie napawa mnie weną.
Jeśli tak dalej będzie... Zniknę stąd.
Wiem, że to może bez serca ale jestem w stanie tak zrobić.
Dopóki nie zobaczę komentarzy. To Wy nie zobaczycie rozdziału.
Żegnam
H,R.
wtorek, 24 grudnia 2013
Miniaturka: Magia Świątecznej Miłości
Hej.
Wybaczcie mi to,że nic się tu tak długo nie pojawiło. Macie prawo się złościć,wyklinać mnie od najgorszych. Ale mam nadzieję,że w końcu znajdę czas by dokończyć tego bloga. Ostatnie miesiące były dla mnie trudne.
Dużo się działo i jeszcze nie miałam dostępu do laptopa.Próbowałam pisać na kartce...Powiedzmy, że te próby były bezowocne. Rozdział....Pojawi się ale kiedy to nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Z okazji świąt postanowiłam Wam dodać tą miniaturkę. Ostrzegam, że błędy są w pakiecie.
Śniegowa pierzyna okryła wszystko wokół już na początku grudnia, więc uczniowie Hogwartu dni pozostałe do wyjazdu, do domów na święta spędzali, na zabawach w śniegu. Mimo tego, że nauczycielom nie udzielił się świąteczny nastrój i wymagali od swoich podopiecznych zdwojonego wysiłku intelektualnego, zwłaszcza od tych z szóstych klas których czekały Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne już w przyszłym roku.
Hermiona Riddle zmieniła się, to nie ulegało żadnym wątpliwościom ale jedno pozostało takie samo- pragnienie zdobycia jak najlepszego wykształcenia. Gdyby nie jej przyjaciele dziewczyna zapewne nie korzystałaby z uroków śnieżnych zabaw. Ale gdy się przyjaźni z Blaisem Zabinim to psoty i rozrywka były wręcz w pakiecie przyjaźni. Więc chcąc czy nie chcąc Hermiona przystała na zaproszenie Blaise'a do wielkiej między domowej bitwy na śnieżki. Wiedziała, że lepiej się nie narażać Diabełkowi, zwłaszcza jeśli miała spędzić w jego towarzystwie święta. I nie tylko w jego towarzystwie będzie też pewien platynowłosy arystokrata, który budził w niej intensywne uczucia. Tylko śmierciożercy z wewnętrznego kręgu oraz ich latorośle mieli zaszczyt spędzenia tych świąt z samym Czarnym Panem. Młoda Riddle nie pałała do tego ogromną chęcią zapewne kolacja będzie jeszcze jako tako normalna. Przecież jej matka nie zniszczyłaby świąt swojej córce. Ale później zaczną się wypady po ofiary do mugolskich wiosek kiedy te karykatury ludzi się znudzą biesiadowaniem a spożyty alkohol uwolni ich mordercze zapędy. Te rozmyślania były przygnębiające. A od tego wszystkiego dzieli ją już tylko jeden dzień. Zerknęła na zegar stojący na gzymsie jej kominka. Było południe a ona nawet nie była spakowana. Niechętnie wstała z fotela i poczłapała w kierunku swojego kufra. Kilka szybkich machnięć różdżką i jej kufer był już gotowy. Ale czy ona była? Nie, zdecydowanie nie. Rozległo się pukanie od strony łazienki. Otworzyła drzwi machnięciem różdżki. Za nimi stał nikt inny jak nie jej współlokator.
-- Dzień dobry pani prefekt. -- powiedział blondyn z typową dla siebie kurtuazją oraz firmowym uśmieszkiem na wąskich idealnie wykrojonych wargach.
-- Dzień dobry panie prefekt. -- odpowiedziała brązowowłosa w ten sam sposób. Był to ich idiotyczny rytuał, który trwał już całe wieki. Oboje zdawali sobie sprawę jakie bezsensowne jest to powitanie, jednak żadne nie zaprzestawało jego stosowania. Myśli dziewczyny nagle się urwały kiedy poczuła jak idealne ramiona pewnego ślizgona delikatnie oplatają jej talię.
-- Nie myśl tak dużo. No chyba, że myślisz o mnie. -- wyszeptał jej wprost do ucha Draco delikatnie przygryzając jego płatek. Na jej wargach zawitał delikatny uśmieszek. Kiedyś nazwałaby go za to zapatrzonym w siebie bucem. Kiedyś by nie pozwoliła żeby on się do niej zbliżył. Ale to należy do przeszłości. A przeszłość choć jest częścią teraźniejszości powinna odejść w zapomnienie. Odwróciła się w jego ramionach i spojrzała mu głęboko w oczy. Przecież liczyło się to co jest teraz.
-- Święta... -- szepnęła to jedno słowo nadal wpatrzona w jego boskie tęczówki w których teraz błysnęło zrozumienie. Przytulił ją mocniej wdychając zapach jej szamponu.
-- Nie będzie tak źle. Twoja mama utrzyma to wszystko w ryzach tak jak zawsze. -- powiedział pewnym tonem młody Malfoy. -- A teraz zabiorę cię na przechadzkę po zamku. Zobaczysz jak pięknie skrzaty ustroiły zamek. Nie daj się prosić. -- ostatnie zdanie wyszeptał w jej wargi, jednak nie całując ich.
-- No dobrze skoro ci tak zależy... -- powiedziała cicho. Draco uśmiechnął się szeroko i niemal wyniósł ją
z dormitorium. Szybkim krokiem pokonali pokój wspólny gdzie wylegiwało się wielu uczniów. Hermiona rozejrzała się po pokoju, który przeszedł zupełną odmianę w rogu pokoju stała olbrzymia choinka ozdobiona srebrnymi świecami więcej szczegółów nie było dane zobaczyć gdyż jej towarzysz wyciągnął ją na korytarz.
-- Tutaj w lochach zwykle nie ma zbyt wielu ozdób. Ślizgoni zachowują pozory. -- powiedział pogodnie Draco. Jednak gdzieniegdzie było widać kilka gałązek jemioły pod którymi całowały się namiętnie pary.
-- Wielka Sala musi wyglądać bajecznie. -- westchnęła Hermiona, która nie miała okazji zobaczyć tego przy śniadaniu z którego zrezygnowała.
-- Nie widziałaś? -- zdziwił się blondyn. Ona pokiwała przecząco głową. -- Musisz być straszliwie głodna! -- westchnął, miał rację młodej Riddle zaczynał już powoli dokuczać głód. Młody Malfoy bez słowa poprowadził ją do obrazu przedstawiającego misę owoców gdzie połaskotał gruszkę i otworzył przed dziewczyną drzwi do kuchni pełnej uwijających się przy świątecznych potrawach skrzatów domowych.
-- Zgredku! -- powiedział donośnie arystokrata. Sekundę później przed nim pojawił się jego były skrzat domowy przebrany w strój elfa co bardzo dobrze pasowało do jego dużych uszu.
-- Panicz Draco! I panienka Hermiona. Co za radość! Czym mógłbym wam służyć? -- zapytał ochoczo mały skrzat rzucając się by wyściskać Hermionę, która była szczerze uradowana z tego spotkania.
-- Zgredku,przygotuj nam trochę pasztecików z dyni, trochę ciasta marchewkowego zestaw do foundue czekoladowego i dwie butelki piwa kremowego. -- złożył zamówienie Smok a skrzat zniknął by przynieść zamówione produkty.
-- Zamówiłeś same pyszności.... -- na myśl o tych wszystkich przysmakach Hermionie zaburczało niewytwornie w brzuchu co wywołało wybuch śmiechu i jej i Dracona. Pojawił się Zgredek z koszykiem wiklinowym w dłoniach. Ślizgoni pożegnali się ze skrzatem i ruszyli w kierunku głównego holu. Hol był pięknie przystrojony na ścianach wisiały girlandy poręcze schodów były owinięte różnokolorowymi lampkami i łańcuchami. Wszechobecny był zapach świątecznych potraw i choinki. Jakie było zdziwienie dziewczyny gdy skierowali się do drzwi wyjściowych
-- Draco,będzie nam zimno. -- zauważyła całkiem przytomnie szesnastolatka ona miała na sobie cienki sweterek,jasne rurki i botki a on miał na sobie cienką koszulę i jeansy oraz adidasy.
-- Jesteś czarownicą?- zapytał blondyn z zawadiackim uśmieszkiem. Rzucił na nich kilka zaklęć w tym ocieplające, osłaniające przed śnieżkami i wiatrem. Riddle uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
Wyszli na zaśnieżony dziedziniec. Zapobiegliwy platynowłosy wytapiał im ścieżkę w śniegu.
-- Nigdy mnie nie przestaniesz zaskakiwać -- westchnęła brązowowłosa z podziwem.
-- Oj tak. Będę cię zaskakiwać do końca świata i jeden dzień dłużej. -- odpowiedział chłopak prowadząc ją przez błonia a później dalej do Zakazanego Lasu. Kluczyli pośród wiekowych drzew znaną tylko Smokowi ścieżką. A ich celem okazała się być prześliczna polana.W powietrzu czuć było magię... Ale to był inny rodzaj magii od tych im znanych. Draco rozłożył koc wydobyty z koszyka a na nim wylądowały pyszności ze skrzaciej kuchni. Zajadali się smakołykami prowadząc niezobowiązującą rozmowę. Nie wspominali o przyszłości ani o przeszłości napawali się teraźniejszością oraz tym, że przestali ukrywać swoje uczucia.
Leżeli na kocu roześmiani szczęśliwi i wolni a wokół nich unosiła się magia świąt. Bitwa na śnieżki była bardzo wyrównana. Do czasu. Blondyn pochwycił swoją towarzyszkę w ramiona i zaczął z nią wirować. Jednak Smoki do baletu stworzone nie są i to ich wirowanie zakończone zostało upadkiem w śnieg.
-- Chciałabym żeby ta chwila trwała wiecznie. -- westchnęła córka Czarnego Pana patrząc blondynowi w oczy.
-- Mogłabyś na to pozwolić? -- zapytał chłopak patrząc na nią uważnie.
-- Mogłabym. -- odparła Hermiona bez żadnego zastanowienia.
Draco wstaje i pomaga jej się podnieść. Z kieszeni jeansów wyciąga malutkie czerwone pudełeczko.
Pada na kolana otwierając przed dziewczyną swoje serce.
-- Hermiono Camile Riddle czy zostaniesz moją żoną?-- zapytał wyciągając w jej stronę pierścień rodowy Blacków.
-- Tak. -- odpowiedziała bez chwili zastanowienia Riddle padając w śnieg by złożyć pocałunek na wargach jej anioła.
Bo magia świąt połączy każdego. I to na cały rok jeśli nie na całą wieczność.
Nie spodziewaliście się tego co?
Mam nadzieję,że Wam się podoba taki słodki klimat. Typowo świąteczny :)
Komentarze niech będą dla mnie prezentem gwiazdkowym od Was.
