Nastał ten piękny czas na, który czeka każdy uczeń przez cały rok szkolny. Wakacje... A ja z tej okazji postanowiłam stworzyć tą Miniaturkę. Jest to moja pierwsza miniaturka więc proszę nie oceniajcie mnie bardzo surowo. Uzasadnioną krytykę zawsze przyjmę. Dla tych, którzy nie wiedzą co to takiego uzasadniona krytyka ( mam nadzieję, że takich osób nie ma ale zawsze jest jakiś wyjątek od reguły) a więc jeśli Ci się coś tak bardzo nie podoba w tym opowiadaniu to masz dwa wyjścia : 1. W prawym górnym rogu ekranu jest interesujący krzyżyk. Ma on magiczną moc zamykania stron, które Ci się nie podobają. Kliknij i po sprawie. 2. Jeśli jesteś tak zniesmaczony,rozczarowany,oburzony, że musisz się koniecznie wyżalić na łamach internetu. Zrób to. Droga wolna. Albo jednak nie. Na moim blogu napotkasz małą przeszkodę. Jeśli chcesz krytykować rób to z głową i kulturą. Przedstaw chociaż dwa sensowne powody dlaczego ci się nie podobało. Jesteśmy istotami myślącymi i jak nam ludziom się coś nie podoba to wiemy dlaczego, prawda? Ja wiem, że my Polacy już tak mamy w większości swoich opinii przekleństw używamy... Musisz używaj! Ale podaj powody nim rozpoczniesz hejterskie wywody. ( Przepraszam wszystkich moich fanów za ten wywód w stronę hejterów ale mam dosyć tego wypisywania na gg negatywnych opinii (korzystam z okazji choć gg jest na razie nie działające) nie posiadających żadnego uzasadnienia. )
Przejdźmy do właściwej części tego wstępu. Większość z Was czyta inne ff więc pewnie wiecie czym jest miniaturka. Ta miniaturka pojawiła się tu z wyjątkowej okazji jaką jest początek wakacji. Wakacje Arystokratów nie są powiązane z głównym opowiadaniem. Ale mają parę cech wspólnych.Choćby postacie.
Wielka Wojna Czarodziejów została zakończona kilka miesięcy temu. Z jakim skutkiem? Czarny Pan okazał litość. Jednak jego litość była gorsza od śmierci w torturach. Ocalała mocno zdziesiątkowana populacja mugoli, szlam, zdrajców krwi została zmuszona do pracy przy odnawianiu świata mugoli i czarodziejów. Najgorszy los spotkał większość członków Zakonu Feniksa. Wielu z nich było zdrajcami krwi więc Czarnoksiężnik nie miał zbyt wielkich oporów w wymordowaniu ich. Hogwart został pozbawiony możliwości przyjmowania mugolaków. Czarodzieje półkrwi mogli podejmować naukę jeśli w Ministerstwie Magii dostaną odpowiednie pozwolenie. Ministrem Magii obwołany został Severus Snape. Lord nigdy nie chciał posady za biurkiem. Podobnie Camile Chcieli władzy i ją dostali... A wszyscy którzy stanęli im na drodze zostali wyeliminowani. Pierwszy padł Harry Potter a wraz z nim upadła nadzieja całej Jasnej Strony. Czarni Państwo byli cierpliwi. Czekali na tę chwilę od szesnastu lat. I wreszcie doszedli do władzy nad całym światem czarodziei i mugoli. Powoli wraz z upływem czasu wszystko się uspokoiło. Ludzie stracili nadzieję na lepszy los. Przestali się buntować. Tu Śmierciożercy doskonale spełnili swoją rolę. Ci najbardziej zasłużeni zostali hojnie wynagrodzeni.Dlatego nie wszystkim było źle pod nową władzą. Arystokracja świata czarodziejów miała się dobrze, bardzo dobrze.W końcu nikt nie musiał się ukrywać. A pewna dwójka byłych Ślizgonów z rozkoszą to wykorzystała by spędzić dwa miesiące lata z dala od pochmurnej i deszczowej Anglii. Trudy wojny wreszcie zbliżyły ich do siebie na tyle by pani Riddle i pani Malfoy zaczęły przygotowania do uroczystości ślubnej choć ich dzieci były ze sobą ledwo kilka miesięcy. Dwie arystokratki po naradzie z mężami i uzyskaniu aprobaty postanowiły dopomóc szczęściu swoich pociech i wykupiły dla nich dwumiesięczny pobyt na Kubie. Gdy para się o tym dowiedziała ucieszyła się. Perspektywa oderwania się od wspomnień wojny i dwóch miesięcy we dwoje w tropikach była bardzo kusząca.
