wtorek, 24 grudnia 2013

Miniaturka: Magia Świątecznej Miłości

Hej.
Wybaczcie mi to,że nic się tu tak długo nie pojawiło. Macie prawo się złościć,wyklinać mnie od najgorszych. Ale mam nadzieję,że w końcu znajdę czas by dokończyć tego bloga. Ostatnie miesiące były dla mnie trudne.
Dużo się działo i jeszcze nie miałam dostępu do laptopa.Próbowałam pisać na kartce...Powiedzmy, że te próby były bezowocne. Rozdział....Pojawi się ale kiedy to nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Z okazji świąt postanowiłam Wam dodać tą miniaturkę. Ostrzegam, że błędy są w pakiecie.



Śniegowa pierzyna okryła wszystko wokół już na początku grudnia, więc uczniowie Hogwartu dni pozostałe do wyjazdu, do domów na święta spędzali, na zabawach w śniegu. Mimo tego, że nauczycielom nie udzielił się świąteczny nastrój i wymagali od swoich podopiecznych zdwojonego wysiłku intelektualnego, zwłaszcza od tych z szóstych klas których czekały Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne już w przyszłym roku.
Hermiona Riddle zmieniła się, to nie ulegało żadnym wątpliwościom ale jedno pozostało takie samo- pragnienie zdobycia jak najlepszego wykształcenia. Gdyby nie jej przyjaciele dziewczyna zapewne nie korzystałaby z uroków śnieżnych zabaw. Ale gdy się przyjaźni z Blaisem Zabinim to psoty i rozrywka były wręcz w pakiecie przyjaźni. Więc chcąc czy nie chcąc Hermiona przystała na zaproszenie Blaise'a do wielkiej między domowej bitwy na śnieżki. Wiedziała, że lepiej się nie narażać Diabełkowi, zwłaszcza jeśli miała spędzić w jego towarzystwie święta. I nie tylko w jego towarzystwie będzie też pewien platynowłosy arystokrata, który budził w niej intensywne uczucia. Tylko śmierciożercy z wewnętrznego kręgu oraz ich latorośle mieli zaszczyt spędzenia tych świąt z samym Czarnym Panem. Młoda Riddle nie pałała do tego ogromną chęcią zapewne kolacja będzie jeszcze jako tako normalna. Przecież jej matka nie zniszczyłaby świąt swojej córce. Ale później zaczną się wypady po ofiary do mugolskich wiosek kiedy te karykatury ludzi się znudzą biesiadowaniem a spożyty alkohol uwolni ich mordercze zapędy. Te rozmyślania były przygnębiające. A od tego wszystkiego dzieli ją już tylko jeden dzień. Zerknęła na zegar stojący na gzymsie jej kominka. Było południe a ona nawet nie była spakowana. Niechętnie wstała z fotela i poczłapała w kierunku swojego kufra. Kilka szybkich machnięć różdżką i jej kufer był już  gotowy. Ale czy ona była? Nie, zdecydowanie nie. Rozległo się pukanie od strony łazienki. Otworzyła drzwi machnięciem różdżki. Za nimi stał nikt inny jak nie jej współlokator.
-- Dzień dobry pani prefekt. -- powiedział blondyn z typową dla siebie kurtuazją oraz firmowym uśmieszkiem na wąskich idealnie wykrojonych wargach.
-- Dzień dobry panie prefekt. -- odpowiedziała brązowowłosa w ten sam sposób. Był to ich idiotyczny rytuał, który trwał już całe wieki. Oboje zdawali sobie sprawę jakie bezsensowne jest to powitanie, jednak żadne nie zaprzestawało jego stosowania. Myśli dziewczyny nagle się urwały kiedy poczuła jak idealne ramiona pewnego ślizgona delikatnie oplatają jej talię.
-- Nie myśl tak dużo. No chyba, że myślisz o mnie. -- wyszeptał jej wprost do ucha Draco delikatnie przygryzając jego płatek. Na jej wargach zawitał delikatny uśmieszek. Kiedyś nazwałaby go za to zapatrzonym w siebie bucem. Kiedyś by nie pozwoliła żeby on się do niej zbliżył. Ale to należy do przeszłości. A przeszłość choć jest częścią teraźniejszości powinna odejść w zapomnienie. Odwróciła się w jego ramionach i spojrzała mu głęboko w oczy. Przecież liczyło się to co jest teraz.
-- Święta... -- szepnęła to jedno słowo nadal wpatrzona w jego boskie tęczówki w których teraz błysnęło zrozumienie. Przytulił ją mocniej wdychając zapach jej szamponu.
-- Nie będzie tak źle. Twoja mama utrzyma to wszystko w ryzach tak jak zawsze. -- powiedział pewnym tonem młody Malfoy. -- A teraz zabiorę cię na przechadzkę po zamku. Zobaczysz jak pięknie skrzaty ustroiły zamek. Nie daj się prosić. -- ostatnie zdanie wyszeptał w jej wargi, jednak nie całując ich.
-- No dobrze skoro ci tak zależy... -- powiedziała cicho. Draco uśmiechnął się szeroko i niemal wyniósł ją
z dormitorium. Szybkim krokiem pokonali pokój wspólny gdzie wylegiwało się wielu uczniów. Hermiona rozejrzała się po pokoju, który przeszedł zupełną odmianę w rogu pokoju stała olbrzymia choinka ozdobiona srebrnymi świecami więcej szczegółów nie było dane zobaczyć gdyż jej towarzysz wyciągnął ją na korytarz.
-- Tutaj w lochach zwykle nie ma zbyt wielu ozdób. Ślizgoni zachowują pozory. -- powiedział pogodnie Draco.  Jednak gdzieniegdzie było widać kilka gałązek jemioły pod którymi całowały się namiętnie pary.
-- Wielka Sala musi wyglądać bajecznie. -- westchnęła Hermiona, która nie miała okazji zobaczyć tego przy śniadaniu z którego zrezygnowała.
--  Nie widziałaś? -- zdziwił się blondyn. Ona pokiwała przecząco głową. -- Musisz być straszliwie głodna! -- westchnął, miał rację młodej Riddle zaczynał już powoli dokuczać głód. Młody Malfoy bez słowa poprowadził ją do obrazu przedstawiającego misę owoców gdzie połaskotał gruszkę i otworzył przed dziewczyną drzwi do kuchni pełnej uwijających się przy świątecznych potrawach skrzatów domowych.
-- Zgredku! -- powiedział donośnie arystokrata. Sekundę później przed nim pojawił się jego były skrzat domowy przebrany w strój elfa co bardzo dobrze pasowało do jego dużych uszu.
-- Panicz Draco! I panienka Hermiona. Co za radość! Czym mógłbym wam służyć? -- zapytał ochoczo mały skrzat rzucając się by wyściskać Hermionę, która była szczerze uradowana z tego spotkania.
-- Zgredku,przygotuj nam trochę pasztecików z dyni, trochę ciasta marchewkowego zestaw do foundue czekoladowego i dwie butelki piwa kremowego. -- złożył zamówienie Smok a skrzat zniknął by przynieść zamówione produkty.
-- Zamówiłeś same pyszności.... -- na myśl o tych wszystkich przysmakach Hermionie zaburczało niewytwornie w brzuchu co wywołało wybuch śmiechu i jej i Dracona. Pojawił się Zgredek z koszykiem wiklinowym w dłoniach. Ślizgoni pożegnali się ze skrzatem i ruszyli w kierunku głównego holu. Hol był pięknie przystrojony na ścianach wisiały girlandy poręcze schodów były owinięte różnokolorowymi lampkami i łańcuchami. Wszechobecny był zapach świątecznych potraw i choinki. Jakie było zdziwienie dziewczyny gdy skierowali się do drzwi wyjściowych
-- Draco,będzie nam zimno. -- zauważyła całkiem przytomnie szesnastolatka ona miała na sobie cienki sweterek,jasne rurki i botki a on miał na sobie cienką koszulę i jeansy oraz adidasy.
-- Jesteś czarownicą?- zapytał blondyn z zawadiackim uśmieszkiem. Rzucił na nich kilka zaklęć w tym ocieplające, osłaniające przed śnieżkami i wiatrem. Riddle uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
Wyszli na zaśnieżony dziedziniec. Zapobiegliwy platynowłosy wytapiał im ścieżkę w śniegu.
-- Nigdy mnie nie przestaniesz zaskakiwać -- westchnęła brązowowłosa z podziwem.
-- Oj tak. Będę cię zaskakiwać do końca świata i jeden dzień dłużej. -- odpowiedział chłopak prowadząc ją przez błonia a później dalej do Zakazanego Lasu. Kluczyli pośród wiekowych drzew znaną tylko Smokowi ścieżką. A ich celem okazała się być prześliczna polana.W powietrzu czuć było magię... Ale to był inny rodzaj magii od tych im znanych. Draco rozłożył koc wydobyty z koszyka a na nim wylądowały pyszności ze  skrzaciej kuchni. Zajadali się smakołykami prowadząc niezobowiązującą rozmowę. Nie wspominali o przyszłości ani o przeszłości napawali się teraźniejszością oraz tym, że przestali ukrywać swoje uczucia.
Leżeli na kocu roześmiani szczęśliwi i wolni a wokół nich unosiła się magia świąt. Bitwa na śnieżki była bardzo wyrównana. Do czasu. Blondyn pochwycił swoją towarzyszkę w ramiona i zaczął z nią wirować. Jednak Smoki do baletu stworzone nie są i to ich wirowanie zakończone zostało upadkiem w śnieg.
-- Chciałabym żeby ta chwila trwała wiecznie. -- westchnęła córka Czarnego Pana patrząc blondynowi w oczy.
-- Mogłabyś na to pozwolić? -- zapytał chłopak patrząc na nią uważnie.
-- Mogłabym. -- odparła Hermiona bez żadnego zastanowienia.
Draco wstaje i pomaga jej się podnieść. Z kieszeni jeansów wyciąga malutkie czerwone pudełeczko.
Pada na kolana otwierając przed dziewczyną swoje serce.
-- Hermiono Camile Riddle czy zostaniesz moją żoną?-- zapytał wyciągając w jej stronę pierścień rodowy Blacków.
-- Tak. -- odpowiedziała bez chwili zastanowienia Riddle padając w śnieg by złożyć pocałunek na wargach jej anioła.

Bo magia świąt połączy każdego. I to na cały rok jeśli nie na całą wieczność.


Nie spodziewaliście się tego co?
Mam nadzieję,że Wam się podoba taki słodki klimat. Typowo świąteczny :)
Komentarze niech będą dla mnie prezentem gwiazdkowym od Was.
A teraz przejdę do życzeń.

Niech magiczna moc Wigilijnego Wieczoru przyniesie Wam spokój i radość. Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia żyje własnym pięknem i napełni Was wszystkich szczęściem.
Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia niech się spełnią Wasze wszystkie marzenia.
Życzy Hermiona Riddle

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział XVI

Hej,hej! Wróciłam po dłuuugiej przerwie... Należą mi się za to Curcio. Ale za nim... Muszę Wam powiedzieć, że rozdział był już gotowy we wrześniu. Tylko małe problemy nie pozwoliły mi go opublikować. Problemy, które chwilowo pozwoliły mi o sobie zapomnieć i powrócić do półświatka dramione.Ale na jak długo... Nie wiem... Dlatego proszę o dużo cierpliwości i zrozumienia. Nie zawieszam bloga. Notki będą ale  nie wiem co ile czy co tydzień czy co dwa miesiące. Rozdział, hm jestem nim rozczarowana. Jest z perspektywy trio: Blaise'a, Draco i Pansy. Zapewne nie powali Was jego długość. Może powalić Was za to ilość błędów jakie się w nim pojawiły.Bety nie ma. No trudno... Dajcie znać komentarzami, że jesteście ze mną!

Perspektywa Draco

Równo o dwudziestej drugiej schodził po schodach prowadzących do drzwi wejściowych gdzie zwykle rozpoczynał swój patrol kiedy dzielił go z Pansy. Jakie było jego zdziwienie gdy zamiast Hermiony zobaczył tam właśnie Pan. I jeszcze to ukłucie w sercu. A więc Hermiona nie chciała go widzieć... Zobaczył w zielonych oczach swojej przyjaciółki szczere współczucie.
-- Hej. -- przywitał ją siląc się na bestroski ton, jednak była prefekt naczelna znała go zbyt dobrze by dać się zwieść. Powstrzymał się od wypowiedzenia cisnącego mu się na usta pytania "Gdzie jest Hermiona?"
-- Cześć. To co zaczynamy? -- ślizgonka chciała odciągnąć go od myśli o młodej Riddle. Wiedziała, że to byłoby dla niego zbyt bolesne. Skinął tylko głową. I zaczęli patrol.
-- Pansy czy ja coś zrobiłem Hermionie? -- tak bardzo liczył, że zaprzeczy i zapewni go o tym, że młoda Riddle ma gorszy dzień. Zatrzymał się odwracając się w stronę rozmówczyni, która również przystanęła. Nerwowe przygryzienie wargi i te mieszane uczucia w oczach brunetki mówiły mu, że zaraz usłyszy to czego nigdy nie chciałby usłyszeć...