A teraz przejdę do życzeń.
Niech magiczna moc Wigilijnego Wieczoru przyniesie Wam spokój i radość. Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia żyje własnym pięknem i napełni Was wszystkich szczęściem.
Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia niech się spełnią Wasze wszystkie marzenia.
Życzy Hermiona Riddle
Wybaczcie mi to,że nic się tu tak długo nie pojawiło. Macie prawo się złościć,wyklinać mnie od najgorszych. Ale mam nadzieję,że w końcu znajdę czas by dokończyć tego bloga. Ostatnie miesiące były dla mnie trudne.
Dużo się działo i jeszcze nie miałam dostępu do laptopa.Próbowałam pisać na kartce...Powiedzmy, że te próby były bezowocne. Rozdział....Pojawi się ale kiedy to nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Z okazji świąt postanowiłam Wam dodać tą miniaturkę. Ostrzegam, że błędy są w pakiecie.
Śniegowa pierzyna okryła wszystko wokół już na początku grudnia, więc uczniowie Hogwartu dni pozostałe do wyjazdu, do domów na święta spędzali, na zabawach w śniegu. Mimo tego, że nauczycielom nie udzielił się świąteczny nastrój i wymagali od swoich podopiecznych zdwojonego wysiłku intelektualnego, zwłaszcza od tych z szóstych klas których czekały Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne już w przyszłym roku.
Hermiona Riddle zmieniła się, to nie ulegało żadnym wątpliwościom ale jedno pozostało takie samo- pragnienie zdobycia jak najlepszego wykształcenia. Gdyby nie jej przyjaciele dziewczyna zapewne nie korzystałaby z uroków śnieżnych zabaw. Ale gdy się przyjaźni z Blaisem Zabinim to psoty i rozrywka były wręcz w pakiecie przyjaźni. Więc chcąc czy nie chcąc Hermiona przystała na zaproszenie Blaise'a do wielkiej między domowej bitwy na śnieżki. Wiedziała, że lepiej się nie narażać Diabełkowi, zwłaszcza jeśli miała spędzić w jego towarzystwie święta. I nie tylko w jego towarzystwie będzie też pewien platynowłosy arystokrata, który budził w niej intensywne uczucia. Tylko śmierciożercy z wewnętrznego kręgu oraz ich latorośle mieli zaszczyt spędzenia tych świąt z samym Czarnym Panem. Młoda Riddle nie pałała do tego ogromną chęcią zapewne kolacja będzie jeszcze jako tako normalna. Przecież jej matka nie zniszczyłaby świąt swojej córce. Ale później zaczną się wypady po ofiary do mugolskich wiosek kiedy te karykatury ludzi się znudzą biesiadowaniem a spożyty alkohol uwolni ich mordercze zapędy. Te rozmyślania były przygnębiające. A od tego wszystkiego dzieli ją już tylko jeden dzień. Zerknęła na zegar stojący na gzymsie jej kominka. Było południe a ona nawet nie była spakowana. Niechętnie wstała z fotela i poczłapała w kierunku swojego kufra. Kilka szybkich machnięć różdżką i jej kufer był już gotowy. Ale czy ona była? Nie, zdecydowanie nie. Rozległo się pukanie od strony łazienki. Otworzyła drzwi machnięciem różdżki. Za nimi stał nikt inny jak nie jej współlokator.
-- Dzień dobry pani prefekt. -- powiedział blondyn z typową dla siebie kurtuazją oraz firmowym uśmieszkiem na wąskich idealnie wykrojonych wargach.
-- Dzień dobry panie prefekt. -- odpowiedziała brązowowłosa w ten sam sposób. Był to ich idiotyczny rytuał, który trwał już całe wieki. Oboje zdawali sobie sprawę jakie bezsensowne jest to powitanie, jednak żadne nie zaprzestawało jego stosowania. Myśli dziewczyny nagle się urwały kiedy poczuła jak idealne ramiona pewnego ślizgona delikatnie oplatają jej talię.
-- Nie myśl tak dużo. No chyba, że myślisz o mnie. -- wyszeptał jej wprost do ucha Draco delikatnie przygryzając jego płatek. Na jej wargach zawitał delikatny uśmieszek. Kiedyś nazwałaby go za to zapatrzonym w siebie bucem. Kiedyś by nie pozwoliła żeby on się do niej zbliżył. Ale to należy do przeszłości. A przeszłość choć jest częścią teraźniejszości powinna odejść w zapomnienie. Odwróciła się w jego ramionach i spojrzała mu głęboko w oczy. Przecież liczyło się to co jest teraz.
-- Święta... -- szepnęła to jedno słowo nadal wpatrzona w jego boskie tęczówki w których teraz błysnęło zrozumienie. Przytulił ją mocniej wdychając zapach jej szamponu.
-- Nie będzie tak źle. Twoja mama utrzyma to wszystko w ryzach tak jak zawsze. -- powiedział pewnym tonem młody Malfoy. -- A teraz zabiorę cię na przechadzkę po zamku. Zobaczysz jak pięknie skrzaty ustroiły zamek. Nie daj się prosić. -- ostatnie zdanie wyszeptał w jej wargi, jednak nie całując ich.
-- No dobrze skoro ci tak zależy... -- powiedziała cicho. Draco uśmiechnął się szeroko i niemal wyniósł ją
z dormitorium. Szybkim krokiem pokonali pokój wspólny gdzie wylegiwało się wielu uczniów. Hermiona rozejrzała się po pokoju, który przeszedł zupełną odmianę w rogu pokoju stała olbrzymia choinka ozdobiona srebrnymi świecami więcej szczegółów nie było dane zobaczyć gdyż jej towarzysz wyciągnął ją na korytarz.
-- Tutaj w lochach zwykle nie ma zbyt wielu ozdób. Ślizgoni zachowują pozory. -- powiedział pogodnie Draco. Jednak gdzieniegdzie było widać kilka gałązek jemioły pod którymi całowały się namiętnie pary.
-- Wielka Sala musi wyglądać bajecznie. -- westchnęła Hermiona, która nie miała okazji zobaczyć tego przy śniadaniu z którego zrezygnowała.
-- Nie widziałaś? -- zdziwił się blondyn. Ona pokiwała przecząco głową. -- Musisz być straszliwie głodna! -- westchnął, miał rację młodej Riddle zaczynał już powoli dokuczać głód. Młody Malfoy bez słowa poprowadził ją do obrazu przedstawiającego misę owoców gdzie połaskotał gruszkę i otworzył przed dziewczyną drzwi do kuchni pełnej uwijających się przy świątecznych potrawach skrzatów domowych.
-- Zgredku! -- powiedział donośnie arystokrata. Sekundę później przed nim pojawił się jego były skrzat domowy przebrany w strój elfa co bardzo dobrze pasowało do jego dużych uszu.
-- Panicz Draco! I panienka Hermiona. Co za radość! Czym mógłbym wam służyć? -- zapytał ochoczo mały skrzat rzucając się by wyściskać Hermionę, która była szczerze uradowana z tego spotkania.
-- Zgredku,przygotuj nam trochę pasztecików z dyni, trochę ciasta marchewkowego zestaw do foundue czekoladowego i dwie butelki piwa kremowego. -- złożył zamówienie Smok a skrzat zniknął by przynieść zamówione produkty.
-- Zamówiłeś same pyszności.... -- na myśl o tych wszystkich przysmakach Hermionie zaburczało niewytwornie w brzuchu co wywołało wybuch śmiechu i jej i Dracona. Pojawił się Zgredek z koszykiem wiklinowym w dłoniach. Ślizgoni pożegnali się ze skrzatem i ruszyli w kierunku głównego holu. Hol był pięknie przystrojony na ścianach wisiały girlandy poręcze schodów były owinięte różnokolorowymi lampkami i łańcuchami. Wszechobecny był zapach świątecznych potraw i choinki. Jakie było zdziwienie dziewczyny gdy skierowali się do drzwi wyjściowych
-- Draco,będzie nam zimno. -- zauważyła całkiem przytomnie szesnastolatka ona miała na sobie cienki sweterek,jasne rurki i botki a on miał na sobie cienką koszulę i jeansy oraz adidasy.
-- Jesteś czarownicą?- zapytał blondyn z zawadiackim uśmieszkiem. Rzucił na nich kilka zaklęć w tym ocieplające, osłaniające przed śnieżkami i wiatrem. Riddle uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
Wyszli na zaśnieżony dziedziniec. Zapobiegliwy platynowłosy wytapiał im ścieżkę w śniegu.
-- Nigdy mnie nie przestaniesz zaskakiwać -- westchnęła brązowowłosa z podziwem.
-- Oj tak. Będę cię zaskakiwać do końca świata i jeden dzień dłużej. -- odpowiedział chłopak prowadząc ją przez błonia a później dalej do Zakazanego Lasu. Kluczyli pośród wiekowych drzew znaną tylko Smokowi ścieżką. A ich celem okazała się być prześliczna polana.W powietrzu czuć było magię... Ale to był inny rodzaj magii od tych im znanych. Draco rozłożył koc wydobyty z koszyka a na nim wylądowały pyszności ze skrzaciej kuchni. Zajadali się smakołykami prowadząc niezobowiązującą rozmowę. Nie wspominali o przyszłości ani o przeszłości napawali się teraźniejszością oraz tym, że przestali ukrywać swoje uczucia.
Leżeli na kocu roześmiani szczęśliwi i wolni a wokół nich unosiła się magia świąt. Bitwa na śnieżki była bardzo wyrównana. Do czasu. Blondyn pochwycił swoją towarzyszkę w ramiona i zaczął z nią wirować. Jednak Smoki do baletu stworzone nie są i to ich wirowanie zakończone zostało upadkiem w śnieg.
-- Chciałabym żeby ta chwila trwała wiecznie. -- westchnęła córka Czarnego Pana patrząc blondynowi w oczy.
-- Mogłabyś na to pozwolić? -- zapytał chłopak patrząc na nią uważnie.
-- Mogłabym. -- odparła Hermiona bez żadnego zastanowienia.
Draco wstaje i pomaga jej się podnieść. Z kieszeni jeansów wyciąga malutkie czerwone pudełeczko.
Pada na kolana otwierając przed dziewczyną swoje serce.
-- Hermiono Camile Riddle czy zostaniesz moją żoną?-- zapytał wyciągając w jej stronę pierścień rodowy Blacków.
-- Tak. -- odpowiedziała bez chwili zastanowienia Riddle padając w śnieg by złożyć pocałunek na wargach jej anioła.
Bo magia świąt połączy każdego. I to na cały rok jeśli nie na całą wieczność.
Nie spodziewaliście się tego co?
Mam nadzieję,że Wam się podoba taki słodki klimat. Typowo świąteczny :)
Komentarze niech będą dla mnie prezentem gwiazdkowym od Was.
A teraz przejdę do życzeń.