Już jutro mieli się aportować do najdroższego hotelu na wyspie. Dziś odbywała się uroczysta kolacja pożegnalna w Riddle Manor.
Dochodziła dopiero dziesiąta rano. Hermiona przeciągnęła się leniwie na łóżku. Tłumiąc ziewnięcie wstała i podreptała do łazienki. Mimo ośmiogodzinnego snu odczuwała zmęczenie spowodowane wczorajszymi zakupami z swoją matką i Narcyzą. Kobiety pokazały Mionie chyba każdy najmodniejszy a co za tym idzie najdroższy sklep w całym świecie czarodziejów. Były w magicznych częściach Paryża, Mediolanu, Florencji nawet zabawiły się w Nowym Jorku, Hermiona poznawała też część ogarniętego modą mugolskiego Londynu, który wcale nie był taki mugolski za jakiego go uważała . Szok w młodej Riddle budził fakt, że wiele osób,które znała z okładek mugolskich czasopism swojej adopcyjnej matki było w istocie członkami świata czarodziejów. Wielu z nich poznała wczoraj osobiście. W Londynie ściskała dłoń Mary Quant, Stelli McCartney. Poznała Gucciego. Nie pamiętała wszystkich nazwisk projektantów poznanych wczoraj.
Weszła pod letni prysznic czując jak chłodna woda orzeźwia jej skórę i umysł. Po dwudziestu minutach wyszła z łazienki ubrana w letnią granatową sukienkę w kwiaty przed kolano. Do tego ubrała jasnobrązowe sandałki na pięciocentymetrowym obcasie. Jej brązowe loki układały się uroczo wokół twarzy. Jeszcze tylko muśnie rzęsy tuszem i może iść. Wróciła do pokoju. Nie zastała skrzata, który by zgodnie z tradycją odprowadził ją do jadalni. Zmarszczyła lekko brwi, jednak nie przejęła się tym. Pewnie skrzaty miały dużo roboty przy przygotowaniach do uroczystej kolacji. Nie rozumiała po co to, przecież wyjeżdżali z Draco tylko na dwa miesiące. Narcyza tak bardzo lubiła urządzać przyjęcia i o dziwo, matka młodej Riddle była w tym do blondynki bardzo podobna. Chcąc czy nie chcąc młodzi czarodzieje musieli się zgodzić. Miona nadal nieco gubiła się w roli arystokratki mimo tego, że prawdę o swoim pochodzeniu znała już od prawie roku. Poznała dwie strony jej nowego życia. Tą sztywną, regulaminową, pełną chłodnej uprzejmości i służalczego oddania jaką reprezentowali Śmierciożercy oraz ona i jej rodzice podczas obcowania z poddanymi. Jednak gdy ma się za przyjaciela Blaise'a Zabiniego to nie można się nudzić i wiecznie trwać w tej sztywnej otoczce. Młodsi Ślizgoni pokazali jej tą przyjemniejszą, bardziej wyluzowaną ,pełną drogich imprez część arystokratycznego życia. Obydwie wersje były znośne dla dziewczyny. Bardzo znośne u boku pewnego blondyna...
Szatynkę z rozmyślań wyrwało delikatne pukanie do drzwi. Podeszła otworzyć. W drzwiach stał Draco ubrany w zieloną koszulę z długim rękawem i czarne jeansy. Jego platynowe włosy były w artystycznym nieładzie dodającym mu wdzięku. Spojrzał na nią swoimi magnetycznymi oczami.
-- Czy pozwoli się pannienka odprowadzić na śniadanie? -- zapytał chłopak naśladując skrzata. Wyciągnął w jej stronę ramię. Powstrzymując śmiech podeszła i ujęła zaoferowane ramię.
-- Pajac. -- szepnęła czule patrząc mu w oczy.
-- Zapomniałaś dodać, że nieziemsko przystojny pajac, panienko. I jeszcze na dodatek ten przystojny pajac jest tylko twój. -- powiedział cicho Draco. W jego oczach błyszczały zawadiackie ogniki.
-- I niech tak zostanie. -- odpowiedziała Miona. Dzięki obcasom nie musiała stawać na palcach żeby sięgnąć jego ust. Jednak nim chłopak zdążył pogłębić pocałunek odsunęła się od niego prowokacyjnie patrząc mu w oczy. Na jej wargach błąkał się łobuzerski uśmieszek.
-- Miona. -- szepnął blondyn.
-- To zdrobnienie od mojego imienia, słucham? -- uwielbiała go prowokować choć wiedziała, że igra z ogniem. Bardzo smoczym i pełnym namiętności ogniem.