Perspektywa Pansy

Wiedziała o tym, że Paul i Hermiona mieli być małżeństwem. Cieszyła się z tego powodu. Hermiona byłaby jej rodziną, jednak ta radość miała gorzko-słodki posmak. Nie wiedziała czy jej przyjaciółka mogłaby być szczęśliwa z jej bratem. Miała świadomość, że Paul dałby jej szczęście. Ale ona wiedziała, że osobą która jest szczęściem młodej Riddle jest Draco. A szczęściem Smoka była Miona. Zgodziła się przejąć dzisiejszy patrol dziedziczki Salazara. Rozumiała, że dla Hermiony było to bardzo trudne. Teraz nie mogła powiedzieć Draco prawdy choć był jej najlepszynm przyjacielem... To nie było odpowiednie miejsce.
-- Ty nic jej nie zrobiłeś Draco poza tym, że się w niej zakochałeś. -- miała nadzieję, że to wystarczy by blondyn nie drążył tematu. Spojrzała na jego twarz i już wiedziała, że odniosła pożądany skutek.
-- Ja wcale nie... - zaczął zaprzeczać arystokrata ale ona mu bezczelnie przerwała.
-- Jasne, jasne zbyt dobrze cię znam Smoku. Więc skończ już zaprzeczać i coś z tym zrób! -- tego ostatniego zdania prawie natychmiast pożałowała... Przecież to może się skończyć dla niego bardzo ale to bardzo źle. W końcu w grę wchodziła córka samego Czarnego Pana.
-- Idźmy dalej. -- burknął książe Slytherinu najwyraźniej obrażony na nią za jej słowa. Patrol przebiegał im w milczeniu. Aż do momentu gdy zajrzeli do klasy zaklęć. To co tam zobaczyli zbiło ich z nóg. Nigdy by się tego nie spodziewała, że nakryje swojego przyjaciela obłapiającego jakąś dziewczynę. Przecież podobno był bardzo zainteresowany Ginny Weasley... Szkoda tylko, że była zdrajczynią krwi...
-- Blaise! -- powiedzieli dosyć głośno. Ciemnoskóry zajęty całowaniem dziewczyny odwrócił się zaskoczony słysząc głosy swoich przyjaciół odwrócił sie do nich. Obok niego stała mocno czerwona Ginny.
-- Weasley?! -- prawie krzyknęła ślizgonka.
-- Parkinson? -- odpowiedziała głupio ruda.
-- A tutaj jest Smok. Więc skoro się już wszyscy znamy może przestańmy odstawiać tę szopkę i porozmawiajmy jak nienormalni ludzie, którymi przecież jesteśmy. -- rzucił Diabeł wywołując u wszystkich wybuch śmiechu.
-- Blaise. Żądam wyjaśnień. Co ty tu robisz z Weasley?! -- zapytał Draco przypominając jej w tym momencie McLodową Szkotkę. Na tę myśl miała ochotę wybuchnąć śmiechem.
-- A nie było widać? -- zapytał retorycznie Blais wznosząc oczy do góry. Ginny widząc to zachichotała. Pansy natychmiast zwróciła swój wzrok na nią przyglądając jej uważnie. "No nie ma co wyrobiła się. " -- pomyślała ślizgonka.
-- Gryffindor traci pięć punktów za twoje szlajanie się po zamku Weasley. Ciesz się, że tylko tyle. Wracaj do dormitorium,Wiewióro. -- Draco poraz kolejny tego wieczoru nie przypominał siebie.
-- Bo co mi zrobisz, Fretko? -- ta ruda zdrajczyni krwi zrobiła się pyskata zbyt pyskata." -- pomyślała była prefekt naczelna. Blaise patrzył na Ginny z dumą w oczach.
-- Wiewiórcza imitacjo czarownicy wracaj do dormitorium dobrze ci radzę. -- warknęła z groźbą w głosie brunetka.
-- Zabraniam ci tak o niej mówić Pansy. -- stanowczość Diabła zdumiała ją. Dzisiejszej nocy chyba wszyscy wzięli sporą dawkę Eliksiru Szaleństwa.
-- Dobranoc mój Diable. -- rzuciła ta podrobiona czarodziejka w stronę jej przyjaciela.
-- Dobranoc moja Ognista Wiewiórko. -- po tych słowach pocałowali się. Ugh tego dla niej było już za wiele. Podobnie chyba dla Draco, który dość brutalnie rozdzielił zakochanych. Dzięki Slazarowi bo chyba już więcej by nie zniosła...
-- Dziesięć punktów od Gryffindoru za całowanie się z niewłaściwą partią dla ciebie Weasley. Chcesz zarobić szlaban? Jeśli ci życie miłe to radzę ci znikać. -- warknęła do rudej. Poczuła tęsknotę za dawnym poczuciem władzy jaką dawał jej status Prefekt Naczelnej.
-- To, że z tobą nikt nie chce się całować to nie znaczy, że możesz zabraniać tego innym. -- odpyskowała piątoklasistka. Dłoń ślizgonki automatycznie sięgnęła w kierunku różdżki.
-- Idź Gin. -- poprosił Zabini. Ślizgon proszący o coś zdrajcę krwi?! Co tu się dzieje?!
Ruda posłuchała jej przyjaciela i już po chwili byli sami.
-- Blaise... -- zaczęła jednak nie dane było jej dokończyć.
-- Nie waż się mi prawić kazań Pans. Ty straciłaś głowę jeszcze gorzej niż ja. Potter! Nie mam pojęcia co ty do Salazara w nim widzisz! -- powiedział Blaise. Te słowa ją zabolały tak jak musiały zaboleć Zabiniego jej słowa o Weasley.
-- Serce nie sługa. Przestańmy obrażać się z powodu tego kogo ten beznadziejny narząd wybrał. Chociaż muszę przyznać, że jesteście w okropnych sytuacjach... -- powiedział Draco przypatrując się im. Dziewczyna musiała przyznać rację Draconowi. Ich sytuacja nie rysowała się w różowych barwach...
-- Chodźmy skończmy ten patrol i wracajmy do lochów. -- mruknęła i nie czekając na odpowiedź wyszła z klasy zaklęc. Ta końcówka patrolu obyła się bez niespodzianek. Pansy biła się z myślami czy wyjawić prawdę Draco. Zdecydowała się na to gdy byli już w lochu.
--DracoHermionajestnieoficjalniezaręczonazPaulem. -- wykrztusiła na jednym oddechu.
-- Możesz powtórzyć Pansy? Nic nie zrozumiałem. -- wyraz bezradności na twarzy jej przyjaciela była rozbrajająca. No cóż, trzeba się uciec do tradycyjnych środków...
-- Draco... Hermiona jest zaręczona z Paulem. Jeszcze nieoficjalnie ale... -- jej przyjaciel nie zniósł więcej i wbiegł do korytarza wiodącego do komnat prefektów a ona czuła się podle...

Perspektywa Draco

Gdy biegł w uszach dźwięczały mu słowa Pansy. Nie mógł w to uwierzyć. Nie wiedział jakim cudem znalazł się w swoim dormitorium. Nie pamiętał. Wszystko było jak za mgłą. Tylko te cholerne słowa odcisnęły mu się w umyśle wypalone żelazem nieszczęśliwej miłości.
Zapadł się w fotelu. Sięgnął po Ognistą jedyną przyjaciółkę jaką teraz mógł znieść. Upił się. Znowu. Słodka nieświadomość każe mu jutro zapłacić rachunek w postaci olbrzymiego kaca.
Ale teraz to było nieistotne. Chciał zapomnieć. Wyrwać ze swojego serca tą niewinną Hermionę, która nie wiadomo kiedy i jak zakorzeniła się w jego sercu. Nim odpłynął zobaczył pod powiekami te ukochane czekoladowe tęczówki. Butelka z resztką trunku wyślizgnęła się z bezwładnej dłoni chłopaka i rozbiła się w drobny mak... Tak jak jego serce wtedy na korytarzu.

Perspektywa Blaise'a.

Dzięki Merlinowi znał hasło do prywatnych komnat Dracona. Pansy wyglądała na naprawdę zmartwioną kiedy po niego przyszła. On także się martwił...
Zajrzał do komnat. Kilkanaście butelek po Ognistej walało się po dywanie. Kilka rozbitych. A na fotelu spał Draco. Jego przyjaciel był zalany w trupa...
Zaklęciem przetransportował przyjaciela do łóżka. Na szafce nocnej postawił kilka fiolek z eliksirem na kaca. Wyszedł z dormitorium. Gdyby nie fakt, że była druga w nocy pogadałby sobie z Riddle i Parkinsonem. Ba, w tej chwili był w diabelskim nastroju i mógłby iść nawrzucać samemu Czarnemu Panu, który spowodował ten cyrk.


piątek, 30 sierpnia 2013

Miniaturka: Always together

Hej,
Mam dla Was coś co wyprodukowała moja wena nakarmiona pięknymi komentarzami za które Wam bardzo dziękuje. Niestety miniaturka bez bety.  Ten twór chorej wyobraźni autorki miał nazywać się Więźniarka Azkabanu.  Ale zmieniłam nazwę. Kiedy pisałam ostatnie zdanie miniaturki nasunęły mi się te słowa. Ten tytuł bardziej mi pasował. Pisząc początek targały mną emocje. Wyobrażałam sobie to co pisze i to ściskało mi serce. Zobaczymy jak Wy ją przyjmiecie. Mam nadzieje, że pojawią się obiecane przy patronusie komentarze :)   Miniaturka nie ma żadnego powiązania z głównym opowiadaniem.



Azkaban nie należał do najprzyjemniejszych miejsc w świecie czarodziejskim. Ale obowiązek Ministra Magii zobowiązywał. Zwłaszcza, że w ciągu dwóch lat od zakończenia wojny osadzono tam wielu śmierciożerców. A nawet samą córkę Czarnego Pana która miała dziś mieć proces. Zamknięto ją pół roku temu w Azkabanie przed procesem by uniemożliwić jej wymiganie się od kary. Jej obrońcy wpłacili kaucje dającą Riddle półtora roku wolności. Minister nie chciał myśleć o tym, że kiedyś to była Hermiona Granger. Takie rozmyślania towarzyszyły Kingsleyowi kiedy przygotowywał się do podróży przez morze północne. Leciało z nim kilku wykwalifikowanych aurorów. Riddle nie była niebezpieczna podobno Azkaban wykończył ją szybciej niż kogokolwiek. W podróży towarzyszyli mu Potter, Weasley, Thomas, Lupin i Black.                                            
– Zapowiada się ciężka przeprawa. – mruknął Remus, który po wojnie został zaproszony do wykonywania zawodu aurora. Cała piątka je otrzymała. Może dlatego, że podczas wojny wykonali najlepszą robotę. Mężczyźni wiedzieli, że nie chodzi tutaj o samą podróż. Chodziło o stan psychiczny Hermiony. Była kompletnie załamana. Żadnej iskry życia...                                   
– Remusie mi też się nie uśmiecha podróż do tego miejsca. W końcu spędziłem tam trzynaście lat. Ciekawe czy dementorzy mnie pamiętają. Tak się za nimi stęskniłem! – mruknął Syriusz. Dwa ostatnie zdania wypowiedziane przez mężczyznę ociekały sarkazmem.
  – Na trzy. Raz. Dwa. Trzy! – przerwał tę wymianę zdań minister sześć donośnych trzasków rozległo się w tej samej chwili. Tylko ta szóstka mogła pokonać bariery ochronne Azkabanu. Aportowali się u stóp twierdzy. Jak na komendę w tym samym czasie otulili się mocniej pelerynami. Przy boku każdego z czarodziei był patronus chroniący przed dementorami weszli do środka przez wąskie drzwi.. Pokonywali w milczeniu wąskie schody. Na każdym poziomie było około 50 celi. W większości pełnych. Cela 231 była tą której szukali. Mieściła się na czwartym i pół piętrze. Dementor niechętnie odsunął im kraty wiodące do celi. Skulona w ciemnym kącie drobna postać otworzyła oczy. Każdy mężczyzna wzdrygnął się nieznacznie widząc te kiedyś ciepłe czekoladowe tęczówki wypełnione teraz strachem . Kobieta była przeraźliwie chuda. Jej toga więzienna wisiała na niej przeraźliwie. Włosy poskręcanym kołtunem opadały na szarą od braku słońca twarz. Harry i Ron ostrożnie podeszli do czarownicy. Pozostała trójka celowała w nią różdżkami. Chwycili ją za ramiona i podnieśli. Obaj dorobili się sporo mięśni i wyrośli. Kiedy ją chwycili kobieta unosiła się kilka cali nad podłogą. I tak zapewne nie byłaby w stanie iść sama. Trzask oznaczający deportację rozniósł się po kamiennych ścianach. Wylądowali w głównym holu Ministerstwa wypełnionym teraz przez reporterów. Na ten proces czekano. Domagano się pocałunku dementora. A to wszystko przez nazwisko jakie ta czarownica nosiła. Minister sam był sędzią na tym procesie bojąc się, że sędziowie z Wizengamotu mogliby okazać się niesprawiedliwi. Oczekiwano szybkiego procesu i szybkiej egzekucji. Bez obrony. Przecież ona i tak nie byłaby w stanie się bronić. Minister jednak powołał dwóch obrońców. Severusa Snape'a i Dracona Malfoy'a . Obydwaj byli śmierciożercami. Ale chronił ich dokument zwany Łzami Feniksa. Był to dołączony do testamentu Albusa Dumbledore'a list uniewinniający te dwie osoby od zarzutu śmierciożerstwa. W siódemkę zjechali windą do Departamentu Przestrzegania Prawa. Hermiona zwisała pomiędzy ramionami dwójki dziewiętnastolatków jak szmaciana lalka. Była nieprzytomna.                               
– Panie Ministrze! Riddle straciła przytomność. – powiedział zaniepokojonym tonem Harry. Była kiedyś jego przyjaciółką. Nadal się o nią martwił zwłaszcza, że to jej matka ocaliła go od śmierci w Zakazanym Lesie. To Camile umożliwiła mu pokonanie jej męża. Szkoda, że przy tym sama zginęła. Harry dopilnował by pochowano ją tak jak należy. A nie jak większość poległych śmierciożerców pod murami Azkabanu.                                                                                                                              – Przesuniemy rozprawę o kilka godzin. – mruknął minister wysyłając patronusa. Spojrzał na zmaltretowaną twarz dziewczyny. Ogarnęła go litość.                                                                  
– Zaniesiemy ją do mojego gabinetu.Wezwiemy uzdrowiciela... – powiedział Lupin a w jego głosie było słychać wahanie. Uzdrowiciele nie chcieli leczyć osób które parały się śmierciożerstwem. Jej mogliby zrobić celowo krzywdę. Skazańców leczyli jeśli była potrzeba Severus wraz z Poppy.                                                   
– Expecto Patronum. – mruknął Black. – Posłałem po Severusa i Poppy. – wyjaśnił. Przenieśli bezwładną dziewczynę do biura Lupina mieszczącego się na drugim piętrze. Ron machnięciem różdżki zmienił biurko w wygodne łóżko. Kiedy zobaczył uniesione brwi piątki mężczyzn spurpurowiał. – Przecież to była nasza przyjaciółka. I nie brała czynnego udziału w bitwie. Niech chociaż przez chwilę będzie jej wygodnie. – tłumaczył się rudy auror. Harry rozumiał. Kiedy jej ojciec zabijał Hermiona wraz z Poppy ratowała rannych. Razem ułożyli drobne ciałko dziewczyny na łóżku. Wydawała się jeszcze mniejsza pod puchatym kocem wyczarowanym przez Remusa.                                                                                                                                   
– Właśnie Kingsley... Nie brała udziału w bitwie. Ratowała w tym czasie rannych! Była śmierciożercą ale raczej nie miała wyboru. Już te pół roku w Azkabanie było wystarczającą karą. Przez sześć lat wzorowa uczenica... – zaczął Syriusz ogarnięty litością kiedy patrzył na Hermionę skuloną na łóżku. Była taka bezbronna.
 – Wiem Black, wiem. Pilnujcie jej. Nie długo wrócę. – powiedział minister i już sekundę później go nie było. Szybkim krokiem zmierzał do swojego gabinetu. Zatrzymała go dziennikarka ubrana w jadowicie żółtą pelerynę . Towarzyszył jej fotograf podobnie ubrany.
– Panie ministrze, czy to prawda, że rozprawa Hermiony Riddle została przesunięta? – zapytała czarownica a on miał ochotę zakląć. Skąd te hieny prasowe już o tym wiedziały?
– Tak, rozprawa została przesunięta z powodu złego stanu fizycznego więźniarki. – powiedział minister. Fotograf dał mu fleszem po oczach.                                           
– Jaki będzie wyrok? – dociekała. Minister stłumił westchnięcie.                                                     
– Ta rozprawa nie należy do najłatwiejszych. Wyroku nie da się określić jednoznacznie. – minister zobaczył jak na niezbyt urodziwą twarz dziennikarki wkrada się rumieniec oburzenia.
  – Ależ przecież to córka mordercy! – zakrakała.          
– Właśnie CÓRKA. Czy to ona mordowała? Nie. Przepraszam ale jestem zbyt zajęty by dokończyć wywiad. Proszę umówić się z moim pośrednikiem. – uciął minister i odszedł szeleszcząc połami peleryny. Znalazł się w swoim gabinecie. Opadł ciężko na fotel i obrócił się w nim do obrazu wiszącego z tyłu. Był to portret Albusa Dumbledore'a.
– Witaj Kingsley, czyżby wyrok już zapadł? – zapytał były dyrektor Hogwartu.
– Rozprawa została przesunięta o kilka godzin. Riddle jest w złym stanie fizycznym. Zemdlała nam. Potter i Weasley musieli ją wynieść z celi. – mruknął minister. – Przyszedłem poradzić się ciebie Albusie. – dodał.
Poradzić... Porady to cenna i straszna rzecz jeśli usłyszymy ją od nieodpowiedniej osoby. – rzekł siwobrody mężczyzna z portretu. Jego przenikliwe oczy spoglądały na ministra zza okularów połówek.
– Ta dziewczyna nie zrobiła nic złego poza tym, że urodziła się z nieodpowiednim nazwiskiem. Torturowała ale za to spotkała ją już kara. Ratowała ludzi podczas wojny. Jej matka poświęciła żeby pomóc pokonać Lorda Voldemorta. – powiedział minister.                          
– Więc czemu chcesz zesłać ją do Azkabanu? – zapytał łagodnie portret.
 – Dziękuje, Albusie. – powiedział minister wstając z fotela.