Niech magiczna moc Wigilijnego Wieczoru przyniesie Wam spokój i radość. Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia żyje własnym pięknem i napełni Was wszystkich szczęściem.
Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia niech się spełnią Wasze wszystkie marzenia.
Życzy Hermiona Riddle
sobota, 9 listopada 2013
Rozdział XVI
Hej,hej! Wróciłam po dłuuugiej przerwie... Należą mi się za to Curcio. Ale za nim... Muszę Wam powiedzieć, że rozdział był już gotowy we wrześniu. Tylko małe problemy nie pozwoliły mi go opublikować. Problemy, które chwilowo pozwoliły mi o sobie zapomnieć i powrócić do półświatka dramione.Ale na jak długo... Nie wiem... Dlatego proszę o dużo cierpliwości i zrozumienia. Nie zawieszam bloga. Notki będą ale nie wiem co ile czy co tydzień czy co dwa miesiące. Rozdział, hm jestem nim rozczarowana. Jest z perspektywy trio: Blaise'a, Draco i Pansy. Zapewne nie powali Was jego długość. Może powalić Was za to ilość błędów jakie się w nim pojawiły.Bety nie ma. No trudno... Dajcie znać komentarzami, że jesteście ze mną!
Perspektywa Blaise'a.
Perspektywa Draco
Równo o
dwudziestej drugiej schodził po schodach prowadzących do drzwi
wejściowych gdzie zwykle rozpoczynał swój patrol kiedy dzielił go
z Pansy. Jakie było jego zdziwienie gdy zamiast Hermiony zobaczył
tam właśnie Pan. I jeszcze to ukłucie w sercu. A więc Hermiona
nie chciała go widzieć... Zobaczył w zielonych oczach swojej
przyjaciółki szczere współczucie.
-- Hej. --
przywitał ją siląc się na bestroski ton, jednak była prefekt
naczelna znała go zbyt dobrze by dać się zwieść. Powstrzymał
się od wypowiedzenia cisnącego mu się na usta pytania "Gdzie
jest Hermiona?"
-- Cześć. To co
zaczynamy? -- ślizgonka chciała odciągnąć go od myśli o młodej
Riddle. Wiedziała, że to byłoby dla niego zbyt bolesne. Skinął
tylko głową. I zaczęli patrol.
-- Pansy czy ja coś
zrobiłem Hermionie? -- tak bardzo liczył, że zaprzeczy i zapewni
go o tym, że młoda Riddle ma gorszy dzień. Zatrzymał się
odwracając się w stronę rozmówczyni, która również
przystanęła. Nerwowe przygryzienie wargi i te mieszane uczucia w
oczach brunetki mówiły mu, że zaraz usłyszy to czego nigdy nie
chciałby usłyszeć...
Perspektywa Pansy
Wiedziała o tym, że Paul i Hermiona mieli być małżeństwem.
Cieszyła się z tego powodu. Hermiona byłaby jej rodziną, jednak
ta radość miała gorzko-słodki posmak. Nie wiedziała czy jej
przyjaciółka mogłaby być szczęśliwa z jej bratem. Miała
świadomość, że Paul dałby jej szczęście. Ale ona wiedziała,
że osobą która jest szczęściem młodej Riddle jest Draco. A
szczęściem Smoka była Miona. Zgodziła się przejąć dzisiejszy
patrol dziedziczki Salazara. Rozumiała, że dla Hermiony było to
bardzo trudne. Teraz nie mogła powiedzieć Draco prawdy choć był
jej najlepszynm przyjacielem... To nie było odpowiednie miejsce.
-- Ty nic jej nie zrobiłeś Draco poza tym, że się w niej
zakochałeś. -- miała nadzieję, że to wystarczy by blondyn nie
drążył tematu. Spojrzała na jego twarz i już wiedziała, że
odniosła pożądany skutek.
-- Ja wcale nie... - zaczął zaprzeczać arystokrata ale ona mu
bezczelnie przerwała.
-- Jasne, jasne zbyt dobrze cię znam Smoku. Więc skończ już
zaprzeczać i coś z tym zrób! -- tego ostatniego zdania prawie
natychmiast pożałowała... Przecież to może się skończyć dla
niego bardzo ale to bardzo źle. W końcu w grę wchodziła córka
samego Czarnego Pana.
-- Idźmy dalej. -- burknął książe Slytherinu najwyraźniej
obrażony na nią za jej słowa. Patrol przebiegał im w milczeniu.
Aż do momentu gdy zajrzeli do klasy zaklęć. To co tam zobaczyli
zbiło ich z nóg. Nigdy by się tego nie spodziewała, że nakryje
swojego przyjaciela obłapiającego jakąś dziewczynę. Przecież
podobno był bardzo zainteresowany Ginny Weasley... Szkoda tylko, że
była zdrajczynią krwi...
-- Blaise! -- powiedzieli dosyć głośno. Ciemnoskóry zajęty
całowaniem dziewczyny odwrócił się zaskoczony słysząc głosy
swoich przyjaciół odwrócił sie do nich. Obok niego stała mocno
czerwona Ginny.
-- Weasley?! -- prawie krzyknęła ślizgonka.
-- Parkinson? -- odpowiedziała głupio ruda.
-- A tutaj jest Smok. Więc skoro się już wszyscy znamy może
przestańmy odstawiać tę szopkę i porozmawiajmy jak nienormalni
ludzie, którymi przecież jesteśmy. -- rzucił Diabeł wywołując
u wszystkich wybuch śmiechu.
-- Blaise. Żądam wyjaśnień. Co ty tu robisz z Weasley?! --
zapytał Draco przypominając jej w tym momencie McLodową Szkotkę.
Na tę myśl miała ochotę wybuchnąć śmiechem.
-- A nie było widać? -- zapytał retorycznie Blais wznosząc oczy
do góry. Ginny widząc to zachichotała. Pansy natychmiast zwróciła
swój wzrok na nią przyglądając jej uważnie. "No nie ma co
wyrobiła się. " -- pomyślała ślizgonka.
-- Gryffindor traci pięć punktów za twoje szlajanie się po zamku
Weasley. Ciesz się, że tylko tyle. Wracaj do dormitorium,Wiewióro.
-- Draco poraz kolejny tego wieczoru nie przypominał siebie.
-- Bo co mi zrobisz, Fretko? -- ta ruda zdrajczyni krwi zrobiła się
pyskata zbyt pyskata." -- pomyślała była prefekt naczelna.
Blaise patrzył na Ginny z dumą w oczach.
-- Wiewiórcza imitacjo czarownicy wracaj do dormitorium dobrze ci
radzę. -- warknęła z groźbą w głosie brunetka.
-- Zabraniam ci tak o niej mówić Pansy. -- stanowczość Diabła
zdumiała ją. Dzisiejszej nocy chyba wszyscy wzięli sporą dawkę
Eliksiru Szaleństwa.
-- Dobranoc mój Diable. -- rzuciła ta podrobiona czarodziejka w
stronę jej przyjaciela.
-- Dobranoc moja Ognista Wiewiórko. -- po tych słowach pocałowali
się. Ugh tego dla niej było już za wiele. Podobnie chyba dla
Draco, który dość brutalnie rozdzielił zakochanych. Dzięki
Slazarowi bo chyba już więcej by nie zniosła...
-- Dziesięć punktów od Gryffindoru za całowanie się z
niewłaściwą partią dla ciebie Weasley. Chcesz zarobić szlaban?
Jeśli ci życie miłe to radzę ci znikać. -- warknęła do rudej.
Poczuła tęsknotę za dawnym poczuciem władzy jaką dawał jej
status Prefekt Naczelnej.
-- To, że z tobą nikt nie chce się całować to nie znaczy, że
możesz zabraniać tego innym. -- odpyskowała piątoklasistka. Dłoń
ślizgonki automatycznie sięgnęła w kierunku różdżki.
-- Idź Gin. -- poprosił Zabini. Ślizgon proszący o coś zdrajcę
krwi?! Co tu się dzieje?!
Ruda posłuchała jej przyjaciela i już po chwili byli sami.
-- Blaise... -- zaczęła jednak nie dane było jej dokończyć.
-- Nie waż się mi prawić kazań Pans. Ty straciłaś głowę
jeszcze gorzej niż ja. Potter! Nie mam pojęcia co ty do Salazara w
nim widzisz! -- powiedział Blaise. Te słowa ją zabolały tak jak
musiały zaboleć Zabiniego jej słowa o Weasley.
-- Serce nie sługa. Przestańmy obrażać się z powodu tego kogo
ten beznadziejny narząd wybrał. Chociaż muszę przyznać, że
jesteście w okropnych sytuacjach... -- powiedział Draco
przypatrując się im. Dziewczyna musiała przyznać rację
Draconowi. Ich sytuacja nie rysowała się w różowych barwach...
-- Chodźmy skończmy ten patrol i wracajmy do lochów. -- mruknęła
i nie czekając na odpowiedź wyszła z klasy zaklęc. Ta końcówka
patrolu obyła się bez niespodzianek. Pansy biła się z myślami
czy wyjawić prawdę Draco. Zdecydowała się na to gdy byli już w
lochu.
--DracoHermionajestnieoficjalniezaręczonazPaulem. -- wykrztusiła na
jednym oddechu.
-- Możesz powtórzyć Pansy? Nic nie zrozumiałem. -- wyraz
bezradności na twarzy jej przyjaciela była rozbrajająca. No cóż,
trzeba się uciec do tradycyjnych środków...
-- Draco... Hermiona jest zaręczona z Paulem. Jeszcze nieoficjalnie
ale... -- jej przyjaciel nie zniósł więcej i wbiegł do korytarza
wiodącego do komnat prefektów a ona czuła się podle...
Perspektywa
Draco
Gdy biegł w uszach dźwięczały mu słowa Pansy. Nie mógł w to
uwierzyć. Nie wiedział jakim cudem znalazł się w swoim
dormitorium. Nie pamiętał. Wszystko było jak za mgłą. Tylko te
cholerne słowa odcisnęły mu się w umyśle wypalone żelazem
nieszczęśliwej miłości.
Zapadł się w fotelu. Sięgnął po Ognistą jedyną przyjaciółkę
jaką teraz mógł znieść. Upił się. Znowu. Słodka nieświadomość
każe mu jutro zapłacić rachunek w postaci
olbrzymiego kaca.
Ale teraz to było nieistotne. Chciał zapomnieć. Wyrwać ze swojego
serca tą niewinną Hermionę, która nie wiadomo kiedy i jak
zakorzeniła się w jego sercu. Nim odpłynął zobaczył pod
powiekami te ukochane czekoladowe tęczówki. Butelka z resztką
trunku wyślizgnęła się z bezwładnej dłoni chłopaka i rozbiła
się w drobny mak... Tak jak jego serce wtedy na korytarzu.
Perspektywa Blaise'a.
Dzięki Merlinowi znał hasło do prywatnych komnat Dracona. Pansy
wyglądała na naprawdę zmartwioną kiedy po niego przyszła. On
także się martwił...