-- Chodźmy już na to śniadanie. Bo obawiam się, że jedyna dziewica mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie. -- wymruczał Draco. -- Zwłaszcza tak piękna i seksowna dziewica. -- Hermiona uśmiechnęła się czule i dłonią zmierzwiła włosy chłopaka.
-- Potraktuję to jako komplement. Choć obawiam się nieco twych smoczych szponów. -- dziewczyna delikatnie pociągnęła swojego chłopaka w stronę jadalni.
-- Nie masz się czego obawiać. -- zapewnił ją Smok z uśmiechem. Objął ją w tali przyciągając do siebie.
Dotarli do jadalni. Dzisiejsze śniadanie jedli w towarzystwie rodu Malfoyów. Hermiona zgodnie z tradycją zajęła miejsce po lewicy ojca. Draco siedział na krześle obok niej. Na dębowym stole było pełno przysmaków.
-- Smacznego. -- powiedzieli sobie czarodzieje nim zabrali się do śniadania. Jadalnię wypełniło podzwanianie pucharów i szczęk sztućców. Gdy posiłek dobiegł końca Czarny Pan zwrócił się do pary.
-- Jesteście już spakowani? -- Miona nie musiała się o to martwić. Skrzaty, które otrzymały bardzo dokładne instrukcje od Narcyzy zatroszczyły się o bagaż. Dziewczyna trochę zaczęła żałować tego, że pozwoliła Cyzi zadecydować o bagażu. W rezultacie miała pięć ogromnych walizek do zabrania. Tom skinął głową
-- Tak, panie. -- odpowiedział Draco ze spokojem w głosie. Choć Hermiona mogłaby przysiąc, że jej chłopak bał się Czarnego Pana doskonale się z tym maskował.
-- Rozejdźmy się. -- powiedziała władczo Camile wstając ze swojego miejsca.
-- Odprowadzę cię do komnat. -- zaofiarował się natychmiast młody Malfoy. Młoda Riddle zauważyła jak Lucjusz z Narcyzą wymieniają porozumiewawcze uśmiechy.
~~***~~
Dzień powoli dobiegał końca. A wraz z nim przyjęcie pożegnalne. Draco i Hermiona właśnie kończyli znosić walizki przed rezydencję skąd mieli się deportować na wyspę. Wszyscy goście zebrali się przed rezydencją.
Nim para się deportowała zgromadzeni krzyknęli:
-- UDANYCH WAKACJI!!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc jest Wasz prezent. Podzielony, z błędami, nie zabetowany ale jest. Miał być cały ale nie starczyło czasu. Mam nadzieję, że wybaczycie parę błędów w postaci braku przecinka tu czy tam...
Chcę Wam życzyć udanych wakacji. Niech będą magiczne!
Rozdział w środę albo czwartek z powodu wyjazdu. PC raczej ze sobą nie wezmę....
Zapraszam na ask.fm gdzie możecie zadać pytania dotyczące rozdziałów,akcji,bohaterów.
http://ask.fm/HRiddle
Komentujcie!!!
H.R.
piątek, 28 czerwca 2013
sobota, 22 czerwca 2013
Patronus #2
Oj Riddle, Riddle, jak zwykle opóźniona.
Hej, moje Czytelniczki.Miło, że jednak Was tu troszkę zostało. Motywuje mnie to do pisania jak diabli. Palce z chęcią pośmigałyby po klawiaturze. No ale mój komputer umarł śmiercią nagłą. [*] A wraz z nim umarły 4 strony rozdziału. Część uda mi się odzyskać bo w posiadaniu owej części jest kilka osób. Ten post piszę na starym gruchocie zalegającym w salonie. Nie mam pojęcia kiedy będę miała nowego laptopa. Na rozdział myślę, że poczekacie sobie tydzień-jeśli dziewczyny mające część rozdziału będą tak miłe i mi ją wyślą. Proszę o cierpliwość. Będę Was informować w sowach.
kontakt dla dziewczyn mających rozdział: czarnakrew12@wp.pl
Buziaki od skruszonej, H.R.