W tym samym czasie. Perspektywa Harry'ego


Patrzył na Hermionę a przez jego głowę przelatywały wspomnienia tych pięciu lat spędzonych razem. W gabinecie panowała atmosfera oczekiwania. Czekali na Severusa i Poppy. Szatynka nie poruszyła się ani razu odkąd ją tu przynieśli i gdyby nie jej chrapliwy urywany oddech wzięliby ją za martwą. Wreszcie drzwi otworzyły się i wpadł przez nie Snape.                
– Odsuńcie się od niej. – burknął na przywitanie Mistrz Eliksirów od razu podchodząc do łóżka i wyciągając z kieszeni jedną fiolkę z jadowicie zielonym płynem.      
– Co jej podajesz Severusie? – zapytał Lupin, który nieco powiększył swój gabinet zaklęciem. Pięcioro aurorów stłoczyło się we wyczarowanej wnęce. Główna część schludnego gabinetu była zajęta przez wygodne łóżko.                      
– Eliksir Wzmacniający. – burknął Snape odkorkowując flakonik. – Potter chodź tu. Przytrzymasz jej głowę żeby się nie zadławiła – natychmiast podszedł do łóżka i odpowiednio przytrzymał głowę byłej przyjaciółki. Przez szarawą skórę czuł wyraźnie jej żuchwę. Połknęła eliksir natychmiast. Odsunął ręce i wrócił do wnęki.
– Za piętnaście minut powinna się zacząć poruszać. Teraz była zbyt słaba by mieć koszmary. Ale to za piętnaście minut minie. Radzę ci rzucić zaklęcia wyciszające gabinet, Lupin. Muszę lecieć do zamku po resztę eliksirów. Poppy jest zajęta. Draco zaraz przyjdzie żeby jej przypilnować. – po tych słowach jego znienawidzony nauczyciel rozpłynął się. Poczuł jak ktoś odciąga go od łóżka Riddle. To był Ron. W tym czasie Lupin zaczął rzucać zaklęcia wyciszające. Pomagał mu Syriusz.        
– Harry... My nie możemy pozwolić by znowu trafiła do Azkabanu. – powiedział stanowczo jego przyjaciel.                                                                    
– Spokojnie Weasley. Z taką obroną nikt jej tam nie wyśle. – za plecami Wybrańca rozległ się głos Malfoya. Odwrócili się do blondyna.
– A więc chcesz powiedzieć, że gramy w jednej drużynie? – zapytał. Nigdy by się takiego obrotu spraw nie spodziewał. Gdyby ktoś mu powiedział, że będzie robić coś wspólnie z Malfoyem wyśmiałby go.  
– Tak, Potter. Nie wierzę, że to mówię ale tak. Dla niej. – powiedział Draco. Wymienili uściski dłoni. Blondyn natychmiast zajął miejsce przy łóżku dziewiętnastolatki patrząc z niepokojem na zegar wiszący nad drzwiami. Harry odruchowo też tam spojrzał. Została minuta... Wszyscy zamarli jakby oczekując na cios. Hermiona poruszyła się. Drgnęły jej kościste palce zakończone długimi żółtymi paznokciami. Przekręciła się na drugi bok. Oczy wszystkich były utkwione w nastolatce. Spała a z jej ust wydobył się cichy jęk. Draco natychmiast rzucił zaklęcie sprawdzające. To nie był żaden fizyczny ból. Zaczynał się jej koszmar... Zaczęła się rzucać w pościeli. Z jej gardła wydobył się ochrypły krzyk. Blondyn złapał ją delikatnie za rękę. Głaskał ją po brudnym zapadniętym policzku. Mruczał coś do niej uspokajająco jednak to nic nie dało. Hermiona była zamknięta w więzieniu swojej złamanej psychiki. Krzyk przybierał na sile. Z każdą sekundą. Był to okropny chwytający za serce dźwięk.
Malfoy, zrób coś! – wrzasnął Dean zakrywając uszy. Blondyn głaskał ją po czole na którym zaczynał pojawiać się pot.
 – Nie zabijaj ich! Są niewinni! Nie rób tego! Nieee! – krzyk ustał przeradzając się w mamrotanie. Jednak ostatnie słowo zamieniło się w krzyk. Draco nie mógł znieść cierpienia tej kruchej istotki jaką była jego Hermiona. Rzucała się jeszcze bardziej. Zrobiłaby sobie krzywdę gdyby nie to, że Draco zamknął ją w żelaznym uścisku swoich ramion. Mruczał do niej cały czas próbując ją wyrwać z koszmaru. Zebrani we wnęce mężczyźni przyglądali się temu ze zdziwieniem. Łzy na policzkach dziewczyny zostawiały lśniące ślady. Krzyk trwał i trwał a oni byli coraz bardziej bezradni. Na szczęście wrócił Snape z torbą eliksirów. Draco trzymał dziewczynę kiedy mężczyzna podawał jej eliksiry. Uspokajający. Witaminowy. Jednak nie sięgnął po eliksir Słodkiego Snu co zdziwiło chłopaka. Kiedy dziewczyna przestała się rzucać wszyscy odetchnęli z ulgą.
 – Dlaczego nie dasz jej eliksiru Słodkiego Snu? – zapytał blondyn zmartwionym tonem.
 – Nie wolno mi. Ten eliksir wziąłem żebyś mógł go jej podać jak zabierzesz ją już do domu. – powiedział Snape. Harry zdumiał się pewnością Postrachu Hogwartu o tym, że Riddle wróci do domu...
Rozprawa odbędzie się za godzinę. – dodał mężczyzna. Ta wiadomość obniżyła temperaturę w pomieszczeniu o kilka stopni.
Godzina szybko minęła na rozmowie o tym jakich argumentów użyć żeby obronić Hermionę. Ktoś musiał obudzić Hermionę. To zadanie padło na Draco, który z wielką delikatnością potrząsnął jej ramieniem. Cicho wymawiał też jej imię. Hermiona zatrzepotała rzęsami i otworzyła oczy. Niemal natychmiast je zamknęła krzywiąc się z bólu.                                     
– Jej oczy odwykły od światła. – warknął Draco. Machnięciem różdżki zasunął zasłony. Gabinet zasnuł półmrok.                                     
– Możesz otworzyć oczy Hermiono... – powiedział łagodnie Severus. Szatynka otworzyła oczy. Pełne strachu i bólu. Draco delikatnie wyciągnął do niej rękę którą ona po chwili wahania ujęła.
 – Gdzie... – zachrypiała wbijając swoje długie paznokcie w dłoń blondyna który starał się nie skrzywić. Pomógł usiąść Hermionie.
W ministerstwie, skarbie. Zaraz masz proces. Nie bój się wyciągnę cię z tego razem z Severusem i twoimi byłymi znajomymi. Obiecuję. – powiedział uspokajającym tonem chłopak.
Musimy iść Hermiono... – powiedział Harry podchodząc do łóżka z ciężkimi stalowymi kajdankami.
 – A to po co Potter? – warknął Draco. Zielonooki rzucił mu uspokajające spojrzenie. Hermiona puściła jego dłoń. I pozwoliła się zakłuć w kajdanki. Potter chwycił ją za ramię i wraz z Weasleyem pomogli jej wstać. Spojrzała na Draco niewiele rozumiejącym spojrzeniem. Starał się uśmiechnąć żeby pokazać jej, że będzie dobrze. Ostatnie co mógł jej dać to pocałunek w czoło.
  – Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Tylko nic nie mów. – tak było bezpieczniej. Ona żyła przez pół roku koszmarem... Skinęła głową i rzuciła mu ostatnie spojrzenie zanim aurorzy ją wynieśli z gabinetu.
Lepiej ulecz te rany po paznokciach po krwawisz. – mruknął Snape. Draco machnął różdżką nad ręką zasklepiając ranki i pozbywając się krwi. I wyszli z gabinetu.

Cztery godziny później

Perspektywa Draco


Było już po rozprawie. Naprawdę ciężko było przekonać Wizengamot o niewinności Hermiony jednak ze wstawiennictwem samego Ministra wyrok nie mógł być inny. Hermiona była niewinna. A on mógł ją zabrać do domu. Do siebie. Pomóc jej otrząsnąć się po półrocznym koszmarze. Być z nią już na zawsze. Ta perspektywa napełniała go szczęściem. Dopóki będą mieli siebie nic więcej im nie jest potrzebne. Chciał być z nią kiedy będzie szaleć z radości i tonąć w smutku. Potrzebował jej tak jak ona jego. I nic innego nie było ważne.

Always together.


środa, 21 sierpnia 2013

Patronus w kropki.

Hej...
Teoretycznie rozdział XVI powinien pojawić się już jutro, jednak przyszło do mnie jedno małe ale odbierając całą wenę. Wiecie co to za ale??? Nie? No więc już Wam zaraz powiem.
To pewne ale to Wasze komentarze. Cieszę się z każdego jednego. Uwielbiam Was za nie. Ale dziesięć komentarzy nie potrafi mnie zmotywować na tyle bym mogła wykrzesać z siebie coś kreatywnego. A nie chcę powielać schematów. Przecież to jest nudne. Czytanie tej samej fabuły pisanej nieco inaczej ale jednak nadal takiej samej  jak ta na innych dziesięciu blogach. Teraz Wam powiem otwarcie, że wena odeszła nie chce wrócić.Jestem w kropce. Nie wiem co dalej. A chcę być kreatywna oryginalna. Mówią mi, że mam zbyt ciężki temat żeby odnieść sukces. Ale ja już go odniosłam. Mały sukces... Ale jednak. Mam czytelników. Chcę więcej. Chcę stworzyć coś tak skrajnie odbiegającego od schematów. Ale potrzebuję WASZEJ POMOCY!
A więc...
(Tu Hermiona wtrąciłaby: Nie zaczynamy zdania od więc)
Ale to ta schematyczna powielana przez wielu bloggerów Hermiona Granger stworzona przez samą J.K. Rowling. I ta postać wykreowana na potrzeby Harry'ego Pottera jest świetna. Ale uważam, że gdybyśmy mieli ochotę przeczytać o tej Herm sięgnęlibyśmy po dowolną część HP a nie czytalibyśmy bloga. Wiem... Jest wiele blogów z książkową Hermioną które mają po 100000000000000000000000000000 wejść i trochę mniej komentarzy. Ale dlaczego mamy trzymać się sztywnych schematów skoro możemy dać się ponieść wyobraźni? I ja to robię. Daje się ponieść. Czasami za bardzo. Dlaczego? Bo to uzależnia. Ale żeby dać się ponieść trzeba mieć dopalacz. To WY nim jesteście!
Podoba mi się nawet komentarz o treści : super! podobało mi się.
Dlaczego?
Bo mimo tego, że jest krótki i nie odnoszący się do treści motywuje. Motywuje bo ktoś przeczytał a potem zadał sobie trud uderzenia w klawisze klawiatury żeby pokazać mi i innym czytelnikom, że to mu się podobało!
I mnie to motywuje. Bo ja piszę tu to dla Was a nie piszę tego do "internetowej szuflady".
Daje mi to frajdę. Ale do czasu. Wena odchodziła już wiele razy. O tak...
Ale wracała.
Dlaczego?
Dzięki WAM!
Bo daliście jej kopa swoimi komentarzami!
Ale teraz ona jest bardziej zachłanna.
Potrzebuje ich więcej by wrócić...
Więc...
Wiecie co macie robić.
To od Was zależy czy będę publikować.
Szantaż?
Może.
Ale nie wiem jak Was inaczej zmotywować.
Jeśli zadziała...
Wena wróci.

Pozdrowienia.
H.R.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział XV



Hej!
Mam zaszczyt Wam przedstawić Rozdział XV. Betowany przez Alex. Dziękuje Ci za to kochana. Z dedykacją dla cudownej bety oraz Venetii.
Rozdział... No, cóż mam nadzieję obudzić nim w Was emocje oraz chęć do komentowania :D
Kolejna notka będzie... Jak pojawi się 20 komentarzy to będzie w poniedziałek a jak będzie mniej to dopiero w czwartek.
Buziole, H.R.