Zajrzał do komnat. Kilkanaście butelek po Ognistej walało się po
dywanie. Kilka rozbitych. A na fotelu spał Draco. Jego przyjaciel
był zalany w trupa...
Zaklęciem przetransportował przyjaciela do łóżka. Na szafce
nocnej postawił kilka fiolek z eliksirem na kaca. Wyszedł z
dormitorium. Gdyby nie fakt, że była druga w nocy pogadałby sobie
z Riddle i Parkinsonem. Ba, w tej chwili był w diabelskim nastroju i mógłby iść nawrzucać samemu Czarnemu Panu, który spowodował ten cyrk.
piątek, 30 sierpnia 2013
Miniaturka: Always together
Hej,
Mam dla Was coś co wyprodukowała moja wena nakarmiona pięknymi komentarzami za które Wam bardzo dziękuje. Niestety miniaturka bez bety. Ten twór chorej wyobraźni autorki miał nazywać się Więźniarka Azkabanu. Ale zmieniłam nazwę. Kiedy pisałam ostatnie zdanie miniaturki nasunęły mi się te słowa. Ten tytuł bardziej mi pasował. Pisząc początek targały mną emocje. Wyobrażałam sobie to co pisze i to ściskało mi serce. Zobaczymy jak Wy ją przyjmiecie. Mam nadzieje, że pojawią się obiecane przy patronusie komentarze :) Miniaturka nie ma żadnego powiązania z głównym opowiadaniem.
– Ta dziewczyna nie zrobiła nic złego poza tym, że urodziła się z nieodpowiednim nazwiskiem. Torturowała ale za to spotkała ją już kara. Ratowała ludzi podczas wojny. Jej matka poświęciła żeby pomóc pokonać Lorda Voldemorta. – powiedział minister.
– Więc czemu chcesz zesłać ją do Azkabanu? – zapytał łagodnie portret.
– Dziękuje, Albusie. – powiedział minister wstając z fotela.
W tym samym czasie. Perspektywa Harry'ego
Patrzył na Hermionę a przez jego głowę przelatywały wspomnienia tych pięciu lat spędzonych razem. W gabinecie panowała atmosfera oczekiwania. Czekali na Severusa i Poppy. Szatynka nie poruszyła się ani razu odkąd ją tu przynieśli i gdyby nie jej chrapliwy urywany oddech wzięliby ją za martwą. Wreszcie drzwi otworzyły się i wpadł przez nie Snape.
– Nie zabijaj ich! Są niewinni! Nie rób tego! Nieee! – krzyk ustał przeradzając się w mamrotanie. Jednak ostatnie słowo zamieniło się w krzyk. Draco nie mógł znieść cierpienia tej kruchej istotki jaką była jego Hermiona. Rzucała się jeszcze bardziej. Zrobiłaby sobie krzywdę gdyby nie to, że Draco zamknął ją w żelaznym uścisku swoich ramion. Mruczał do niej cały czas próbując ją wyrwać z koszmaru. Zebrani we wnęce mężczyźni przyglądali się temu ze zdziwieniem. Łzy na policzkach dziewczyny zostawiały lśniące ślady. Krzyk trwał i trwał a oni byli coraz bardziej bezradni. Na szczęście wrócił Snape z torbą eliksirów. Draco trzymał dziewczynę kiedy mężczyzna podawał jej eliksiry. Uspokajający. Witaminowy. Jednak nie sięgnął po eliksir Słodkiego Snu co zdziwiło chłopaka. Kiedy dziewczyna przestała się rzucać wszyscy odetchnęli z ulgą.
– Dlaczego nie dasz jej eliksiru Słodkiego Snu? – zapytał blondyn zmartwionym tonem.
– Nie wolno mi. Ten eliksir wziąłem żebyś mógł go jej podać jak zabierzesz ją już do domu. – powiedział Snape. Harry zdumiał się pewnością Postrachu Hogwartu o tym, że Riddle wróci do domu...
– Rozprawa odbędzie się za godzinę. – dodał mężczyzna. Ta wiadomość obniżyła temperaturę w pomieszczeniu o kilka stopni.
– Musimy iść Hermiono... – powiedział Harry podchodząc do łóżka z ciężkimi stalowymi kajdankami.
– A to po co Potter? – warknął Draco. Zielonooki rzucił mu uspokajające spojrzenie. Hermiona puściła jego dłoń. I pozwoliła się zakłuć w kajdanki. Potter chwycił ją za ramię i wraz z Weasleyem pomogli jej wstać. Spojrzała na Draco niewiele rozumiejącym spojrzeniem. Starał się uśmiechnąć żeby pokazać jej, że będzie dobrze. Ostatnie co mógł jej dać to pocałunek w czoło.
– Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Tylko nic nie mów. – tak było bezpieczniej. Ona żyła przez pół roku koszmarem... Skinęła głową i rzuciła mu ostatnie spojrzenie zanim aurorzy ją wynieśli z gabinetu.
– Lepiej ulecz te rany po paznokciach po krwawisz. – mruknął Snape. Draco machnął różdżką nad ręką zasklepiając ranki i pozbywając się krwi. I wyszli z gabinetu.
Cztery godziny później
Mam dla Was coś co wyprodukowała moja wena nakarmiona pięknymi komentarzami za które Wam bardzo dziękuje. Niestety miniaturka bez bety. Ten twór chorej wyobraźni autorki miał nazywać się Więźniarka Azkabanu. Ale zmieniłam nazwę. Kiedy pisałam ostatnie zdanie miniaturki nasunęły mi się te słowa. Ten tytuł bardziej mi pasował. Pisząc początek targały mną emocje. Wyobrażałam sobie to co pisze i to ściskało mi serce. Zobaczymy jak Wy ją przyjmiecie. Mam nadzieje, że pojawią się obiecane przy patronusie komentarze :) Miniaturka nie ma żadnego powiązania z głównym opowiadaniem.
Azkaban nie należał
do najprzyjemniejszych miejsc w świecie czarodziejskim. Ale
obowiązek Ministra Magii zobowiązywał. Zwłaszcza, że w ciągu
dwóch lat od zakończenia wojny osadzono tam wielu śmierciożerców.
A nawet samą córkę Czarnego Pana która miała dziś mieć proces.
Zamknięto ją pół roku temu w Azkabanie przed procesem by
uniemożliwić jej wymiganie się od kary. Jej obrońcy wpłacili
kaucje dającą Riddle półtora roku wolności. Minister nie chciał
myśleć o tym, że kiedyś to była Hermiona Granger. Takie
rozmyślania towarzyszyły Kingsleyowi kiedy przygotowywał się do
podróży przez morze północne. Leciało z nim kilku
wykwalifikowanych aurorów. Riddle nie była niebezpieczna podobno
Azkaban wykończył ją szybciej niż kogokolwiek. W podróży
towarzyszyli mu Potter, Weasley, Thomas, Lupin i Black.
– Zapowiada się ciężka
przeprawa. – mruknął Remus, który po wojnie został zaproszony
do wykonywania zawodu aurora. Cała piątka je otrzymała. Może
dlatego, że podczas wojny wykonali najlepszą robotę. Mężczyźni
wiedzieli, że nie chodzi tutaj o samą podróż. Chodziło o stan
psychiczny Hermiony. Była kompletnie załamana. Żadnej iskry
życia...
– Remusie mi też się nie
uśmiecha podróż do tego miejsca. W końcu spędziłem tam
trzynaście lat. Ciekawe czy dementorzy mnie pamiętają. Tak się za
nimi stęskniłem! – mruknął Syriusz. Dwa ostatnie zdania
wypowiedziane przez mężczyznę ociekały sarkazmem.
– Na trzy. Raz. Dwa. Trzy! –
przerwał tę wymianę zdań minister sześć donośnych trzasków
rozległo się w tej samej chwili. Tylko ta szóstka mogła pokonać
bariery ochronne Azkabanu. Aportowali się u stóp twierdzy. Jak na
komendę w tym samym czasie otulili się mocniej pelerynami. Przy
boku każdego z czarodziei był patronus chroniący przed dementorami
weszli do środka przez wąskie drzwi.. Pokonywali w milczeniu wąskie
schody. Na każdym poziomie było około 50 celi. W większości
pełnych. Cela 231 była tą której szukali. Mieściła się na
czwartym i pół piętrze. Dementor niechętnie odsunął im kraty
wiodące do celi. Skulona w ciemnym kącie drobna postać otworzyła
oczy. Każdy mężczyzna wzdrygnął się nieznacznie widząc te
kiedyś ciepłe czekoladowe tęczówki wypełnione teraz strachem .
Kobieta była przeraźliwie chuda. Jej toga więzienna wisiała na
niej przeraźliwie. Włosy poskręcanym kołtunem opadały na szarą
od braku słońca twarz. Harry i Ron ostrożnie podeszli do
czarownicy. Pozostała trójka celowała w nią różdżkami.
Chwycili ją za ramiona i podnieśli. Obaj dorobili się sporo mięśni
i wyrośli. Kiedy ją chwycili kobieta unosiła się kilka cali nad
podłogą. I tak zapewne nie byłaby w stanie iść sama. Trzask
oznaczający deportację rozniósł się po kamiennych ścianach.
Wylądowali w głównym holu Ministerstwa wypełnionym teraz przez
reporterów. Na ten proces czekano. Domagano się pocałunku
dementora. A to wszystko przez nazwisko jakie ta czarownica nosiła.
Minister sam był sędzią na tym procesie bojąc się, że sędziowie
z Wizengamotu mogliby okazać się niesprawiedliwi. Oczekiwano
szybkiego procesu i szybkiej egzekucji. Bez obrony. Przecież ona i
tak nie byłaby w stanie się bronić. Minister jednak powołał
dwóch obrońców. Severusa Snape'a i Dracona Malfoy'a . Obydwaj byli
śmierciożercami. Ale chronił ich dokument zwany Łzami Feniksa.
Był to dołączony do testamentu Albusa Dumbledore'a list
uniewinniający te dwie osoby od zarzutu śmierciożerstwa. W
siódemkę zjechali windą do Departamentu Przestrzegania Prawa.
Hermiona zwisała pomiędzy ramionami dwójki dziewiętnastolatków
jak szmaciana lalka. Była nieprzytomna.
– Panie Ministrze! Riddle straciła
przytomność. – powiedział zaniepokojonym tonem Harry. Była
kiedyś jego przyjaciółką. Nadal się o nią martwił zwłaszcza,
że to jej matka ocaliła go od śmierci w Zakazanym Lesie. To Camile
umożliwiła mu pokonanie jej męża. Szkoda, że przy tym sama
zginęła. Harry dopilnował by pochowano ją tak jak należy. A nie
jak większość poległych śmierciożerców pod murami Azkabanu.
– Przesuniemy rozprawę o kilka
godzin. – mruknął minister wysyłając patronusa. Spojrzał na
zmaltretowaną twarz dziewczyny. Ogarnęła go litość.