-- Otwórz, Hermiono. -- poprosił, siląc się na uwodzicielski ton, któremu żadna z czarownic w Hogwarcie nie umiała się oprzeć, no może poza dawną Panną-Ja-Wiem-Wszystko. Ale teraz była całkiem inną osobą.Uwielbiał ją za to, chociaż nigdy by tego jej nie powiedział. Nie wiedział,jak to się stało. Ona obudziła jego zimne serce, rozpalając je gwałtownie. Dała mu więcej niż kiedykolwiek on jej zdoła dać. Zwłaszcza, że on miał już wybraną żonę. Ta myśl wywołała u niego obrzydzenie... Musiał poślubić tę idiotkę, Astorię. Ona pewnie też miała już wybranego męża. To było niedozniesienia, że ktoś inny będzie całował jej miękkie cudowne malinowe wargi. Wrócił na ziemię. A więc klątwa była ich przeznaczeniem... Chciał błagać Merlina o cofnięcie czasu. Zrobiłby wszystko, żeby nie skazywać jej na to cierpienie.Nie miało znaczenia jego cierpienie, które było niczym wobec cierpienia tej cudownej czarownicy z jego winy. Nie mógłby z tym żyć. A gdyby zrobił wszystko, żeby go na nowo znienawidziła? Czy wtedy klątwa by przestała ich wiązać? Był gotowy się poświęcić. Jego ojciec miał rację miłość jest słabością. Jego ponure rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Odsunął się. Stała na progu ubrana w rozciągnięty szary sweter i białe spodnie. Na bladych policzkach zobaczył świeże ślady łez. Była piękna,ślady łez na jej policzkach były dla niego przyczyną bólu w tym nietypowym dla niego miejscu. Bolało go serce, poraz pierwszy w życiu. Jak mógłby ją zranić?
-- Hej, mogę wejść? -- zapytał, patrząc w jej błyszczące od łez oczy.
-- Proszę -- powiedziała tylko, wpuszczając go do środka. Rozejrzał się. Ten pokój był odbiciem jej pokoju w Riddle Manor. Uśmiechnął się lekko. Poprowadziła go do części salonowej, którą musiała pewnie sobie zażyczyć. Białe meble, szaro-limonkowe ściany, jasna podłoga. Dodatki też były białe. Obita limonkowym pluszem kanapa przed kominkiem. Widać było, że chciała sobie tu stworzyć oazę spokoju. Uśmiech wpłynął na jego wargi, gdy obserwował, jak siada na kanapie, podkulając nogi i wpatrując się w ogień. Teraz zupełnie nie przypominała córki najpotężniejszego czarnoksiężnika tych czasów. Wyglądała tak niewinnie, tak bezbronnie. Usiadł koło niej nieco bliżej niż zrobiłby to normalnie. Ona położyła mu głowę na ramieniu niemal odruchowo. On zanurzył twarz w jej ciemnych włosach pachnących arbuzami.
-- Pomyślałem sobie, że moglibyśmy uczcić... -- zawahał się przez chwilę, a ona to wykorzystała, żeby się wtrącić.
-- Przecież nie ma powodu do świętowania -- powiedziała martwym głosem.
-- Ależ zawsze się znajdzie. Uczcijmy to, że jesteśmy tu teraz razem -- zaproponował. Nie czekając na jej odpowiedź, wyczarował dwa kieliszki do wina z rżniętego kryształu. Napełnił je ciemnoczerwonym płynem z butelki. Podał jej jeden. Podniósł swoje naczynie aby wznieść toast.
-- Za nas. Żebyśmy zawsze byli piękni i młodzi -- powiedział z uśmiechem. Wyciągnął twarz z jej włosów,by zobaczyć, jak na jej usta wpływa cień uśmiechu.Jednak dla niego ten toast był czymś więcej. Dla niego ta pierwsza część była gorącym życzeniem, nieuchwytnym i zakazanym, ale podobno marzenia się spełniają. Gdyby tylko wiedział, że ona skrycie marzy o tym samym!W pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk stukających się kieliszków. Wypili toast.
-- Powinniśmy powiadomić rodziny o klątwie. -- Hermiona wypowiedziała słowa, które ich oboje napełniały dziwną obawą.
-- Poczekajmy -- powiedział. Chciał to odwlekać tak długo, jak się dało. Gdyby powiedzieli rodzinom musieliby zdeklarować swoje uczucia. A dla nich było jeszcze zbyt wcześnie. Skinęła głową z twarzą pozbawioną wyrazu. Napełnił kieliszki. Obserwował jak ona sięga po swój i wypija go jednym łykiem. Była to oznaka jej rezygnacji i rozpaczy. Objął ją wolną ręką przyciągając do siebie
-- Dostałam list od ojca. -- powiedziała, przerywając ciszę, jaka zapanowała między nimi. Nic nie powiedział. Wiedział o tym, przecież Snape dał go jej przy nim ale teraz to było nie istotne. Chciał,żeby podzieliła się tym,co napisał jej Czarny Pan. Niech rozdzieli ten ciężar na nich dwoje. Chętnie by go zdjął z młodej Riddle całkowicie, jednak tu nie mógł nic zrobić...
-- Nic szczególnego nie napisał po za tym... -- jej palce zaczęły nerwowo bawić się swetrem. Złapał jej nadgarstki bardzo delikatnie jakby były z kruchego szkła. Odwróciła głowę w jego stronę. Wykorzystał okazję i złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Uwielbiał kuszącą miękkość ust tej dziewczyny. Oderwała wargi od jego ust. Oddech miała przyśpieszony a na policzkach cudowne rumieńce.
-- Draco... -- powiedziała cicho. Uwielbiał, jak tak wymawiała jego imię. Nie mógł jej pozwolić na zniszczenie tej chwili. Pieprzyć rozsądek i klątwę. Zamknął jej usta pełnym żaru pocałunkiem. Znów dotknęli nieba namiętności, które pojawiało się wraz ze złączonymi wargami.

Była jak narkotyk a on był od niej całkowicie uzależniony.To było najpiękniejsze uzależnienie jakiego kiedykolwiek doznał... Tym razem to on przerwał pocałunek. Zbyt silnie na niego działała. Bał się, że straci kontrole nad sobą. Nie chciał jej wystraszyć. Mogłaby dojść do wniosku, że on myśli tylko o tym, że jest kolejną jego zabawką. Ale ona nie była jego zabawką. Ona była dla niego jak najdelikatniejszy kwiat. Zakazany,oszołamiający,cudowny. Te słowa były dla niego niewystarczające, by ją opisać. Spojrzał w jej cudowne oczy, które teraz lśniły, ale nie ze smutku,lecz z tłumionych emocji, które on w niej rozpalał do czerwoności.
-- Czemu my to robimy? -- zapytała niemal rozpaczliwie. W tym momencie cudowne uniesienie wywołane przez pocałunek runęło jak domek z kart. Cholerny domek z kart. Nie potrafił jej odpowiedzieć.
-- Podobno znasz odpowiedzi na wszystkie pytania – szepnął, patrząc na nią. Chciał utonąć w cudnych oczach tej czarownicy.
-- Na to nie znam odpowiedzi. I niewiem,czy chcę znać – odpowiedziała, odsuwając się od niego na drugi koniec sofy. To było jak cios tłuczkiem w żołądek. Uważała, że jest dla niego kolejną zabawką. To bolało.
-- Hermiono... -- szepnął, nie potrafiąc ukryć wyrzutu w głosie. Napił się. Nie mógł w to uwierzyć. Czy miała jakiekolwiek podstawy, by tak uważać? Gorączkowo myślał nad tym szukając powodu, jednak nie odnalazł we wspomnieniach nic takiego.
-- Powinieneś już iść -- powiedziała. Kolejny cios.
-- Nie chcę, Hermiono nie mogę odejść dopóki... -- powiedział gorączkowo.
-- Musisz, Draco. Potraktuj to jako rozkaz córki Czarnego Pana. -- jej głos był zdecydowany.
Temu nie mógł się sprzeciwić. Poczuł, jak przysięga posłuszeństwa zaczyna mu ciążyć.
-- Jak sobie życzysz, Pani. Do zobaczenia na patrolu.-- powiedział gorzko i już po chwili go nie było. Wszedł do swoich komnat. Chwycił jakąś tandetną szklaną figurkę stojącą na półce z książkami i cisnął nią o ścianę. Szkło rozprysnęło się w miliony kawałeczków. Podobnie czuło się jego serce. Serce, które ona rozpaliła do czerwoności by potem je ugasić gwałtownie. Podszedł do barku i wyciągnął butelkę Ognistej. Pociągnął duży łyk prosto z butelki. Usiadł w fotelu i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Odpalił papierosa od różdżki i się głęboko zaciągnął dymem. Z pomiędzy jego warg wyleciał szary obłok. Pomiędzy kolejnymi zaciągnięciami,brał duże łyki whisky. W końcu, w przypływie rozpaczy, butelka z trunkiem również została rozbita o ścianę.
Sięgnął po kolejną butelkę, rozsiadając się w fotelu.W ciągu kilku minut opróżnił jedną. W ciągu godziny był zalany w trupa. Miłość jest słabością...

Perspektywa Hermiony

Gorzko żałowała tego, jak potraktowała Dracona. Przecież nie dał jej żadnego powodu do tego. Był wobec niej taki czuły, opiekuńczy. Był idealny. Był jej cudownym ideałem. Jednak wola ojca, przekazana w liście, ciążyła bardziej nawet od klątwy.

Droga Córko,

Ufam, że masz się dobrze w twoim prawowitym domu. Snape informuje mnie na bierząco o sprawach Hogwartu. Bardzo interesujący pomysł z tym Turniejem. Musisz się liczyć z tym, że zapewne weźmiesz w nim udział. Poradzisz sobie.Razem z matką podjeliśmy decyzję o Twojej przyszłości. Za niespełna rok będziesz pełnoletnia, więc postanowiliśmy, że zaczniemy szukać męża odpowiedniego dla Ciebie. Matka wyjawiła mi, że z młodym Malfoyem macie się ku sobie. Jednak muszę cię zmartwić. Dracon ma już wybraną żonę, podobnie jak Ty męża. Zostałaś zaręczona już z Paulem Parkinsonem. Jednak jest to jeszcze umowne. Prawdziwe zaręczyny odbędą się na balu w Noc Duchów, który odbędzie się w Riddle Manor. Oczekuję, że twoje relacje z Draconem ulegną zmianie na przyjacielskie. Jeśli nie, młody Malfoy poniesie karę. Proszę, żebyś zainteresowała się Paulem, który jest dużo odpowiedniejszy dla Ciebie. Potraktuj to jako rozkaz. Jako Twój Ojciec i Pan oczekuję, że mnie nie zawiedziesz.

Twój Ojciec

Czytała ten list raz za razem. Z jej oczu spływały coraz to nowsze łzy. A więc klątwa ich dotknęła. Wola ojca była ich klątwą. Wzięła pergamin i pióro. Drżącą ręką napisała odpowiedź.

Ojcze,
Nie śmiem się sprzeciwiać Twej woli. Jednakże chcę, abyś wiedział, że Twoja decyzja mnie boli. Uważam, że Dracon jest dla mnie idealny, a ja jestem idealna dla niego. Będę posłuszna, choć będzie to dla mnie cierpieniem.

Twa Córka



Wyczarowała kopertę i włożyła do niej pergamin. Zaklęciem zapieczętowała list. Mechanicznie poszła ochlapać twarz wodą by zmyć z niej ślady łez. Wyszła z komnat, modląc się, żeby nie spotkać Draco. Nie zniosłaby tego. Lekcje się już skończyły. Ruszyła szybko do gabinetu Severusa. Po dłuższej chwili była już pod drzwiami jego gabinetu. Mężczyzna otworzył jej, ale nie wydawał się zdziwiony jej widokiem.
-- Wejdź -- powiedział cicho.
-- Mam odpowiedź dla ojca. -- powiedziała łamiącym się głosem. Czarne oczy mężczyzny przyjrzały jej się badawczo. Bez słowa sięgnął po kopertę. Schował ją do szuflady z której jednocześnie wyciągnął dwie ciemne fiolki.
-- Masz tutaj Eliksir Słodkiego Snu i Eliksir Uspokajający. Wiesz, że nie powinnaś ich mieszać. Uspokajający jest na jutro. Nie próbuj zrobić nic głupiego. Fiolki są zaczarowane tak, że nie możesz ich zmieszać w żaden sposób. Jesteś dziś zwolniona z patrolu. Doskonale wiedział,jak Hermiona się czuje. Gestem pokazał jej, że ma odejść.
Wróciła do komnat. Natychmiast wypiła eliksir Słodkiego Snu i odpłynęła nim doszła do łóżka.

Perspektywa Draco
Obudził go ból w ręce. Otworzył oczy. Wraz ze świadomością niemal natychmiast pojawił się okropne łupanie w tyle głowy. Z wielkim wysiłkiem spojrzał na swoją rękę, którą dziobała mała sówka Mistrza Eliksirów. Trzymała fiolkę z zielonym płynem i zwitkiem pergaminu. Z ogromnym wysiłkiem odwiązał fiolkę i zwitek. Przytknął eliksir do ust i wypił go łapczywie, czując, jak ból wywołany kacem go opuszcza, zostawiając ten zadany przez Hermionę. Przeczytał wiadomość od opiekuna.

Wypij eliksir. Chyba wiesz,co to jest. Ogarnij się, za godzinę masz patrol.

S.S.


Zaklnął, niechętnie wstając z fotela. Zimny prysznic był idealnym rozwiązaniem dla ciała. A widok Hermiony na patrolu podleczy zadaną przez nią ranę. Może uda mu się z nią porozmawiać...

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział XIV

Hej, wróciłam do Was z wielką radością przynosząc ze sobą nowy rozdział. Jednak nie zabetowany Li, moja droga beta straciła zapał do blogowania i betowania. Chciałabym Jej podziękować za serce włożone w poprawę rozdziałów. Mam nadzieję, że wrócisz. Jednak na chwilę obecną potrzebuje bety zastępczej. Chętne dziewczyny zostawiajcie gg w komentarzach. Odezwę się. Liczę, że ktoś się zgłosi.
Rozdział zadedykowany drogiemu Irytkowi. Twój baaardzo przesunięty w czasie prezent urodzinowy. A teraz czytamy i komentujemy moje Drogie :-)


Hermiona odwróciła się do Draco. Promienie wrześniowego słońca przebiły się przez pokrywę gałęzi oświetlając jasne włosy chłopaka. Jego stalowo – szare oczy błyszczały.
– Jasne – powiedziała Riddle uśmiechając się delikatnie. Dziewczyna nie mogła zauważyć, że w oczach stojącego za nią Paula pojawiło się rozczarowanie. Pansy spojrzała z troską na brata jednak nic nie powiedziała. Nie wiedziała co mogłaby w tej sytuacji powiedzieć. Reszta klasy szybko dobrała się w pary. Każdy chwycił biały, niewielki kwadratowy koszyk. Na znak profesor Sprout uczniowie zagłębili się w bajkowy las. Wysokie drzewa swymi gęstymi gałęziami pokrytymi srebrnoszarymi igłami tworzyły pachnący baldachim nad głowami uczniów. 
– Pięknie tu. – powiedział Draco rozglądając się wokoło. Hermiona była nieco zaskoczona reakcją szesnastolatka. Nadal nie mogła się przyzwyczaić, że ten arystokrata potrafi okazywać także pozytywne emocje. Kiwnęła głową przyznając mu rację. W lesie panował półmrok, sprężysta zielona trawa uginała się pod stopami bez żadnego dźwięku. Gdzieś w oddali rozległ się ptasi trel. W milczeniu ruszyli dalej rozglądając się uważnie. Nieco bliżej usłyszeli głosy jakiś innych uczniów z ich roku. Im głębiej szli w las tym więcej dźwięków życia leśnego docierało do ich uszu. Mimo tego, że było jasne popołudnie w lesie była ograniczona widoczność. Dwójka młodych czarodziei w tym samym momencie wyciągnęła różdżki co wywołało u nich wybuch śmiechu, który rozszedł się echem po lesie. Choć w tej sytuacji nie było nic śmiesznego oni przez krótką chwilę nie mogli złapać tchu. Draco spojrzał na dziewczynę. Była taka piękna jak się śmiała...- przeszło mu przez myśl. 
– Lumos. – szepnęli a z dwóch różdżek wydobyło się światło oświetlając im drogę. 
– Ciekawe czy ktoś już znalazł tą roślinę. – zastanawiała się mimochodem Hermiona. 
– Nie mam pojęcia ale pewnie my niedługo ją znajdziemy. – odpowiedział Draco rozglądając się. 
– Całkowicie o zapomniałam! Wskaż mi! – powiedziała Hermiona. Różdżka zakreśliła z nią koło i wskazała na wschód. Teraz ich poszukiwania staną się łatwiejsze. Ruszyli we wskazanym kierunku.
 – Co sądzisz o tym całym Turnieju? – zapytał dziewczynę Draco chcąc przerwać milczenie. 
– Uważam, że ten Turniej może być ciekawym doświadczeniem gdyby nie to, że będziemy tam musieli współpracować z innymi domami. – może kiedyś Miona by poparła tą idee jednak teraz budziło to w niej wstręt. Draco pokiwał głową. Jego poglądy były podobne. Znowu zapadło milczenie. Jednak to milczenie było inne. Co jakiś czas któreś z dwójki Ślizgonów rzucało zaklęcie Wskaż mi. Intuicja podpowiadała czarodziejom, że są już bardzo blisko celu. Hermiona wykonała skomplikowany ruch różdżką mrucząc coś pod nosem. Światło wywołane przez zaklęcie Lumos odłączyło się od jej różdżki i zawisło kilka stóp nad ich głowami kilka sekund później do światła Hermiony dołączyło światło z różdżki Draco który patrzył na dziewczynę zaszokowany. 
– Przydatne zaklęcie. – skomentował blondyn otrząsając się z szoku. 
– Zaklęcie mojego autorstwa. Całkowicie niewerbalne. Wymyśliłam je w czwartej klasie. – powiedziała Dziedziczka Salazara wzruszając skromnie ramionami. Smok zaczął dostrzegać coraz więcej zmian w tej dziewczynie. A im bardziej ją poznawał tym większe było to dziwne uczucie kiedy ją widział. Niepokoiło go to. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczył a dziewczyn w jego życiu było już naprawdę sporo. Tylko ta niepozorna  dziewczyna o oczach koloru mlecznej czekolady  wywoływała u niego takie emocje. Młody Malfoy zatopił się w rozmyślaniach. Hermiona przypatrująca mu się kątem oka pomyślała : - Z tym zamyślonym wyrazem twarzy wyglądasz jeszcze przystojniej.  zaraz jednak, po tych słowach w głowie dziewczyny odezwał się rozsądek. Rozejrzała się wokoło modląc się, żeby gdzieś tu była ta teranula. Światło padło na coś co znajdowało się dziesięć stóp wyżej na jednej z rozłożystych srebrnych sosen. Wyraźnie było widać różową poświatę.
 – Draco patrz! – powiedziała czarownica wyrywając blondyna z zamyślenia. Natychmiast spojrzał we wskazanym kierunku. 
– Nareszcie. – powiedzieli równocześnie uśmiechając się do siebie szeroko. Draco podszedł do drzewa. 
– Pozwolisz? – zapytał blondyn machnięciem różdżki transmutując mundurek na wygodny czarny dres i szarą bokserkę. Na dłoniach miał specjalne rękawice do wspinaczki. Na nogach Prefekta Naczelnego były adidasy. Hermiona zdębiała patrzała na jego umięśnione ciało. 
– Ty zamierzasz się wspinać? – zapytała nadal nie mogąc wyjść z szoku. 
– A jak masz zamiar inaczej się dostać do tej roślinki? – odpowiedział pytaniem na pytanie Smok.
Brązowowłosa musiała mu przyznać rację- innej drogi nie było. Machnięciem różdżki transmutowała szatę w wygodny, brązowy dres, adidasy i białą bokserkę. Kiedy byli gotowi do wspinaczki Hermiona machnięciem różdżki wyczarowała dwie uprzęże i liny Malfoy prychnął. 
– Po co to? – zapytał szarpiąc za uprząż która za nic nie dała się rozpiąć. Różdżki schowali w praktycznych kieszeniach. Koszyki przywiązali do liny. Hermiona nie cofnęła zaklęcia światła. Biała kula leciała kilka cali przed nimi oświetlając drogę. 
– A po to, Malfoy żebyś mi nie spadł i się nie połamał. Zakrwawiony znacznie stracisz na atrakcyjności. – powiedziała Miona ze złośliwym uśmieszkiem. Rozpoczęła wspinaczkę. Draco bez trudu zmieścił się koło niej na potężnym pniu. Wspinaczka na początku była łatwa, jednak im wyżej się wspinali tym ciężej im było z powodu coraz gęściej rosnących gałęzi. Byli świadomi, że zostało im nie wiele czasu na powrót. 
– Poczekaj tutaj – powiedział miękko Draco widząc zmęczenie Hermiony. 
– Dam radę – oświadczyła twardo Riddle odgarniając grzywkę z oczu. Smok pokręcił głową ale nic nie powiedział bo wiedział, że nie ma sensu się wykłócać z tą dziewczyną. Po dłuższej chwili byli na tej samej gałęzi co kwiat. Dopiero teraz mogli mu się dokładnie przyjrzeć. Osadzony solidnie w korze drzewa, jednak na pierwszy rzut oka było widać, że nie tkwi zbyt głęboko. Ten kwiat nie był identyczny z tym, który pokazała im profesor zielarstwa. Ten składał się z podwójnej cebulki i podwójnej łodygi. Wyglądał jak dwa osobne kwiaty połączone w jedną całość. Hermiona i Draco kierowani jakąś nie znaną siłą jednocześnie dotknęli kwiatu. Ich twarze rozjaśniły delikatne uśmiechy.
 – Pozwolisz? – zapytał cicho blondyn patrząc w piękne oczy szatynki. Dziedziczka Salazara tylko delikatnie się uśmiechnęła. Przysunęła się i bez słowa go pocałowała. Młody Malfoy odwzajemnił pocałunek z pasją tak wielką, że gdyby nie trzymająca ich lina spadli by z drzewa. Po długiej chwili będącej dla dwójki Ślizgonów mgnieniem oka oderwali się od siebie. W głowie Hermiony eksplodowało tysiąc myśli. Czuła się zagubiona, nie wiedziała co ma myśleć o tej sytuacji. Przecież mieli być tylko przyjaciółmi. Jednak jej serce biło szybciej na wspomnienie miękkich warg Dracona. Westchnęła i pokręciła lekko głową. Nawet jeśli miałaby u niego jakieś szanse on pewnie ma już wybraną żonę. Wiele w ostatnich latach czytała o zwyczajach czarodziejskiej arystokracji. 
– Wracajmy. – powiedziała Hermiona przerywając ciszę buzującą emocjami. Perfekt Naczelny uśmiechnął się delikatnie widząc emocje wypisane na twarzy szatynki i skinął głową. Szybko uporali się z wyciągnięciem roślinki z pnia drzewa oraz umieszczeniem jej w koszyczku po czym rozpoczęli mozolne schodzenie. Szło im to nieco sprawniej niż wspinaczka. Pomiędzy nimi była cisza pełna niewypowiedzianych wyznań. Po dłuższej chwili byli już na dole. Gdy ich stopy dotknęły ziemi w powietrzu przed nimi zmaterializowała się strzałka pokazująca im drogę. Machnięciem różdżek pozbyli się uprzęży oraz sportowych strojów, które ponownie zamieniły się w szkolne szaty, następnie ruszyli za strzałką, która oddalała się od nich tylko na najwyżej pięć stóp. 

W tym samym czasie, 

Paul szedł za siostrą rozglądając się po puszczy z zainteresowaniem. Zaciekawiła go ta lekcja zielarstwa. Byłaby jeszcze przyjemniejsza gdyby w poszukiwaniu tej intrygującej rośliny towarzyszyła mu pewna Ślizgonka a nie jego siostra... Postanowił się przestać oszukiwać. Zakochał się. Idiotycznie ale jednak...
– Paul, mówię do ciebie od pięciu minut a ty w ogóle mnie nie słuchasz! – do uszu czarnowłosego dobiegł poirytowany głos jego siostry bliźniaczki. Odwrócił głowę delikatnie w prawo i spojrzał w prost w zielone oczy Pansy błyszczące z oburzenia. Nie lubiła być ignorowana. Na jego wąskie wargi wpłynął przepraszający uśmieszek na który poleciałaby nie jedna dziewczyna.  
– Przepraszam siostrzyczko. –  powiedział cicho. Pansy nie potrafiła się na niego gniewać zbyt długo. Jej oblicze złagodniało i pozwoliła sobie na delikatny uśmiech. – Och, jesteś nieznośny. Nie potrafię się na ciebie długo gniewać. – Paul roześmiał się cicho. Uśmiechnął się jeszcze szerzej kiedy na pobliskim drzewie dostrzegł poszukiwaną roślinę. Rozłożyste gałęzie drzewa kołysały się miarowo. Bystre oczy chłopaka wypatrzyły blask bijący od rośliny prawie przy samej koronie ogromnego drzewa.
– No, siostrzyczko, mamy szczęście –  powiedział cicho poprawiając w dłoni koszyk. Smukłym palcem wskazał Pansy miejsce gdzie się znajdował obiekt ich poszukiwań. 
– I to nawet podwójne. – zgodziła szesnastolatka pokazując drugie światełko znajdujące się na drzewie stojącym bardziej z ich prawej strony.
– Tylko jak my się tam dostaniemy, o wiem! Accio Błyskawica! – sekundę później do uszu rodzeństwa dobiegł odgłos przedzierania się przez las oraz ten charakterystyczny świst towarzyszący lecącej miotle.
– Jesteś geniuszem,braciszku. – powiedziała brunetka patrząc na brata, kiedy miotła zatrzymała się przy nim.
– Wreszcie sobie to uświadomiłaś. Merlinie, dzięki ci! Na moją siostrę spłynęło olśnienie! Czekałem na to długie szesnaście lat! – powiedział Paul nadając swojemu głosowi stosownie dramatyczny ton.
– Paul, pajacu, przestań i wskakuj na miotłę chcę to mieć już z głowy. – powiedziała dziewczyna przybierając minę nieznoszącej sprzeciwu starszej siostry. Choć przecież była starsza tylko o pięć minut. Podziałało. Chłopak usiadł z przodu a jego siostra usiadła tuż za nim. Miękko odbili się od ziemi i zaczęli nabierać wysokości lawirując pomiędzy rozłożystymi srebrnymi gałęziami. Kiedy znaleźli się na odpowiedniej wysokości mogli dostrzec wyraźnie różowe płatki rośliny. Podlecieli nieco bliżej. Gałęzie rosły na tyle szeroko by mogli bez problemu dostać się do tej z Teranulą.
– No dalej, Pan. – powiedział młody czarodziej. Poczuł jak jego siostra kurczowo łapie się tyłu jego szaty wyciągając się po roślinkę.
– Mam! – w głosie brunetki słychać było triumf. Po chwili i Paul miał swoją roślinkę. Wzbili się ponad las.
Widok na otaczające ich wzgórza zapierał dech w piersiach. Jednak rodzeństwo było zatopione w myślach.
Chcieli aby na miejscu drugiego z rodzeństwa siedziała osoba do której należało ich serce.
Po chwili przykrych rozmyślań wylądowali na polance gdzie stała profesor Sprout z Theodorem,Blaisem, Harry'm, Ronem, Parvati, Lavender i kilkoma innymi uczniami  szóstego roku z Domu Lwa.
– No widzę, że wy też sobie poradziliście. – ucieszyła się opiekunka Domu Puchonów podchodząc do nich i zaglądając do ich koszyków. Z lasu wyłonili się Draco i Hermiona. Uwagę wszystkich zebranych uczniów przykuły prawie splecione dłonie Riddle i Malfoya spoczywające obok siebie na białej wiklinowej rączce koszyka. Paul poczuł się jakby ktoś zdzielił go pięścią w żołądek. Pansy widząc minę swojego brata poczuła współczucie. Miłość nie wybiera.
– Co tam macie kochaneczki? – uwagę starszej czarownicy pochłonęli nowo przybyli uczniowie. Kiedy
odchyliła klapę wiklinowego kosza z jej ust wydobył się stłumiony okrzyk zdziwienia wywołując poruszenie Gryfonów i zaciekawienie Ślizgonów...



piątek, 28 czerwca 2013

Miniaturka: Wakacje Arystokratów cz I

Nastał ten piękny czas na, który czeka każdy uczeń przez cały rok szkolny. Wakacje... A ja z tej okazji postanowiłam stworzyć tą Miniaturkę. Jest to moja pierwsza miniaturka więc proszę nie oceniajcie mnie bardzo surowo. Uzasadnioną krytykę zawsze przyjmę. Dla tych, którzy nie wiedzą co to takiego uzasadniona krytyka ( mam nadzieję, że takich osób nie ma ale zawsze jest jakiś wyjątek od reguły) a więc jeśli Ci się coś tak bardzo nie podoba w tym opowiadaniu to masz dwa wyjścia : 1. W prawym górnym rogu   ekranu jest interesujący krzyżyk. Ma on magiczną moc zamykania stron, które Ci się nie podobają. Kliknij i po sprawie. 2. Jeśli jesteś tak zniesmaczony,rozczarowany,oburzony, że musisz się koniecznie wyżalić na łamach internetu. Zrób to. Droga wolna. Albo jednak nie. Na moim blogu napotkasz małą przeszkodę. Jeśli chcesz krytykować rób to z głową i kulturą. Przedstaw chociaż dwa sensowne powody dlaczego ci się nie podobało. Jesteśmy istotami myślącymi i jak nam ludziom się coś nie podoba to wiemy dlaczego, prawda? Ja wiem, że my Polacy już tak mamy w większości swoich opinii przekleństw używamy... Musisz używaj! Ale podaj powody nim rozpoczniesz hejterskie wywody. ( Przepraszam wszystkich moich fanów za ten wywód w stronę hejterów ale mam dosyć tego wypisywania na gg negatywnych opinii (korzystam z okazji choć gg jest na razie nie działające) nie posiadających żadnego uzasadnienia. )
Przejdźmy do właściwej części tego wstępu. Większość z Was czyta inne ff więc pewnie wiecie czym jest miniaturka. Ta miniaturka pojawiła się tu z wyjątkowej okazji jaką jest początek wakacji. Wakacje Arystokratów nie są powiązane z głównym opowiadaniem. Ale mają parę cech wspólnych.Choćby postacie.