–
Zaniesiemy ją do mojego gabinetu.Wezwiemy
uzdrowiciela... – powiedział Lupin a w jego głosie było słychać
wahanie. Uzdrowiciele nie chcieli leczyć osób które parały się
śmierciożerstwem. Jej mogliby zrobić celowo krzywdę. Skazańców
leczyli jeśli była potrzeba Severus wraz z Poppy.
– Expecto Patronum. –
mruknął Black. – Posłałem po Severusa i Poppy. – wyjaśnił.
Przenieśli bezwładną dziewczynę do biura Lupina mieszczącego się
na drugim piętrze. Ron machnięciem różdżki zmienił biurko w
wygodne łóżko. Kiedy zobaczył uniesione brwi piątki mężczyzn
spurpurowiał.
– Przecież to była nasza przyjaciółka. I nie
brała czynnego udziału w bitwie. Niech chociaż przez chwilę
będzie jej wygodnie. – tłumaczył się rudy auror. Harry
rozumiał. Kiedy jej ojciec zabijał Hermiona wraz z Poppy ratowała
rannych. Razem ułożyli drobne ciałko dziewczyny na łóżku.
Wydawała się jeszcze mniejsza pod puchatym kocem wyczarowanym przez
Remusa.
– Właśnie Kingsley... Nie
brała udziału w bitwie. Ratowała w tym czasie rannych! Była
śmierciożercą ale raczej nie miała wyboru. Już te pół roku w
Azkabanie było wystarczającą karą. Przez sześć lat wzorowa
uczenica... – zaczął Syriusz ogarnięty litością kiedy patrzył
na Hermionę skuloną na łóżku. Była taka bezbronna.
– Wiem Black, wiem. Pilnujcie jej. Nie długo
wrócę. – powiedział minister i już sekundę później go nie
było. Szybkim krokiem zmierzał do swojego gabinetu. Zatrzymała go
dziennikarka ubrana w jadowicie żółtą pelerynę . Towarzyszył
jej fotograf podobnie ubrany.
– Panie ministrze,
czy to prawda, że rozprawa Hermiony Riddle została przesunięta? –
zapytała czarownica a on miał ochotę zakląć. Skąd te hieny
prasowe już o tym wiedziały?
– Tak, rozprawa została przesunięta z powodu złego stanu
fizycznego więźniarki. – powiedział minister. Fotograf dał mu
fleszem po oczach.
– Jaki będzie wyrok? –
dociekała. Minister stłumił westchnięcie.
– Ta rozprawa
nie należy do najłatwiejszych. Wyroku nie da się określić
jednoznacznie. – minister zobaczył jak na niezbyt urodziwą twarz
dziennikarki wkrada się rumieniec oburzenia.
– Ależ przecież to córka mordercy! – zakrakała.
– Właśnie CÓRKA. Czy to ona mordowała? Nie.
Przepraszam ale jestem zbyt zajęty by dokończyć wywiad. Proszę
umówić się z moim pośrednikiem. – uciął minister i odszedł
szeleszcząc połami peleryny. Znalazł się w swoim gabinecie. Opadł
ciężko na fotel i obrócił się w nim do obrazu wiszącego z tyłu.
Był to portret Albusa Dumbledore'a.
– Witaj
Kingsley, czyżby wyrok już zapadł? – zapytał były dyrektor
Hogwartu.
– Rozprawa została przesunięta o kilka godzin. Riddle
jest w złym stanie fizycznym. Zemdlała nam. Potter i Weasley
musieli ją wynieść z celi. – mruknął minister. – Przyszedłem
poradzić się ciebie Albusie. – dodał.
– Poradzić... Porady
to cenna i straszna rzecz jeśli usłyszymy ją od nieodpowiedniej
osoby. – rzekł siwobrody mężczyzna z portretu. Jego przenikliwe
oczy spoglądały na ministra zza okularów połówek. – Ta dziewczyna nie zrobiła nic złego poza tym, że urodziła się z nieodpowiednim nazwiskiem. Torturowała ale za to spotkała ją już kara. Ratowała ludzi podczas wojny. Jej matka poświęciła żeby pomóc pokonać Lorda Voldemorta. – powiedział minister.
– Więc czemu chcesz zesłać ją do Azkabanu? – zapytał łagodnie portret.
– Dziękuje, Albusie. – powiedział minister wstając z fotela.
W tym samym czasie. Perspektywa Harry'ego
Patrzył na Hermionę a przez jego głowę przelatywały wspomnienia tych pięciu lat spędzonych razem. W gabinecie panowała atmosfera oczekiwania. Czekali na Severusa i Poppy. Szatynka nie poruszyła się ani razu odkąd ją tu przynieśli i gdyby nie jej chrapliwy urywany oddech wzięliby ją za martwą. Wreszcie drzwi otworzyły się i wpadł przez nie Snape.
– Odsuńcie się od niej. – burknął na
przywitanie Mistrz Eliksirów od razu podchodząc do łóżka i
wyciągając z kieszeni jedną fiolkę z jadowicie zielonym płynem.
– Co jej podajesz Severusie? – zapytał Lupin, który nieco
powiększył swój gabinet zaklęciem. Pięcioro aurorów stłoczyło
się we wyczarowanej wnęce. Główna część schludnego gabinetu
była zajęta przez wygodne łóżko.
– Eliksir Wzmacniający. – burknął Snape
odkorkowując flakonik. – Potter chodź tu. Przytrzymasz jej głowę
żeby się nie zadławiła – natychmiast podszedł do łóżka i
odpowiednio przytrzymał głowę byłej przyjaciółki. Przez szarawą
skórę czuł wyraźnie jej żuchwę. Połknęła eliksir
natychmiast. Odsunął ręce i wrócił do wnęki.
– Za piętnaście
minut powinna się zacząć poruszać. Teraz była zbyt słaba by
mieć koszmary. Ale to za piętnaście minut minie. Radzę ci rzucić
zaklęcia wyciszające gabinet, Lupin. Muszę lecieć do zamku po
resztę eliksirów. Poppy jest zajęta. Draco zaraz przyjdzie żeby
jej przypilnować. – po tych słowach jego znienawidzony nauczyciel
rozpłynął się. Poczuł jak ktoś odciąga go od łóżka Riddle.
To był Ron. W tym czasie Lupin zaczął rzucać zaklęcia
wyciszające. Pomagał mu Syriusz.
– Harry... My nie możemy pozwolić by znowu trafiła do
Azkabanu. – powiedział stanowczo jego przyjaciel.
–
Spokojnie Weasley. Z taką obroną nikt jej tam nie wyśle. – za
plecami Wybrańca rozległ się głos Malfoya. Odwrócili się do
blondyna.
– A więc chcesz
powiedzieć, że gramy w jednej drużynie? – zapytał. Nigdy by się
takiego obrotu spraw nie spodziewał. Gdyby ktoś mu powiedział, że
będzie robić coś wspólnie z Malfoyem wyśmiałby go.
– Tak, Potter. Nie wierzę, że to mówię ale tak. Dla niej. –
powiedział Draco. Wymienili uściski dłoni. Blondyn natychmiast
zajął miejsce przy łóżku dziewiętnastolatki patrząc z
niepokojem na zegar wiszący nad drzwiami. Harry odruchowo też tam
spojrzał. Została minuta... Wszyscy zamarli jakby oczekując na
cios. Hermiona poruszyła się. Drgnęły jej kościste palce
zakończone długimi żółtymi paznokciami. Przekręciła się na
drugi bok. Oczy wszystkich były utkwione w nastolatce. Spała a z
jej ust wydobył się cichy jęk. Draco natychmiast rzucił zaklęcie
sprawdzające. To nie był żaden fizyczny ból. Zaczynał się jej
koszmar... Zaczęła się rzucać w pościeli. Z jej gardła wydobył
się ochrypły krzyk. Blondyn złapał ją delikatnie za rękę.
Głaskał ją po brudnym zapadniętym policzku. Mruczał coś do niej
uspokajająco jednak to nic nie dało. Hermiona była zamknięta w
więzieniu swojej złamanej psychiki. Krzyk przybierał na sile. Z
każdą sekundą. Był to okropny chwytający za serce dźwięk.
– Malfoy,
zrób coś! – wrzasnął Dean zakrywając uszy. Blondyn głaskał
ją po czole na którym zaczynał pojawiać się pot.– Nie zabijaj ich! Są niewinni! Nie rób tego! Nieee! – krzyk ustał przeradzając się w mamrotanie. Jednak ostatnie słowo zamieniło się w krzyk. Draco nie mógł znieść cierpienia tej kruchej istotki jaką była jego Hermiona. Rzucała się jeszcze bardziej. Zrobiłaby sobie krzywdę gdyby nie to, że Draco zamknął ją w żelaznym uścisku swoich ramion. Mruczał do niej cały czas próbując ją wyrwać z koszmaru. Zebrani we wnęce mężczyźni przyglądali się temu ze zdziwieniem. Łzy na policzkach dziewczyny zostawiały lśniące ślady. Krzyk trwał i trwał a oni byli coraz bardziej bezradni. Na szczęście wrócił Snape z torbą eliksirów. Draco trzymał dziewczynę kiedy mężczyzna podawał jej eliksiry. Uspokajający. Witaminowy. Jednak nie sięgnął po eliksir Słodkiego Snu co zdziwiło chłopaka. Kiedy dziewczyna przestała się rzucać wszyscy odetchnęli z ulgą.
– Dlaczego nie dasz jej eliksiru Słodkiego Snu? – zapytał blondyn zmartwionym tonem.
– Nie wolno mi. Ten eliksir wziąłem żebyś mógł go jej podać jak zabierzesz ją już do domu. – powiedział Snape. Harry zdumiał się pewnością Postrachu Hogwartu o tym, że Riddle wróci do domu...
– Rozprawa odbędzie się za godzinę. – dodał mężczyzna. Ta wiadomość obniżyła temperaturę w pomieszczeniu o kilka stopni.
Godzina
szybko minęła na rozmowie o tym jakich argumentów użyć żeby
obronić Hermionę. Ktoś musiał obudzić Hermionę. To zadanie
padło na Draco, który z wielką delikatnością potrząsnął jej
ramieniem. Cicho wymawiał też jej imię. Hermiona zatrzepotała
rzęsami i otworzyła oczy. Niemal natychmiast je zamknęła krzywiąc
się z bólu.
– Jej oczy odwykły od
światła. – warknął Draco. Machnięciem różdżki zasunął
zasłony. Gabinet zasnuł półmrok.
– Możesz otworzyć oczy
Hermiono... – powiedział łagodnie Severus. Szatynka otworzyła
oczy. Pełne strachu i bólu. Draco delikatnie wyciągnął do niej
rękę którą ona po chwili wahania ujęła.
– Gdzie... –
zachrypiała wbijając swoje długie paznokcie w dłoń blondyna
który starał się nie skrzywić. Pomógł usiąść Hermionie.