Wielka Wojna Czarodziejów została zakończona kilka miesięcy temu. Z jakim skutkiem? Czarny Pan okazał litość. Jednak jego litość była gorsza od śmierci w torturach. Ocalała mocno zdziesiątkowana populacja mugoli, szlam, zdrajców krwi została zmuszona do pracy przy odnawianiu świata mugoli i czarodziejów. Najgorszy los spotkał większość członków Zakonu Feniksa. Wielu z nich było zdrajcami krwi więc Czarnoksiężnik nie miał zbyt wielkich oporów w wymordowaniu ich. Hogwart został pozbawiony możliwości przyjmowania mugolaków. Czarodzieje półkrwi mogli podejmować naukę jeśli w Ministerstwie Magii dostaną odpowiednie pozwolenie. Ministrem Magii obwołany został Severus Snape. Lord nigdy nie chciał posady za biurkiem. Podobnie Camile Chcieli władzy i ją dostali... A wszyscy którzy stanęli im na drodze zostali wyeliminowani.  Pierwszy padł Harry Potter a wraz z nim upadła nadzieja całej Jasnej Strony. Czarni Państwo byli cierpliwi. Czekali na tę chwilę od szesnastu lat. I wreszcie doszedli do władzy nad całym światem czarodziei i mugoli. Powoli wraz z upływem czasu wszystko się uspokoiło. Ludzie stracili nadzieję na lepszy los. Przestali się buntować. Tu Śmierciożercy doskonale spełnili swoją rolę. Ci najbardziej zasłużeni zostali hojnie wynagrodzeni.Dlatego nie wszystkim było źle pod nową władzą. Arystokracja świata czarodziejów miała się dobrze, bardzo dobrze.W końcu nikt nie musiał się ukrywać.  A pewna dwójka byłych Ślizgonów z rozkoszą to wykorzystała by spędzić dwa miesiące lata z dala od pochmurnej i deszczowej Anglii. Trudy wojny wreszcie zbliżyły ich do siebie na tyle by pani Riddle i pani Malfoy zaczęły przygotowania do uroczystości ślubnej choć ich dzieci były ze sobą ledwo kilka miesięcy. Dwie  arystokratki po naradzie z mężami i uzyskaniu aprobaty postanowiły dopomóc szczęściu swoich pociech i wykupiły dla nich dwumiesięczny pobyt na Kubie. Gdy para się o tym dowiedziała ucieszyła się. Perspektywa oderwania się od wspomnień wojny i  dwóch miesięcy we dwoje w tropikach była bardzo kusząca.
Już jutro mieli się aportować do najdroższego hotelu na wyspie. Dziś odbywała się uroczysta kolacja pożegnalna w Riddle Manor.

Dochodziła dopiero dziesiąta rano. Hermiona przeciągnęła się leniwie na łóżku. Tłumiąc ziewnięcie wstała i podreptała do łazienki. Mimo ośmiogodzinnego snu odczuwała zmęczenie spowodowane wczorajszymi zakupami z swoją matką i Narcyzą. Kobiety pokazały Mionie chyba każdy najmodniejszy a co za tym idzie najdroższy sklep w całym świecie czarodziejów. Były w magicznych częściach Paryża, Mediolanu, Florencji  nawet zabawiły się w Nowym Jorku, Hermiona poznawała też część ogarniętego modą mugolskiego Londynu, który wcale nie był taki mugolski za jakiego go uważała . Szok w młodej Riddle budził fakt, że wiele osób,które znała z okładek mugolskich czasopism swojej adopcyjnej matki było w istocie członkami świata czarodziejów. Wielu z nich poznała wczoraj osobiście. W Londynie ściskała dłoń Mary Quant, Stelli McCartney. Poznała Gucciego. Nie pamiętała wszystkich nazwisk projektantów poznanych wczoraj.
Weszła pod letni prysznic czując jak chłodna woda orzeźwia jej skórę i umysł.  Po dwudziestu minutach wyszła z łazienki ubrana w letnią granatową sukienkę w kwiaty  przed kolano. Do tego ubrała jasnobrązowe sandałki na pięciocentymetrowym obcasie. Jej brązowe loki układały się uroczo wokół twarzy. Jeszcze tylko  muśnie rzęsy tuszem i może iść. Wróciła do pokoju. Nie zastała skrzata, który by zgodnie z tradycją odprowadził ją do jadalni. Zmarszczyła lekko brwi, jednak nie przejęła się tym. Pewnie skrzaty  miały dużo roboty przy przygotowaniach do uroczystej kolacji. Nie rozumiała po co to, przecież wyjeżdżali z Draco tylko na dwa miesiące. Narcyza tak bardzo lubiła urządzać przyjęcia i o dziwo, matka młodej Riddle była w tym do blondynki bardzo podobna. Chcąc czy nie chcąc młodzi czarodzieje musieli się zgodzić. Miona nadal nieco gubiła się w roli arystokratki mimo tego, że prawdę o swoim pochodzeniu znała już od prawie roku. Poznała dwie strony jej nowego życia. Tą sztywną, regulaminową, pełną chłodnej uprzejmości i służalczego oddania jaką reprezentowali Śmierciożercy oraz ona i jej rodzice podczas obcowania z poddanymi. Jednak gdy ma się za przyjaciela Blaise'a Zabiniego to nie można się nudzić i wiecznie trwać w tej sztywnej otoczce. Młodsi Ślizgoni pokazali jej tą przyjemniejszą, bardziej wyluzowaną ,pełną drogich imprez część arystokratycznego życia. Obydwie wersje były znośne dla dziewczyny. Bardzo znośne u boku pewnego blondyna...
Szatynkę z rozmyślań wyrwało delikatne pukanie do drzwi. Podeszła otworzyć. W drzwiach stał Draco ubrany w zieloną koszulę z długim rękawem i czarne jeansy. Jego platynowe włosy były w artystycznym nieładzie dodającym mu wdzięku. Spojrzał na nią swoimi magnetycznymi oczami.
-- Czy pozwoli się pannienka odprowadzić na śniadanie? -- zapytał chłopak naśladując skrzata. Wyciągnął w jej stronę ramię. Powstrzymując śmiech podeszła i ujęła zaoferowane ramię.
-- Pajac. -- szepnęła czule patrząc mu w oczy.
-- Zapomniałaś dodać, że nieziemsko przystojny pajac, panienko. I jeszcze na dodatek ten przystojny pajac jest tylko twój. -- powiedział cicho Draco. W jego oczach błyszczały zawadiackie ogniki.
-- I niech tak zostanie. -- odpowiedziała Miona. Dzięki obcasom nie musiała stawać na palcach żeby sięgnąć jego ust. Jednak nim chłopak zdążył pogłębić pocałunek odsunęła się od niego prowokacyjnie patrząc mu w oczy. Na jej wargach błąkał się łobuzerski uśmieszek.
-- Miona. -- szepnął blondyn.
-- To zdrobnienie od mojego imienia, słucham? -- uwielbiała go prowokować choć wiedziała, że igra z ogniem. Bardzo smoczym i pełnym namiętności ogniem.
-- Chodźmy już na to śniadanie. Bo obawiam się, że jedyna dziewica mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie. -- wymruczał Draco. -- Zwłaszcza tak piękna i seksowna dziewica. -- Hermiona uśmiechnęła się czule i dłonią zmierzwiła włosy chłopaka.
 -- Potraktuję to jako komplement. Choć obawiam się nieco twych smoczych szponów. -- dziewczyna delikatnie pociągnęła swojego chłopaka w stronę jadalni.
-- Nie masz się czego obawiać. -- zapewnił ją Smok z uśmiechem. Objął ją w tali przyciągając do siebie.
Dotarli do jadalni. Dzisiejsze śniadanie jedli w towarzystwie rodu Malfoyów. Hermiona zgodnie z tradycją zajęła miejsce po lewicy ojca. Draco siedział na krześle obok niej. Na dębowym stole było pełno przysmaków.
-- Smacznego. -- powiedzieli sobie czarodzieje nim zabrali się do śniadania. Jadalnię wypełniło podzwanianie pucharów i szczęk sztućców. Gdy posiłek dobiegł końca Czarny Pan zwrócił się do pary.
-- Jesteście już spakowani? -- Miona nie musiała się o to martwić. Skrzaty, które otrzymały bardzo dokładne instrukcje od Narcyzy zatroszczyły się o bagaż. Dziewczyna trochę zaczęła żałować tego, że pozwoliła Cyzi zadecydować o bagażu. W rezultacie miała pięć ogromnych walizek do zabrania. Tom skinął głową
-- Tak, panie. -- odpowiedział Draco ze spokojem w głosie. Choć Hermiona mogłaby przysiąc, że jej chłopak bał się Czarnego Pana doskonale się z tym maskował.
-- Rozejdźmy się. -- powiedziała władczo Camile wstając ze swojego miejsca.
-- Odprowadzę cię do komnat. -- zaofiarował się natychmiast młody Malfoy. Młoda Riddle zauważyła jak Lucjusz z Narcyzą wymieniają porozumiewawcze uśmiechy.

~~***~~

Dzień powoli dobiegał końca. A wraz z nim przyjęcie pożegnalne. Draco i Hermiona właśnie kończyli znosić walizki przed rezydencję skąd mieli się deportować na wyspę. Wszyscy goście zebrali się przed rezydencją.
Nim para się deportowała zgromadzeni krzyknęli:
-- UDANYCH WAKACJI!!!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No więc jest Wasz prezent. Podzielony, z błędami, nie zabetowany ale jest. Miał być cały ale nie starczyło czasu. Mam nadzieję, że wybaczycie parę błędów w postaci braku przecinka tu czy tam...
Chcę Wam życzyć udanych wakacji. Niech będą magiczne!
Rozdział w środę albo czwartek z powodu wyjazdu. PC raczej ze sobą nie wezmę....
Zapraszam na ask.fm gdzie możecie zadać pytania dotyczące rozdziałów,akcji,bohaterów.
http://ask.fm/HRiddle

Komentujcie!!!

H.R.








sobota, 22 czerwca 2013

Patronus #2

Oj Riddle, Riddle, jak zwykle opóźniona.

Hej, moje Czytelniczki.Miło, że jednak Was tu troszkę zostało. Motywuje mnie to do pisania jak diabli. Palce z chęcią pośmigałyby po klawiaturze. No ale mój komputer umarł śmiercią nagłą. [*] A wraz z nim umarły 4 strony rozdziału. Część uda mi się odzyskać bo w posiadaniu owej części jest kilka osób. Ten post piszę na starym gruchocie zalegającym w salonie. Nie mam pojęcia kiedy będę miała nowego laptopa. Na rozdział myślę, że poczekacie sobie tydzień-jeśli dziewczyny mające część rozdziału będą tak miłe i mi ją wyślą. Proszę o cierpliwość. Będę Was informować w sowach.
kontakt dla dziewczyn mających rozdział: czarnakrew12@wp.pl

Buziaki od skruszonej, H.R.


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Patronus

Hej moi Czytelnicy o ile jeszcze jacyś tu zaglądają. Nie winię Was za to, że porzuciliście tą historię skoro zrobiła to jej autorka świadczy o tym ponad dwutygodniowa przerwa pomiędzy postami. Nie porzuciłam bloga. Piszę rozdział gdy tylko znajdę chwilę. A o tą chwilę strasznie trudno w ostatnim miesiącu szkoły. Pewnie i Wy wiecie jak to jest. Jeszcze do tego wszystkiego pojawiły się wyjazdy w weekendy zabierające całkowicie czas, który mogę poświęcić opowiadaniu. Zapewne zdziwi Was to. Przecież może wziąć laptopa i pisać a jak wróci publikować. To nie takie proste bo teraz siedzę nad książkami. Może gdybym się uczyła bardziej systematycznie... Może. A może i nie. Nauczyciele robią nam prace klasowe za pracami klasowymi.  Bo przecież jakoś to ogarniemy. Co z tego, że mogą być max 3 w tygodniu dodadzą jeszcze jedną wpisaną jako sprawdzian. Dlaczego to piszę? Powód prosty- chcę się Wam wytłumaczyć z mojego okropnego zaniedbania dla tego opowiadania. Pewnie czujecie zawód kiedy wchodzicie na blog a tu nadal nic nie ma. Co ta Riddle sobie wyobraża! Przecież ma czytelników a ona tak znika bez zapowiedzi! Obiecuje pustymi słowami kolejne rozdziały które się nie pojawiają...

Otóż, ta okropna Riddle ma też całkiem sporo obowiązków. I ciężko jej jest znaleźć pośród tego najgorszego miesiąca nauki choć chwilę. Mam 2,5 strony rozdziału ale to nie wystarczy bo muszę zawrzeć w tej części kilka bardzo istotnych wątków. Po  20 czerwca pojawi się rozdział kiedy skończy się ta nagonka z nadrabianiem materiałów straconych wciągu roku. Nie podam Wam dokładnej daty bo nie chcę Was rozczarować bardziej niż już to zrobiłam. Jedyne co mogę teraz zrobić to prosić Was żebyście wytrzymali rozchwianie autorki i twardo trwali przy tym opowiadaniu. Kilkoro z Was odeszło. Nie łudzę się, że wrócicie. Nie chcę robić sobie nadziei. Ale będę pisać choćby i dla jednej osoby. Dlaczego? Przecież ostatnio zastanawiałam się czy ciągnięcie opowiadania ma sens. Wiecie dlaczego? Już Wam mówię. Będę publikować dalej dlatego, że sprawia mi to przyjemność. Opowiadanie może nie jest idealne. Niestety. Ale pracuję nad sobą. I z kolejnymi rozdziałami będzie coraz lepiej. Obiecuję. To tym razem nie jest obietnica rzucana na wiatr. Bo pracuję nad sobą dla siebie i dla Was. Ta historia pozwala poznać mi wiele interesujących ludzi.

Rozpisałam się. To brzmi jak pożegnanie choć wcale nim nie jest. Muszę ogarnąć szkołę i wtedy do Was wrócę. Na pewno.

Jest wiele blogerek które obiecują powrót i nie wracają. Jednak ja tak z Wami nie zrobię. Wiecie już dlaczego bo pisanie to moja pasja mój lek na szarą rzeczywistość. Pasja...


I niech tak zostanie. Wrócę po 20 czerwca.  A teraz kończę już tego patronusa.
Chcę Wam życzyć cierpliwości i wytrwałości oraz energii by wytrwać przy opowiadaniu.
Sobie życzę wytrwałości i siły.
Bo resztę już mam:
Wspaniałych czytelników.
Dzięki Wam ta historia sprawia mi tak wielką frajdę.
Wenę.
Kapryśną ale zawsze wracającą.
I swoje pomysły.
Szalone i niedorzeczne ale się Wam podobają.
I to mnie cieszy jak nic innego.

Po 20 czerwca pojawi się info o nowej notce.
Dziękuję Wam za uwagę.
Za zrozumienie.
I wytrwałość i tą pasję drzemiącą w każdym z was.

Dziękuje.
Do 20 czerwca.
Buziaki.

H.R

piątek, 24 maja 2013

Rozdział XIII cz I

Hej!
Notka nawet szybciej niż zapowiadałam. Taka miła osłoda na piątkowy wieczór. Wiem, że miał być dłuższy ale postanowiłam go podzielić dlatego, że nie wszystko by pasowało w tej części. Mimo,że krótki mam nadzieję, że przyjmiecie go równie entuzjastycznie jak poprzedni rozdział. Podzieliłam go również  dlatego, że chciałabym przeciągnąć pewne sprawy bo na ich wprowadzenie jest jeszcze zbyt wcześnie.Starałam się żeby było jak najmniej błędów ale niestety nie dorównuję mojej wspaniałej becie więc musicie mi wybaczyć. Rozdział zapowiada nowy wątek wprowadzony do opowiadania. Jestem z niego zadowolona mimo, że nie powala długością. Dedykacja dla czytelniczki o wdzięcznym nicku Dramione. 

Hermiona i Pansy weszły do Wielkiej Sali, która jeszcze świeciła pustkami. Pięć stołów było już zastawionych pysznościami idealnymi na drugie śniadanie. Złota zastawa błyszczała w słońcu wpadającym przez okna. Dziewczyny spokojnym krokiem podeszły do swojego stołu. 
 – Co chciał od was, Snape? Chodziło o tą sprawę z Weasleyem? – zapytała Pansy siadając na ławce.
 – Dokładnie o to chodziło. Weasley przez długi czas będzie odrabiał szlabany. – powiedziała Riddle z mściwym uśmieszkiem błąkającym się po wargach. W jej głowie kiełkował plan zemsty na rudzielcu. Pansy uśmiechnęła się, widząc wyraz twarzy swojej przyjaciółki. 
 – Co się działo w klasie? Chcieliśmy zostać ale Paul stwierdził, że powinnaś to sama z Wieprzem to załatwić. – powiedziała brunetka patrząc na szatynkę z zainteresowaniem. 
 – Och, naprawdę nie ma o czym opowiadać. Potter mnie zaskoczył, stanął w mojej obronie. Dowiedziałam się przy okazji, że Weasley się we mnie podkochiwał – gdy szesnastolatka mówiła ostatnie zdanie jej wargi wykrzywiły się w grymasie obrzydzenia. Pansy ożywiła się nieznacznie na wzmiankę o Harry'm.
 – No, wiesz jedno trzeba Bliźnie przyznać. Jest wierny przyjaciołom. – powiedziała zielonooka nadając swojemu głosowi stosowną barwę wyższości i pogardy. Jednak jej głos nieco zmiękł, kiedy wypowiadała słowo „blizna”. Hermiona uniosła nieznacznie brwi.
– Fakt. Ale jaki byłby z niego bohater jakby nie był wierny przyjaciołom? – zapytała retorycznie córka Czarnego Pana.
 – Ciekawe co wymyślił Dumbledore, że powtarzamy zaklęcia z zeszłego roku. – ta sprawa najwyraźniej nie dawała spokoju, Pansy. Hermionę też to intrygowało ale nie zaprzątała sobie tym zbytnio głowy skupiona na powtarzaniu w myślach wszystkich formułek zaklęć przydatnych poza domem. W tym momencie rozległ się dzwonek obwieszczający koniec drugiej lekcji. Ze wszystkich stron słychać było tupot stóp uczniów śpieszących się na śniadanie. Po chwili do sali zaczęli wchodzić uczniowie. Wśród tłumu Hermiona dojrzała charakterystyczną platynową czuprynę. Nieco dalej były czupryny dwóch brunetów. Zapewne Paula i Blaise'a. Jeszcze jedne ogniście rude,długie włosy przykuły uwagę Dziedziczki Salazara. Poczuła bolesne ukłucie w sercu na wspomnienie tych wszystkich wieczorów,w Norze, kiedy rozmawiały z Ginny do późna. Pokręciła nieznacznie głową odganiając te wspomnienia. To wszystko już odeszło bezpowrotnie. Zauważyła jak na usta Pansy wpływa delikatny uśmiech, kiedy do Wielkiej Sali wszedł Harry. Paul,Draco i Blaise przysiedli się do nich z ożywieniem dyskutując o słabości większości chłopaków tej szkoły jaką był, zaraz po dziewczynach – quiddicht.
 – Diable, musisz ustalić skład drużyny na ten rok. Chyba, że już to zrobiłeś? – zapytał Draco, nalewając sobie soku dyniowego do pucharu.

– Właśnie Draco, myślę, że przyda nam się trochę świeżej krwi do naszego zespołu. Chcemy w tym roku rozgromić pozostałe domy i zdobyć Puchar. – powiedział Blaise z uśmiechem. – Masz rację, Draco. Nasi ścigający już skończyli szkołę w zeszłym roku i te stanowiska są wolne, Paul jeśli byś był zainteresowany masz te stanowisko. – dodał Zabini na co Parkinson się szeroko uśmiechnął. 
 – Chłopaki a co myślicie o tym żeby drugim ścigającym została dziewczyna? – zaproponował Teodor Nott, który już od kilku minut przysłuchiwał się tej wymianie zdań z zainteresowaniem.
 – Wiesz Teo, to nie jest wcale taki zły pomysł. Ale wtedy nie możemy tego rozgłosić bo stracilibyśmy tylko czas sprawdzając nic nie umiejące panienki, które przyszłyby tylko dlatego, że w drużynie jestem ja lub Draco. – powiedział Zabini z błyskiem w oku. – Więc myślę, że powinniśmy po prostu wybrać kilka dziewczyn, które widzicie w drużynie. Wybór ma być uzasadniony. – dodał kapitan drużyny patrząc na surowo na zawodników obecnych przy stole. Pałkarze byli zajęci jedzeniem, jednak co jakiś czas zerkali swoimi małymi oczkami na kapitana z takim wyrazem twarzy jakby uważali. Hermiona uśmiechnęła się delikatnie słysząc słowa Diabła, który skończył najwyraźniej pouczanie swojej drużyny i zaczął konsumować tost. Za jego przykładem podążyła reszta drużyny. Ślizgoni byli tak zajęci rozmową lub spożywaniem drugiego śniadania, że nikt nie zauważył jak grono pedagogiczne z dyrektorem na czele zajęli miejsce przy piątym stole. Wielką Salę wypełniało szczękanie sztućców, odgłosy przeżuwania, połykania od czasu do czasu słychać było urywek jakiejś rozmowy. Przy stole domu Węża co kilka minut ktoś rzucał jakąś nieznaczącą uwagę. Wszystko jednak ucichło jak ucięte nożem, kiedy wstał dyrektor. Mężczyzna obdarzył uczniów życzliwym spojrzeniem zza okularów-połówek. Czarodziej sprężystym krokiem podszedł do mównicy, rozłożył szeroko ramiona jakby chciał objąć całą Wielką Salę. 
– Moi Drodzy! Mam nadzieję, że pierwszą część dnia mieliście udaną. Zanim pójdziecie na lekcję chciałbym ogłosić kilka drobnych spraw. Pierwsza sprawa zapewne zauważyliście, że na lekcjach musicie siedzieć pomieszani domami. Wiem, że większości z was nie podoba się to. Niestety muszę was zmartwić. Taki układ będzie trwał przez cały ten rok i może następny. Stwierdziliśmy na radzie pedagogicznej, że wrogość pomiędzy domami w tych czasach jest niewskazana. Tylko dzięki jedności możemy pokonać zło czające się tuż obok. Druga sprawa zapewne szóstoklasiści i siódmoklasiści zauważyli, że powtarzają materiał z poprzednich klas , z dość nietypowej tematyki czyli Magii Pozadomowej. Zaraz dowiecie się dlaczego powtarzacie akurat ten dział. Trzecia sprawa nieco przyjemniejsza. W ramach integracji między domami postanowiliśmy zorganizować Turniej Braterstwa. Będą mogli w nim brać udział wylosowani uczniowie z szóstej i siódmej klasy. Więcej szczegółów podadzą wam wieczorem wychowawcy. Dlatego radzę się przyłożyć do powtórki. A teraz proszę iść na lekcje. – zakończył przemówienie dyrektor. Po słowach dyrektora na sali zapanowało duże poruszenie. 
 – Ale Dropsiaż wymyślił. – powiedziała Pansy dolewając sobie soku dyniowego. 
 – Będzie ciekawie. Zawsze lubiłem imprezy w plenerze – powiedział Blaise z szelmowskim uśmiechem. 
– Co mamy teraz? – zapytał Paul. Wielka Sala powoli opustoszała. 
 – Zielarstwo. – skrzywił się Smok. Nigdy nie przepadał za tym przedmiotem. Czwórka Ślizgonów z niechęcią ruszyła po książki po czym swoje kroki skierowała do szklarni numer dwanaście gdzie według rozpiski mieli mieć te zajęcia. Klasa była już w szklarni. Spóźnialscy szybko weszli do środka. Profesor Sprout odwróciła się w ich kierunku z życzliwym uśmiechem.
 – Zajmijcie wolne miejsca. Dzisiaj będziemy się uczyć rozpoznawać użyteczne magiczne rośliny dla danego obszaru. Mieliśmy wstęp do tego w zeszłym roku, jednak na życzenie dyrektora będziemy poszerzać swoją wiedzę w tym zagadnieniu. Ta lekcja odbędzie się w specjalnie zagrodzonej i zaczarowanej strefie Zakazanego Lasu. Profesor Dumbledore stwierdził, że nic was tak dobrze nie nauczy jak praktyka. I ma rację. Proszę zostawić swoje torby w szklarni i ruszamy! – powiedziała dziarsko czarownica poprawiając tiarę wyświechtaną ziemią. Klasa szybko wyszła i ustawiła się w parach. Hermiona uśmiechnęła się pokrzepiająco do Draco, który miał niezbyt wesołą minę. Blondyn machinalnie odwzajemnił uśmiech. Nieco przed grupką Ślizgonów szedł Ron z Harry'm. Rudzielec mówił o czymś z ożywieniem. Ślizgoni nadstawili uszu i podeszli bliżej. 
 – Wiesz co ten Nietoperz dał mi za szlaban?! – w głosie Weasleya było słychać wściekłość. 
 – Trzeba było nie obrażać Hermiony – odpowiedział mu ze spokojem Harry. 
– On kazał mi posprzątać wszystkie opuszczone klasy! A tam jest pełno no wiesz czego. – powiedział przygaszonym tonem Gryfon. Hermiona uśmiechnęła się przebiegle. Jej plan zemsty już był gotowy. 
 – Uderzysz w jego słaby punkt? – domyśliła się Pansy również uśmiechając się w podobny sposób.
 – O tak, dokładnie. – potwierdziła z mściwym uśmiechem Dziedziczka Slazara.
 – Co za szatański plan wymyśliłaś nasza sprytna, wydro? – zapytał Blaise równając się z nimi. Paul i Draco też nadstawili uszu z ciekawością. – Dowiesz się później, Blaise. – odpowiedziała z tajemniczym uśmiechem Miona. 
– Och,Mionko nie zapominaj kto jest Diabłem w tej szkole. – upomniał ją żartobliwie Zabini.
 – Widzę, że nasz Diabełek ma kompleksy. – zadrwił Draco.
 – Smoczku już ty mi tu o kompleksach nie praw. To nie ja układam grzywkę przez dwie godziny. Dla pewnej pani oczywiście. – odgryzł mu się Diabeł. Draco zazgrzytał zębami jednak nic nie powiedział. Hermiona i Pansy wybuchnęły śmiechem. Dotarli do linii Zakazanego Lasu. Jednak ten fragment nie przypominał tak dobrze znanej im puszczy. 
 – Na workowate gatki Merlina... – szepnęła Hermiona patrząc urzeczona na fragment lasu. Ten las przypominał lasy o jakich czytało się w bajkach. – Proszę się nie rozdzielać. Wasze dzisiejsze zadanie będzie się odbywało w parach. Dziś możecie się sami dobrać. Tak będzie sprawniej. Zaraz pokażę wam rośliny, które macie znaleźć. – powiedziała profesor Zielarstwa stając na pniu powalonego drzewa, gdyż nie była zbyt wysoka. – Proszę się ustawić w półkole tak żeby wszyscy dobrze widzieli. – klasa wyjątkowo szybko wykonała polecenie. – Bardzo dobrze. Więc zaczynamy! – czarownica wyciągnęła różdżkę i machnęła nią krótko. W powietrzu zawisł obraz rośliny z bladoróżowymi kwiatami o podłużnych płatkach.
– Ternalua * inaczej kwiat obfitości. Ta roślina ma bardzo szeroką gamę zastosowania. Można z niej przyrządzić niemal każdą potrawę jeśli potrafi się wydobyć z tej rośliny jej magiczne właściwości co nie jest łatwym zadaniem. Ja wam tego sposobu nie zdradzę dlatego, że każdy musi odnaleźć swój własny sposób. Wykorzystywana jest z powodzeniem w magomedycynie jako opatrunek robiony z jej płatków. Kiedy już ją znajdziecie podam wam więcej zastosowań. Szukajcie jej wysoko na drzewach. Jest odporna na zaklęcia przywołujące. Na jej znalezienie macie trzydzieści minut. Miejsce zbiórki będzie oznaczone zieloną gwiazdą. Proszę aby każdy wziął sobie koszyk ze sterty. Przynieście wraz z cebulką. Po jedną cebulkę na głowę. Macie pięć minut na znalezienie pary. – czarownica usiadła na pniaku.
 – Będziemy razem w parze? – zapytał ten tak dobrze Hermionie znany, aksamitny głos od którego poczuła dreszcze na całym ciele.