– W
ministerstwie, skarbie. Zaraz masz proces. Nie bój się wyciągnę
cię z tego razem z Severusem i twoimi byłymi znajomymi. Obiecuję.
– powiedział uspokajającym tonem chłopak.– Musimy iść Hermiono... – powiedział Harry podchodząc do łóżka z ciężkimi stalowymi kajdankami.
– A to po co Potter? – warknął Draco. Zielonooki rzucił mu uspokajające spojrzenie. Hermiona puściła jego dłoń. I pozwoliła się zakłuć w kajdanki. Potter chwycił ją za ramię i wraz z Weasleyem pomogli jej wstać. Spojrzała na Draco niewiele rozumiejącym spojrzeniem. Starał się uśmiechnąć żeby pokazać jej, że będzie dobrze. Ostatnie co mógł jej dać to pocałunek w czoło.
– Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Tylko nic nie mów. – tak było bezpieczniej. Ona żyła przez pół roku koszmarem... Skinęła głową i rzuciła mu ostatnie spojrzenie zanim aurorzy ją wynieśli z gabinetu.
– Lepiej ulecz te rany po paznokciach po krwawisz. – mruknął Snape. Draco machnął różdżką nad ręką zasklepiając ranki i pozbywając się krwi. I wyszli z gabinetu.
Cztery godziny później
Perspektywa Draco
Było
już po rozprawie. Naprawdę ciężko było przekonać Wizengamot o
niewinności Hermiony jednak ze wstawiennictwem samego Ministra wyrok
nie mógł być inny. Hermiona była niewinna. A on mógł ją
zabrać do domu. Do siebie. Pomóc jej otrząsnąć się po
półrocznym koszmarze. Być z nią już na zawsze. Ta perspektywa
napełniała go szczęściem. Dopóki będą mieli siebie nic więcej
im nie jest potrzebne. Chciał być z nią kiedy będzie szaleć z
radości i tonąć w smutku. Potrzebował jej tak jak ona jego. I nic
innego nie było ważne.
Always
together.
środa, 21 sierpnia 2013
Patronus w kropki.
Hej...
Teoretycznie rozdział XVI powinien pojawić się już jutro, jednak przyszło do mnie jedno małe ale odbierając całą wenę. Wiecie co to za ale??? Nie? No więc już Wam zaraz powiem.
To pewne ale to Wasze komentarze. Cieszę się z każdego jednego. Uwielbiam Was za nie. Ale dziesięć komentarzy nie potrafi mnie zmotywować na tyle bym mogła wykrzesać z siebie coś kreatywnego. A nie chcę powielać schematów. Przecież to jest nudne. Czytanie tej samej fabuły pisanej nieco inaczej ale jednak nadal takiej samej jak ta na innych dziesięciu blogach. Teraz Wam powiem otwarcie, że wena odeszła nie chce wrócić.Jestem w kropce. Nie wiem co dalej. A chcę być kreatywna oryginalna. Mówią mi, że mam zbyt ciężki temat żeby odnieść sukces. Ale ja już go odniosłam. Mały sukces... Ale jednak. Mam czytelników. Chcę więcej. Chcę stworzyć coś tak skrajnie odbiegającego od schematów. Ale potrzebuję WASZEJ POMOCY!
A więc...
(Tu Hermiona wtrąciłaby: Nie zaczynamy zdania od więc)
Ale to ta schematyczna powielana przez wielu bloggerów Hermiona Granger stworzona przez samą J.K. Rowling. I ta postać wykreowana na potrzeby Harry'ego Pottera jest świetna. Ale uważam, że gdybyśmy mieli ochotę przeczytać o tej Herm sięgnęlibyśmy po dowolną część HP a nie czytalibyśmy bloga. Wiem... Jest wiele blogów z książkową Hermioną które mają po 100000000000000000000000000000 wejść i trochę mniej komentarzy. Ale dlaczego mamy trzymać się sztywnych schematów skoro możemy dać się ponieść wyobraźni? I ja to robię. Daje się ponieść. Czasami za bardzo. Dlaczego? Bo to uzależnia. Ale żeby dać się ponieść trzeba mieć dopalacz. To WY nim jesteście!
Podoba mi się nawet komentarz o treści : super! podobało mi się.
Dlaczego?
Bo mimo tego, że jest krótki i nie odnoszący się do treści motywuje. Motywuje bo ktoś przeczytał a potem zadał sobie trud uderzenia w klawisze klawiatury żeby pokazać mi i innym czytelnikom, że to mu się podobało!
I mnie to motywuje. Bo ja piszę tu to dla Was a nie piszę tego do "internetowej szuflady".
Daje mi to frajdę. Ale do czasu. Wena odchodziła już wiele razy. O tak...
Ale wracała.
Dlaczego?
Dzięki WAM!
Bo daliście jej kopa swoimi komentarzami!
Ale teraz ona jest bardziej zachłanna.
Potrzebuje ich więcej by wrócić...
Więc...
Wiecie co macie robić.
To od Was zależy czy będę publikować.
Szantaż?
Może.
Ale nie wiem jak Was inaczej zmotywować.
Jeśli zadziała...
Wena wróci.
Pozdrowienia.
H.R.
Teoretycznie rozdział XVI powinien pojawić się już jutro, jednak przyszło do mnie jedno małe ale odbierając całą wenę. Wiecie co to za ale??? Nie? No więc już Wam zaraz powiem.
To pewne ale to Wasze komentarze. Cieszę się z każdego jednego. Uwielbiam Was za nie. Ale dziesięć komentarzy nie potrafi mnie zmotywować na tyle bym mogła wykrzesać z siebie coś kreatywnego. A nie chcę powielać schematów. Przecież to jest nudne. Czytanie tej samej fabuły pisanej nieco inaczej ale jednak nadal takiej samej jak ta na innych dziesięciu blogach. Teraz Wam powiem otwarcie, że wena odeszła nie chce wrócić.Jestem w kropce. Nie wiem co dalej. A chcę być kreatywna oryginalna. Mówią mi, że mam zbyt ciężki temat żeby odnieść sukces. Ale ja już go odniosłam. Mały sukces... Ale jednak. Mam czytelników. Chcę więcej. Chcę stworzyć coś tak skrajnie odbiegającego od schematów. Ale potrzebuję WASZEJ POMOCY!
A więc...
(Tu Hermiona wtrąciłaby: Nie zaczynamy zdania od więc)
Ale to ta schematyczna powielana przez wielu bloggerów Hermiona Granger stworzona przez samą J.K. Rowling. I ta postać wykreowana na potrzeby Harry'ego Pottera jest świetna. Ale uważam, że gdybyśmy mieli ochotę przeczytać o tej Herm sięgnęlibyśmy po dowolną część HP a nie czytalibyśmy bloga. Wiem... Jest wiele blogów z książkową Hermioną które mają po 100000000000000000000000000000 wejść i trochę mniej komentarzy. Ale dlaczego mamy trzymać się sztywnych schematów skoro możemy dać się ponieść wyobraźni? I ja to robię. Daje się ponieść. Czasami za bardzo. Dlaczego? Bo to uzależnia. Ale żeby dać się ponieść trzeba mieć dopalacz. To WY nim jesteście!
Podoba mi się nawet komentarz o treści : super! podobało mi się.
Dlaczego?
Bo mimo tego, że jest krótki i nie odnoszący się do treści motywuje. Motywuje bo ktoś przeczytał a potem zadał sobie trud uderzenia w klawisze klawiatury żeby pokazać mi i innym czytelnikom, że to mu się podobało!
I mnie to motywuje. Bo ja piszę tu to dla Was a nie piszę tego do "internetowej szuflady".
Daje mi to frajdę. Ale do czasu. Wena odchodziła już wiele razy. O tak...
Ale wracała.
Dlaczego?
Dzięki WAM!
Bo daliście jej kopa swoimi komentarzami!
Ale teraz ona jest bardziej zachłanna.
Potrzebuje ich więcej by wrócić...
Więc...
Wiecie co macie robić.
To od Was zależy czy będę publikować.
Szantaż?
Może.
Ale nie wiem jak Was inaczej zmotywować.
Jeśli zadziała...
Wena wróci.
Pozdrowienia.
H.R.
piątek, 16 sierpnia 2013
Rozdział XV
Hej!
Mam zaszczyt Wam przedstawić Rozdział XV. Betowany przez Alex. Dziękuje Ci za to kochana. Z dedykacją dla cudownej bety oraz Venetii.
Rozdział... No, cóż mam nadzieję obudzić nim w Was emocje oraz chęć do komentowania :D
Kolejna notka będzie... Jak pojawi się 20 komentarzy to będzie w poniedziałek a jak będzie mniej to dopiero w czwartek.
Buziole, H.R.
-- Otwórz, Hermiono. -- poprosił, siląc się na uwodzicielski ton, któremu żadna z czarownic w Hogwarcie nie umiała się oprzeć, no może poza dawną Panną-Ja-Wiem-Wszystko. Ale teraz była całkiem inną osobą.Uwielbiał ją za to, chociaż nigdy by tego jej nie powiedział. Nie wiedział,jak to się stało. Ona obudziła jego zimne serce, rozpalając je gwałtownie. Dała mu więcej niż kiedykolwiek on jej zdoła dać. Zwłaszcza, że on miał już wybraną żonę. Ta myśl wywołała u niego obrzydzenie... Musiał poślubić tę idiotkę, Astorię. Ona pewnie też miała już wybranego męża. To było niedozniesienia, że ktoś inny będzie całował jej miękkie cudowne malinowe wargi. Wrócił na ziemię. A więc klątwa była ich przeznaczeniem... Chciał błagać Merlina o cofnięcie czasu. Zrobiłby wszystko, żeby nie skazywać jej na to cierpienie.Nie miało znaczenia jego cierpienie, które było niczym wobec cierpienia tej cudownej czarownicy z jego winy. Nie mógłby z tym żyć. A gdyby zrobił wszystko, żeby go na nowo znienawidziła? Czy wtedy klątwa by przestała ich wiązać? Był gotowy się poświęcić. Jego ojciec miał rację miłość jest słabością. Jego ponure rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Odsunął się. Stała na progu ubrana w rozciągnięty szary sweter i białe spodnie. Na bladych policzkach zobaczył świeże ślady łez. Była piękna,ślady łez na jej policzkach były dla niego przyczyną bólu w tym nietypowym dla niego miejscu. Bolało go serce, poraz pierwszy w życiu. Jak mógłby ją zranić?
-- Hej, mogę wejść? -- zapytał, patrząc w jej błyszczące od łez oczy.