* Teranula- roślina będąca wytworem mojej wyobraźni. Pojawi się ich tu jeszcze kilka na potrzeby Turnieju.

Komentujcie :*
Buźki
H.R.

środa, 22 maja 2013

Rozdział XII

I jest notka. Wasze komentarze bardzo pomogły mi w jej napisaniu. Może nie jest specjalnie długa ale jest bardzo ważna dla dalszej części opowiadania. Nie mogę uwierzyć w to, że to już dwunasty rozdział tej historii. Zaskoczyliście mnie ilością komentarzy jak już pisałam. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie. Podziękowania dla Lilee za betę. Moja kochana beta musi sobie zrobić przerwę w betowaniu dlatego, że się przeprowadza, więc będziecie skazani na przeokropny brak przecinków. (Pracuję nad tym! )  Nie przedłużając. Tak długo wyczekiwana notka!  Jeszcze jedno; wena jest już w normie dzięki Wam.  Po komentarzach stwierdziłam, że nie mogę zrobić osobowej dedykacji. Dedykacja dla wszystkich czytelników i świetnej Lilee.



Biały promień* ugodził Rona prosto w pierś. Rudzielec zatoczył się lekko i spojrzał na Hermionę nieprzytomnym wzrokiem. Zaskoczona Riddle odwróciła się na pięcie, by zobaczyć, jak Harry z zaciętą miną chowa różdżkę w kieszeni szaty. Klasa momentalnie opustoszała. Nikt nie chciał być posądzony o udział w tym zdarzeniu. Mimo ciekawości, uczniowie wiedzieli, że posypałyby się szlabany, a był to pierwszy dzień szkoły. W klasie zostali tylko Draco, Harry, Hermiona i Ron. Obok bruneta stał Malfoy z ręką na kieszeni, w której miał różdżkę a na jego twarzy malowało się zdumienie.
 – Nie musiałeś, Harry– powiedziała nienaturalnym głosem Ślizgonka, patrząc na Wybrańca.
– Musiałem. To, że nie jesteśmy już przyjaciółmi, nie oznacza, że pozwolę, aby ktoś cię obrażał. – Te słowa wybudziły Rona z dziwnego, trwającego kilkanaście sekund, letargu. Twarz Weasleya była purpurowa z oburzenia. Jednak jego złość nie była skierowana ku Hermionie, lecz ku Draco.
– Ten tleniony śmierciożerca mnie zaatakował! – oburzył się rudowłosy, patrząc na Harry'ego.
– Malfoy nie zrobił tego, o co go oskarżasz. Zrobiłem to ja – powiedział ze spokojem Złoty Chłopiec. Hermiona spojrzała na niego tak, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
– Nawet ty przeciw mnie?! Wybierasz tę nie wartą złamanego knuta maszynkę do prac domowych?! ONA wyda cię swojemu ojcu! A jej śmierciożerca, jej pomoże! – Potter w odpowiedzi na tyradę przyjaciela chciał znowu wyciągnąć różdżkę, lecz blondyn był szybszy. Chwycił Weasleya za przód szaty i podniósł do góry. Hermiona była zbyt oniemiała słowami Rona, by zareagować.
– Nigdy więcej nie nazywaj tak Hermiony, Wieprzelu. Hermiona jest tysiąc razy więcej warta niż ty, brudny zdrajco krwi. Inaczej zobaczysz, co potrafi ten tleniony śmierciożerca – wysyczał Draco, a w jego głosie brzmiała niekontrolowana furia. Kiedy skończył mówić, puścił Rona, który z głuchym łoskotem upadł na podłogę. Gryfon natychmiast wstał i zamachnął się pięścią na Dracona, jednak nim sięgnęła celu, jego rękę przeszył ogromny ból. Do akcji wkroczyła Hermiona, a w jej oczach błyszczała żądza mordu. Powoli zbliżyła się do Rona, który odruchowo cofnął się o krok. Harry z obawy o przyjaciela zrobił krok w jego kierunku, jednak Draco powstrzymał go, chwytając jego ramię. W stalowych oczach Ślizgona błyszczała furia.
– Poczekaj, Bliznowaty. Ktoś musi pokazać Wieprzowi, gdzie jest jego miejsce – powiedział cicho Malfoy, przypatrując się zaistniałej sytuacji z nieskrywaną ciekawością. Harry spojrzał na blondyna ze wściekłością i wyrwał swoje ramię z jego uścisku. Brunet wyglądał na gotowego wkroczyć natychmiast do akcji.
– Co zrobiłaś Harry'emu?! – Riddle prychnęła pogardliwie, podchodząc bliżej Weasleya. Była od niego wyższa o dwa cale, co dawało jej przewagę nad chłopakiem.
– Oj, Weasley, sądzisz, że naprawdę musiałam coś robić Potterowi,ż eby mnie poparł? Przecież to ty robisz z siebie idiotę, nie ja. Kto chciałby mieć coś takiego za przyjaciela? Jesteś żałosny. Kiedyś pożałujesz tego dnia, kiedy zadarłeś z Hermioną Riddle – powiedziała Hermiona złowieszczym tonem. Odwróciła się na pięcie i spokojnym krokiem wyszła z klasy. Nim drzwi trzasnęły, usłyszała, jak Ron mówi do Harry'ego: – Pomyśleć, że kochałem ją przez te całe pięć lat. Nie mogę uwierzyć, że stanąłeś w jej obronie, stary. – Hermiona była zaskoczona wyznaniem rudego. Ona nigdy nic takiego do niego nie czuła. Był dla niej przyjacielem, nikim więcej.
Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że Draco za nią idzie. Korytarz był pełen rozbieganych pierwszoroczniaków z Ravenclawu i Hufflepuffu . Hermiona szła pierwsza, jedenastolatkowie przepuszczali ją w milczeniu. W oczach dzieci można było dostrzec strach. Po kilku minutach byli już w lochach, dopiero tu Smok się z nią zrównał.
– Hermiono...– W głosie arystokraty słyszalna była nuta niepewności. Riddle spojrzała na niego, unosząc pytająco brew.
– Panno Riddle, panie Malfoy, proszę do mojego gabinetu. – Za plecami dwójki szóstoklasistów rozległ się pełen opanowania głos Severusa Snape'a.
Dwójka młodych czarodziei wymieniła pomiędzy sobą zdziwione spojrzenia. Mistrz Eliksirów poprowadził ich do ciemnego, ale schludnego pomieszczenia. Gabinet przez ciemne dębowe meble sprawiał wrażenie surowego. Obok biurka stał wielki cynowy kociołek. Ściany były zastawione półkami z różnokolorowymi eliksirami. Jedyna ściana – wolna od półek – była za biurkiem. Nieco dalej od biurka znajdował się srebrny kominek z małą doniczką na gzymsie. Severus usiadł w ciemnym skórzanym fotelu. Gestem szczupłej dłoni nakazał usiąść swoim wychowankom na dwóch czarnych skórzanych krzesłach. Czarne oczy mężczyzny świdrowały dwójkę Ślizgonów.
– Proszę mi powiedzieć, o co chodziło z panem Weasleyem , który po lekcji zaklęć przyszedł do mnie, by na was donieść. Jednak jego mała inteligencja nie pozwoliła mu dokładnie wyjaśnić całej sytuacji. Słucham – nakazał nauczyciel spokojnym tonem.
– Ten zdrajca krwi nazwał Hermionę moja dziwką. Na nic lepszego go nie stać – powiedział z pogardą Draco, nie patrząc na nauczyciela. W środku chłopaka aż się gotowało.
– A na jakiej podstawie pan Ronald doszedł do takich inteligentnych i typowych dla niego wniosków? – zapytał Snape, unosząc brew. Hermiona milczała, pozwalając, żeby Draco wyjaśnił całą sytuację.
– Profesor Flitwick poprzesadzał nas, mieszając z Gryfonami – powiedział Malfoy, wykrzywiając wargi w grymasie niezadowolenia.
– Wysłałem liścik do Hermiony, czy możemy pogadać po lekcji. Kiedy zadzwonił dzwonek i Hermiona się pakowała, wypadły jej nasze liściki, a Weasley je podniósł. Dając pokaz swojego niewychowania, przeczytał je. Później wyzwał Hermionę i wtrąciło się Złote Dziecko Gryffindoru, miotając w rudego jakimś zaklęciem.Rudy się wkurzył na Bliznę. Wkroczyłem do akcji. Trochę go poszarpałem i wtrąciła się Miona. Pokazała mu, gdzie jest jego miejsce. – Blondyn obojętnym tonem streścił całe zajście.
– Rozumiem. – Snape wstał z fotela i podszedł do kominka. Wsypał do niego garść proszku Fiuu. Pomieszczenie rozjaśniło się zielonym płomieniem.
– Minervo, przyślij do mnie Ronalda Weasleya. Natychmiast – powiedział chłodnym tonem Mistrz Eliksirów.
– Oczywiście,Severusie – odpowiedział mężczyźnie kobiecy głos z kominka. 
 – Hermiono, proszę, poczekaj przed wejściem. Chciałbym porozmawiać z Draco – zwrócił się do niej opiekun domu. Hermiona bez zbędnych pytań opuściła pomieszczenie. 

  Perspektywa Draco

– Draco, chciałeś ze mną porozmawiać – powiedział Severus, gdy za Hermioną zamknęły się drzwi. Nauczyciel zajął miejsce za biurkiem.
– Prosiłem cię, żebyś nie czytał mi w myślach! – oburzył się blondyn.
 – To dlaczego się nie pilnujesz? Każdy członek Zakonu Feniksa mógłby to zrobić z łatwością! To, czego uczyła cię Bellatriks, poszło na marne? Musisz myśleć, Draco. Zacznij używać tego, co masz pod tymi blond włoskami! – powiedział Severus z przyganą w głosie. – O czym chciałeś porozmawiać? Mów, nie mamy zbyt wiele czasu – ponaglił ucznia czarodziej.
– Wiesz o tym spisku Czarnego Pana dotyczącym Hermiony i Pottera. – Snape gestem ręki kazał mu zamilczeć, po czym rzucił kilka zaklęć wyciszających i uniemożliwiających podsłuchiwanie. 
 – Merlin cię opuścił, Draco?! Rozmawiać o JEGO planach w niezabezpieczonym gabinecie w Hogwarcie, gdzie jest tak wielu członków Zakonu Feniksa?! – Mężczyzna pokręcił głową.
 – Nie możemy mu pozwolić jej skrzywdzić przez jego chorą potrzebę pokonania tego nic nie wartego Dziecka z Blizną. Musisz mi pomóc ją chronić– powiedział młody Ślizgon, patrząc na opiekuna domu z nadzieją. Severus był jedyną osobą, poza przyjaciółmi, której w tej szkole mógł zaufać. Mężczyzna westchnął cicho. Otwierał usta, żeby coś odpowiedzieć, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
– Dokończymy naszą rozmowę, jak rozprawię się z Weasleyem. Poczekaj przed gabinetem i powiedz Hermionie, że może wrócić na lekcje – polecił Snape tonem jakiego zwykle używał wobec uczniów innego domu. Draco skinął głową i bez słowa opuścił gabinet. Rudy Łasic stał przed gabinetem z kwaśną miną. Hermiony nie było. Weasley bez słowa wszedł do gabinetu. Perfekt Naczelny uśmiechnął się delikatnie. Cieszyły go porażki wrogów.
  
  Perspektywa Hermiony

Stała pod gabinetem Mistrza Eliksirów przez dłuższą chwilę. Kiedy rozległ się dzwonek, zdecydowała, że pójdzie na lekcję, bo następna była transmutacja. Nie chciała podpaść swojej byłej opiekunce domu. Przywołała książki i ruszyła ponownie na pierwsze piętro. Profesor od transmutacji akurat wpuszczała uczniów do klasy. Hermiona szybko weszła i zajęła miejsce koło Pansy.
– Gdzie byłaś z Draco, Miona? – zapytała brunetka szeptem, kiedy wyciągały książki.
– U Snape'a – odpowiedziała krótko Riddle.
– Na dzisiejszej lekcji przetestuję umiejętności jakie nabyliście przez te pięć lat nauki – oznajmiła profesor McGonagall, patrząc surowo na klasę. Machnięciem różdżki wyczarowała na każdej z ławek po dwie niewielkie dębowe deski i jeden skrawek materiału. 
 – Proszę przetransmutować te materiały w łóżko używając zaklęć niewerbalnych – poleciła swoim uczniom i zaczęła krążyć po klasie. Hermiona wraz z Pansy w skupieniu uniosły różdżki i machnęły nimi krótko zataczając półokrąg. Przez kilka sekund nic się nie działo. Aż rozległ się trzask i przed dwoma Ślizgonkami pojawiło się dwuosobowe łóżko. McGonagall podeszła i sprawdziła trwałość transmutacji.
– Plus dziesięć punktów dla Slytherinu – mruknęła niechętnie. Machnięciem różdżki cofnęła transmutację. – Proszę wyczarować namiot z tych samych materiałów. Również niewerbalnie – poleciła. To zadanie było dużo trudniejsze. Reszta klasy jeszcze patrzyła tępo na swoje materiały. Paul, podobnie jak jego siostra bliźniaczka i Hermiona, nie miał trudności z transmutacją. Po chwili przed Mioną i Pansy pojawił się niewielki namiot na dwie osoby. Musiały jeszcze podać parę podstawowych zaklęć transmutujących przydatnych poza domem.
 – Dobrze. Panna Riddle i Panna Parkinson mogą iść. Wiecie może, gdzie jest pan Malfoy i pan Weasley? –  spytała zastępczyni dyrektora.
– Z tego, co wiem, są u profesora Snape'a – odpowiedziała natychmiast Miona, pakując książki do torby. Razem z Pansy szybko opuściły salę.
 – Ciekawe czemu mają służyć ćwiczenia akurat tej podstawowej magii. Przerabialiśmy ją już przecież rok temu – zastanawiała się Pansy, kiedy zamknęły się za nimi drzwi klasy. Hermiona wzruszyła ramionami. Ruszyły w kierunku Wielkiej Sali na drugie śniadanie. Już za kilka chwil miały się dowiedzieć, po co to wszystko.

* Biały promień – zaklęcie, którego nauczył Harry'ego Syriusz. Polega ono na niemożności obrażania wybranej osoby. To zaklęcie w tym rozdziale zostało przez Pottera rzucone niepoprawnie.