-- Proszę -- powiedziała tylko, wpuszczając go do środka. Rozejrzał się. Ten pokój był odbiciem jej pokoju w Riddle Manor. Uśmiechnął się lekko. Poprowadziła go do części salonowej, którą musiała pewnie sobie zażyczyć. Białe meble, szaro-limonkowe ściany, jasna podłoga. Dodatki też były białe. Obita limonkowym pluszem kanapa przed kominkiem. Widać było, że chciała sobie tu stworzyć oazę spokoju. Uśmiech wpłynął na jego wargi, gdy obserwował, jak siada na kanapie, podkulając nogi i wpatrując się w ogień. Teraz zupełnie nie przypominała córki najpotężniejszego czarnoksiężnika tych czasów. Wyglądała tak niewinnie, tak bezbronnie. Usiadł koło niej nieco bliżej niż zrobiłby to normalnie. Ona położyła mu głowę na ramieniu niemal odruchowo. On zanurzył twarz w jej ciemnych włosach pachnących arbuzami.
-- Pomyślałem sobie, że moglibyśmy uczcić... -- zawahał się przez chwilę, a ona to wykorzystała, żeby się wtrącić.
-- Przecież nie ma powodu do świętowania -- powiedziała martwym głosem.
-- Ależ zawsze się znajdzie. Uczcijmy to, że jesteśmy tu teraz razem -- zaproponował. Nie czekając na jej odpowiedź, wyczarował dwa kieliszki do wina z rżniętego kryształu. Napełnił je ciemnoczerwonym płynem z butelki. Podał jej jeden. Podniósł swoje naczynie aby wznieść toast.
-- Za nas. Żebyśmy zawsze byli piękni i młodzi -- powiedział z uśmiechem. Wyciągnął twarz z jej włosów,by zobaczyć, jak na jej usta wpływa cień uśmiechu.Jednak dla niego ten toast był czymś więcej. Dla niego ta pierwsza część była gorącym życzeniem, nieuchwytnym i zakazanym, ale podobno marzenia się spełniają. Gdyby tylko wiedział, że ona skrycie marzy o tym samym!W pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk stukających się kieliszków. Wypili toast.
-- Powinniśmy powiadomić rodziny o klątwie. -- Hermiona wypowiedziała słowa, które ich oboje napełniały dziwną obawą.
-- Poczekajmy -- powiedział. Chciał to odwlekać tak długo, jak się dało. Gdyby powiedzieli rodzinom musieliby zdeklarować swoje uczucia. A dla nich było jeszcze zbyt wcześnie. Skinęła głową z twarzą pozbawioną wyrazu. Napełnił kieliszki. Obserwował jak ona sięga po swój i wypija go jednym łykiem. Była to oznaka jej rezygnacji i rozpaczy. Objął ją wolną ręką przyciągając do siebie
-- Dostałam list od ojca. -- powiedziała, przerywając ciszę, jaka zapanowała między nimi. Nic nie powiedział. Wiedział o tym, przecież Snape dał go jej przy nim ale teraz to było nie istotne. Chciał,żeby podzieliła się tym,co napisał jej Czarny Pan. Niech rozdzieli ten ciężar na nich dwoje. Chętnie by go zdjął z młodej Riddle całkowicie, jednak tu nie mógł nic zrobić...
-- Nic szczególnego nie napisał po za tym... -- jej palce zaczęły nerwowo bawić się swetrem. Złapał jej nadgarstki bardzo delikatnie jakby były z kruchego szkła. Odwróciła głowę w jego stronę. Wykorzystał okazję i złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Uwielbiał kuszącą miękkość ust tej dziewczyny. Oderwała wargi od jego ust. Oddech miała przyśpieszony a na policzkach cudowne rumieńce.
-- Draco... -- powiedziała cicho. Uwielbiał, jak tak wymawiała jego imię. Nie mógł jej pozwolić na zniszczenie tej chwili. Pieprzyć rozsądek i klątwę. Zamknął jej usta pełnym żaru pocałunkiem. Znów dotknęli nieba namiętności, które pojawiało się wraz ze złączonymi wargami.
Była jak narkotyk a on był od niej całkowicie uzależniony.To było najpiękniejsze uzależnienie jakiego kiedykolwiek doznał... Tym razem to on przerwał pocałunek. Zbyt silnie na niego działała. Bał się, że straci kontrole nad sobą. Nie chciał jej wystraszyć. Mogłaby dojść do wniosku, że on myśli tylko o tym, że jest kolejną jego zabawką. Ale ona nie była jego zabawką. Ona była dla niego jak najdelikatniejszy kwiat. Zakazany,oszołamiający,cudowny. Te słowa były dla niego niewystarczające, by ją opisać. Spojrzał w jej cudowne oczy, które teraz lśniły, ale nie ze smutku,lecz z tłumionych emocji, które on w niej rozpalał do czerwoności.
-- Czemu my to robimy? -- zapytała niemal rozpaczliwie. W tym momencie cudowne uniesienie wywołane przez pocałunek runęło jak domek z kart. Cholerny domek z kart. Nie potrafił jej odpowiedzieć.
-- Podobno znasz odpowiedzi na wszystkie pytania – szepnął, patrząc na nią. Chciał utonąć w cudnych oczach tej czarownicy.
-- Na to nie znam odpowiedzi. I niewiem,czy chcę znać – odpowiedziała, odsuwając się od niego na drugi koniec sofy. To było jak cios tłuczkiem w żołądek. Uważała, że jest dla niego kolejną zabawką. To bolało.
-- Hermiono... -- szepnął, nie potrafiąc ukryć wyrzutu w głosie. Napił się. Nie mógł w to uwierzyć. Czy miała jakiekolwiek podstawy, by tak uważać? Gorączkowo myślał nad tym szukając powodu, jednak nie odnalazł we wspomnieniach nic takiego.
-- Powinieneś już iść -- powiedziała. Kolejny cios.
-- Nie chcę, Hermiono nie mogę odejść dopóki... -- powiedział gorączkowo.
-- Musisz, Draco. Potraktuj to jako rozkaz córki Czarnego Pana. -- jej głos był zdecydowany.
Temu nie mógł się sprzeciwić. Poczuł, jak przysięga posłuszeństwa zaczyna mu ciążyć.
-- Jak sobie życzysz, Pani. Do zobaczenia na patrolu.-- powiedział gorzko i już po chwili go nie było. Wszedł do swoich komnat. Chwycił jakąś tandetną szklaną figurkę stojącą na półce z książkami i cisnął nią o ścianę. Szkło rozprysnęło się w miliony kawałeczków. Podobnie czuło się jego serce. Serce, które ona rozpaliła do czerwoności by potem je ugasić gwałtownie. Podszedł do barku i wyciągnął butelkę Ognistej. Pociągnął duży łyk prosto z butelki. Usiadł w fotelu i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Odpalił papierosa od różdżki i się głęboko zaciągnął dymem. Z pomiędzy jego warg wyleciał szary obłok. Pomiędzy kolejnymi zaciągnięciami,brał duże łyki whisky. W końcu, w przypływie rozpaczy, butelka z trunkiem również została rozbita o ścianę.
Sięgnął po kolejną butelkę, rozsiadając się w fotelu.W ciągu kilku minut opróżnił jedną. W ciągu godziny był zalany w trupa. Miłość jest słabością...
Perspektywa Hermiony
Gorzko żałowała tego, jak potraktowała Dracona. Przecież nie dał jej żadnego powodu do tego. Był wobec niej taki czuły, opiekuńczy. Był idealny. Był jej cudownym ideałem. Jednak wola ojca, przekazana w liście, ciążyła bardziej nawet od klątwy.
Droga Córko,
-- Hej, mogę wejść? -- zapytał, patrząc w jej błyszczące od łez oczy.
-- Proszę -- powiedziała tylko, wpuszczając go do środka. Rozejrzał się. Ten pokój był odbiciem jej pokoju w Riddle Manor. Uśmiechnął się lekko. Poprowadziła go do części salonowej, którą musiała pewnie sobie zażyczyć. Białe meble, szaro-limonkowe ściany, jasna podłoga. Dodatki też były białe. Obita limonkowym pluszem kanapa przed kominkiem. Widać było, że chciała sobie tu stworzyć oazę spokoju. Uśmiech wpłynął na jego wargi, gdy obserwował, jak siada na kanapie, podkulając nogi i wpatrując się w ogień. Teraz zupełnie nie przypominała córki najpotężniejszego czarnoksiężnika tych czasów. Wyglądała tak niewinnie, tak bezbronnie. Usiadł koło niej nieco bliżej niż zrobiłby to normalnie. Ona położyła mu głowę na ramieniu niemal odruchowo. On zanurzył twarz w jej ciemnych włosach pachnących arbuzami.
-- Pomyślałem sobie, że moglibyśmy uczcić... -- zawahał się przez chwilę, a ona to wykorzystała, żeby się wtrącić.
-- Przecież nie ma powodu do świętowania -- powiedziała martwym głosem.
-- Ależ zawsze się znajdzie. Uczcijmy to, że jesteśmy tu teraz razem -- zaproponował. Nie czekając na jej odpowiedź, wyczarował dwa kieliszki do wina z rżniętego kryształu. Napełnił je ciemnoczerwonym płynem z butelki. Podał jej jeden. Podniósł swoje naczynie aby wznieść toast.
-- Za nas. Żebyśmy zawsze byli piękni i młodzi -- powiedział z uśmiechem. Wyciągnął twarz z jej włosów,by zobaczyć, jak na jej usta wpływa cień uśmiechu.Jednak dla niego ten toast był czymś więcej. Dla niego ta pierwsza część była gorącym życzeniem, nieuchwytnym i zakazanym, ale podobno marzenia się spełniają. Gdyby tylko wiedział, że ona skrycie marzy o tym samym!W pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk stukających się kieliszków. Wypili toast.
-- Powinniśmy powiadomić rodziny o klątwie. -- Hermiona wypowiedziała słowa, które ich oboje napełniały dziwną obawą.
-- Poczekajmy -- powiedział. Chciał to odwlekać tak długo, jak się dało. Gdyby powiedzieli rodzinom musieliby zdeklarować swoje uczucia. A dla nich było jeszcze zbyt wcześnie. Skinęła głową z twarzą pozbawioną wyrazu. Napełnił kieliszki. Obserwował jak ona sięga po swój i wypija go jednym łykiem. Była to oznaka jej rezygnacji i rozpaczy. Objął ją wolną ręką przyciągając do siebie
-- Dostałam list od ojca. -- powiedziała, przerywając ciszę, jaka zapanowała między nimi. Nic nie powiedział. Wiedział o tym, przecież Snape dał go jej przy nim ale teraz to było nie istotne. Chciał,żeby podzieliła się tym,co napisał jej Czarny Pan. Niech rozdzieli ten ciężar na nich dwoje. Chętnie by go zdjął z młodej Riddle całkowicie, jednak tu nie mógł nic zrobić...
-- Nic szczególnego nie napisał po za tym... -- jej palce zaczęły nerwowo bawić się swetrem. Złapał jej nadgarstki bardzo delikatnie jakby były z kruchego szkła. Odwróciła głowę w jego stronę. Wykorzystał okazję i złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Uwielbiał kuszącą miękkość ust tej dziewczyny. Oderwała wargi od jego ust. Oddech miała przyśpieszony a na policzkach cudowne rumieńce.
-- Draco... -- powiedziała cicho. Uwielbiał, jak tak wymawiała jego imię. Nie mógł jej pozwolić na zniszczenie tej chwili. Pieprzyć rozsądek i klątwę. Zamknął jej usta pełnym żaru pocałunkiem. Znów dotknęli nieba namiętności, które pojawiało się wraz ze złączonymi wargami.
Była jak narkotyk a on był od niej całkowicie uzależniony.To było najpiękniejsze uzależnienie jakiego kiedykolwiek doznał... Tym razem to on przerwał pocałunek. Zbyt silnie na niego działała. Bał się, że straci kontrole nad sobą. Nie chciał jej wystraszyć. Mogłaby dojść do wniosku, że on myśli tylko o tym, że jest kolejną jego zabawką. Ale ona nie była jego zabawką. Ona była dla niego jak najdelikatniejszy kwiat. Zakazany,oszołamiający,cudowny. Te słowa były dla niego niewystarczające, by ją opisać. Spojrzał w jej cudowne oczy, które teraz lśniły, ale nie ze smutku,lecz z tłumionych emocji, które on w niej rozpalał do czerwoności.
-- Czemu my to robimy? -- zapytała niemal rozpaczliwie. W tym momencie cudowne uniesienie wywołane przez pocałunek runęło jak domek z kart. Cholerny domek z kart. Nie potrafił jej odpowiedzieć.
-- Podobno znasz odpowiedzi na wszystkie pytania – szepnął, patrząc na nią. Chciał utonąć w cudnych oczach tej czarownicy.
-- Na to nie znam odpowiedzi. I niewiem,czy chcę znać – odpowiedziała, odsuwając się od niego na drugi koniec sofy. To było jak cios tłuczkiem w żołądek. Uważała, że jest dla niego kolejną zabawką. To bolało.
-- Hermiono... -- szepnął, nie potrafiąc ukryć wyrzutu w głosie. Napił się. Nie mógł w to uwierzyć. Czy miała jakiekolwiek podstawy, by tak uważać? Gorączkowo myślał nad tym szukając powodu, jednak nie odnalazł we wspomnieniach nic takiego.
-- Powinieneś już iść -- powiedziała. Kolejny cios.
-- Nie chcę, Hermiono nie mogę odejść dopóki... -- powiedział gorączkowo.
-- Musisz, Draco. Potraktuj to jako rozkaz córki Czarnego Pana. -- jej głos był zdecydowany.
Temu nie mógł się sprzeciwić. Poczuł, jak przysięga posłuszeństwa zaczyna mu ciążyć.
-- Jak sobie życzysz, Pani. Do zobaczenia na patrolu.-- powiedział gorzko i już po chwili go nie było. Wszedł do swoich komnat. Chwycił jakąś tandetną szklaną figurkę stojącą na półce z książkami i cisnął nią o ścianę. Szkło rozprysnęło się w miliony kawałeczków. Podobnie czuło się jego serce. Serce, które ona rozpaliła do czerwoności by potem je ugasić gwałtownie. Podszedł do barku i wyciągnął butelkę Ognistej. Pociągnął duży łyk prosto z butelki. Usiadł w fotelu i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Odpalił papierosa od różdżki i się głęboko zaciągnął dymem. Z pomiędzy jego warg wyleciał szary obłok. Pomiędzy kolejnymi zaciągnięciami,brał duże łyki whisky. W końcu, w przypływie rozpaczy, butelka z trunkiem również została rozbita o ścianę.
Sięgnął po kolejną butelkę, rozsiadając się w fotelu.W ciągu kilku minut opróżnił jedną. W ciągu godziny był zalany w trupa. Miłość jest słabością...
Perspektywa Hermiony
Gorzko żałowała tego, jak potraktowała Dracona. Przecież nie dał jej żadnego powodu do tego. Był wobec niej taki czuły, opiekuńczy. Był idealny. Był jej cudownym ideałem. Jednak wola ojca, przekazana w liście, ciążyła bardziej nawet od klątwy.
Droga Córko,
Ufam, że masz się dobrze w twoim prawowitym domu. Snape informuje mnie na bierząco o sprawach Hogwartu. Bardzo interesujący pomysł z tym Turniejem. Musisz się liczyć z tym, że zapewne weźmiesz w nim udział. Poradzisz sobie.Razem z matką podjeliśmy decyzję o Twojej przyszłości. Za niespełna rok będziesz pełnoletnia, więc postanowiliśmy, że zaczniemy szukać męża odpowiedniego dla Ciebie. Matka wyjawiła mi, że z młodym Malfoyem macie się ku sobie. Jednak muszę cię zmartwić. Dracon ma już wybraną żonę, podobnie jak Ty męża. Zostałaś zaręczona już z Paulem Parkinsonem. Jednak jest to jeszcze umowne. Prawdziwe zaręczyny odbędą się na balu w Noc Duchów, który odbędzie się w Riddle Manor. Oczekuję, że twoje relacje z Draconem ulegną zmianie na przyjacielskie. Jeśli nie, młody Malfoy poniesie karę. Proszę, żebyś zainteresowała się Paulem, który jest dużo odpowiedniejszy dla Ciebie. Potraktuj to jako rozkaz. Jako Twój Ojciec i Pan oczekuję, że mnie nie zawiedziesz.
Twój Ojciec
Czytała ten list raz za razem. Z jej oczu spływały coraz to nowsze łzy. A więc klątwa ich dotknęła. Wola ojca była ich klątwą. Wzięła pergamin i pióro. Drżącą ręką napisała odpowiedź.
Ojcze,
Nie śmiem się sprzeciwiać Twej woli. Jednakże chcę, abyś wiedział, że Twoja decyzja mnie boli. Uważam, że Dracon jest dla mnie idealny, a ja jestem idealna dla niego. Będę posłuszna, choć będzie to dla mnie cierpieniem.
Twa Córka
Wyczarowała kopertę i włożyła do niej pergamin. Zaklęciem zapieczętowała list. Mechanicznie poszła ochlapać twarz wodą by zmyć z niej ślady łez. Wyszła z komnat, modląc się, żeby nie spotkać Draco. Nie zniosłaby tego. Lekcje się już skończyły. Ruszyła szybko do gabinetu Severusa. Po dłuższej chwili była już pod drzwiami jego gabinetu. Mężczyzna otworzył jej, ale nie wydawał się zdziwiony jej widokiem.
-- Wejdź -- powiedział cicho.
-- Mam odpowiedź dla ojca. -- powiedziała łamiącym się głosem. Czarne oczy mężczyzny przyjrzały jej się badawczo. Bez słowa sięgnął po kopertę. Schował ją do szuflady z której jednocześnie wyciągnął dwie ciemne fiolki.
-- Masz tutaj Eliksir Słodkiego Snu i Eliksir Uspokajający. Wiesz, że nie powinnaś ich mieszać. Uspokajający jest na jutro. Nie próbuj zrobić nic głupiego. Fiolki są zaczarowane tak, że nie możesz ich zmieszać w żaden sposób. Jesteś dziś zwolniona z patrolu. Doskonale wiedział,jak Hermiona się czuje. Gestem pokazał jej, że ma odejść.
Wróciła do komnat. Natychmiast wypiła eliksir Słodkiego Snu i odpłynęła nim doszła do łóżka.
Perspektywa Draco
Obudził go ból w ręce. Otworzył oczy. Wraz ze świadomością niemal natychmiast pojawił się okropne łupanie w tyle głowy. Z wielkim wysiłkiem spojrzał na swoją rękę, którą dziobała mała sówka Mistrza Eliksirów. Trzymała fiolkę z zielonym płynem i zwitkiem pergaminu. Z ogromnym wysiłkiem odwiązał fiolkę i zwitek. Przytknął eliksir do ust i wypił go łapczywie, czując, jak ból wywołany kacem go opuszcza, zostawiając ten zadany przez Hermionę. Przeczytał wiadomość od opiekuna.
Wypij eliksir. Chyba wiesz,co to jest. Ogarnij się, za godzinę masz patrol.
S.S.
Zaklnął, niechętnie wstając z fotela. Zimny prysznic był idealnym rozwiązaniem dla ciała. A widok Hermiony na patrolu podleczy zadaną przez nią ranę. Może uda mu się z nią porozmawiać...
Twa Córka
Wyczarowała kopertę i włożyła do niej pergamin. Zaklęciem zapieczętowała list. Mechanicznie poszła ochlapać twarz wodą by zmyć z niej ślady łez. Wyszła z komnat, modląc się, żeby nie spotkać Draco. Nie zniosłaby tego. Lekcje się już skończyły. Ruszyła szybko do gabinetu Severusa. Po dłuższej chwili była już pod drzwiami jego gabinetu. Mężczyzna otworzył jej, ale nie wydawał się zdziwiony jej widokiem.
-- Wejdź -- powiedział cicho.
-- Mam odpowiedź dla ojca. -- powiedziała łamiącym się głosem. Czarne oczy mężczyzny przyjrzały jej się badawczo. Bez słowa sięgnął po kopertę. Schował ją do szuflady z której jednocześnie wyciągnął dwie ciemne fiolki.
-- Masz tutaj Eliksir Słodkiego Snu i Eliksir Uspokajający. Wiesz, że nie powinnaś ich mieszać. Uspokajający jest na jutro. Nie próbuj zrobić nic głupiego. Fiolki są zaczarowane tak, że nie możesz ich zmieszać w żaden sposób. Jesteś dziś zwolniona z patrolu. Doskonale wiedział,jak Hermiona się czuje. Gestem pokazał jej, że ma odejść.
Wróciła do komnat. Natychmiast wypiła eliksir Słodkiego Snu i odpłynęła nim doszła do łóżka.
Perspektywa Draco
Obudził go ból w ręce. Otworzył oczy. Wraz ze świadomością niemal natychmiast pojawił się okropne łupanie w tyle głowy. Z wielkim wysiłkiem spojrzał na swoją rękę, którą dziobała mała sówka Mistrza Eliksirów. Trzymała fiolkę z zielonym płynem i zwitkiem pergaminu. Z ogromnym wysiłkiem odwiązał fiolkę i zwitek. Przytknął eliksir do ust i wypił go łapczywie, czując, jak ból wywołany kacem go opuszcza, zostawiając ten zadany przez Hermionę. Przeczytał wiadomość od opiekuna.
Wypij eliksir. Chyba wiesz,co to jest. Ogarnij się, za godzinę masz patrol.
S.S.
Zaklnął, niechętnie wstając z fotela. Zimny prysznic był idealnym rozwiązaniem dla ciała. A widok Hermiony na patrolu podleczy zadaną przez nią ranę. Może uda mu się z nią porozmawiać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)