Hej, moje Czytelniczki.Miło, że jednak Was tu troszkę zostało. Motywuje mnie to do pisania jak diabli. Palce z chęcią pośmigałyby po klawiaturze. No ale mój komputer umarł śmiercią nagłą. [*] A wraz z nim umarły 4 strony rozdziału. Część uda mi się odzyskać bo w posiadaniu owej części jest kilka osób. Ten post piszę na starym gruchocie zalegającym w salonie. Nie mam pojęcia kiedy będę miała nowego laptopa. Na rozdział myślę, że poczekacie sobie tydzień-jeśli dziewczyny mające część rozdziału będą tak miłe i mi ją wyślą. Proszę o cierpliwość. Będę Was informować w sowach.
kontakt dla dziewczyn mających rozdział: czarnakrew12@wp.pl
Buziaki od skruszonej, H.R.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Patronus
Hej moi Czytelnicy o ile jeszcze jacyś tu zaglądają. Nie winię Was za to, że porzuciliście tą historię skoro zrobiła to jej autorka świadczy o tym ponad dwutygodniowa przerwa pomiędzy postami. Nie porzuciłam bloga. Piszę rozdział gdy tylko znajdę chwilę. A o tą chwilę strasznie trudno w ostatnim miesiącu szkoły. Pewnie i Wy wiecie jak to jest. Jeszcze do tego wszystkiego pojawiły się wyjazdy w weekendy zabierające całkowicie czas, który mogę poświęcić opowiadaniu. Zapewne zdziwi Was to. Przecież może wziąć laptopa i pisać a jak wróci publikować. To nie takie proste bo teraz siedzę nad książkami. Może gdybym się uczyła bardziej systematycznie... Może. A może i nie. Nauczyciele robią nam prace klasowe za pracami klasowymi. Bo przecież jakoś to ogarniemy. Co z tego, że mogą być max 3 w tygodniu dodadzą jeszcze jedną wpisaną jako sprawdzian. Dlaczego to piszę? Powód prosty- chcę się Wam wytłumaczyć z mojego okropnego zaniedbania dla tego opowiadania. Pewnie czujecie zawód kiedy wchodzicie na blog a tu nadal nic nie ma. Co ta Riddle sobie wyobraża! Przecież ma czytelników a ona tak znika bez zapowiedzi! Obiecuje pustymi słowami kolejne rozdziały które się nie pojawiają...
Otóż, ta okropna Riddle ma też całkiem sporo obowiązków. I ciężko jej jest znaleźć pośród tego najgorszego miesiąca nauki choć chwilę. Mam 2,5 strony rozdziału ale to nie wystarczy bo muszę zawrzeć w tej części kilka bardzo istotnych wątków. Po 20 czerwca pojawi się rozdział kiedy skończy się ta nagonka z nadrabianiem materiałów straconych wciągu roku. Nie podam Wam dokładnej daty bo nie chcę Was rozczarować bardziej niż już to zrobiłam. Jedyne co mogę teraz zrobić to prosić Was żebyście wytrzymali rozchwianie autorki i twardo trwali przy tym opowiadaniu. Kilkoro z Was odeszło. Nie łudzę się, że wrócicie. Nie chcę robić sobie nadziei. Ale będę pisać choćby i dla jednej osoby. Dlaczego? Przecież ostatnio zastanawiałam się czy ciągnięcie opowiadania ma sens. Wiecie dlaczego? Już Wam mówię. Będę publikować dalej dlatego, że sprawia mi to przyjemność. Opowiadanie może nie jest idealne. Niestety. Ale pracuję nad sobą. I z kolejnymi rozdziałami będzie coraz lepiej. Obiecuję. To tym razem nie jest obietnica rzucana na wiatr. Bo pracuję nad sobą dla siebie i dla Was. Ta historia pozwala poznać mi wiele interesujących ludzi.
Rozpisałam się. To brzmi jak pożegnanie choć wcale nim nie jest. Muszę ogarnąć szkołę i wtedy do Was wrócę. Na pewno.
Jest wiele blogerek które obiecują powrót i nie wracają. Jednak ja tak z Wami nie zrobię. Wiecie już dlaczego bo pisanie to moja pasja mój lek na szarą rzeczywistość. Pasja...
I niech tak zostanie. Wrócę po 20 czerwca. A teraz kończę już tego patronusa.
Chcę Wam życzyć cierpliwości i wytrwałości oraz energii by wytrwać przy opowiadaniu.
Sobie życzę wytrwałości i siły.
Bo resztę już mam:
Wspaniałych czytelników.
Dzięki Wam ta historia sprawia mi tak wielką frajdę.
Wenę.
Kapryśną ale zawsze wracającą.
I swoje pomysły.
Szalone i niedorzeczne ale się Wam podobają.
I to mnie cieszy jak nic innego.
Po 20 czerwca pojawi się info o nowej notce.
Dziękuję Wam za uwagę.
Za zrozumienie.
I wytrwałość i tą pasję drzemiącą w każdym z was.
Dziękuje.
Do 20 czerwca.
Buziaki.
H.R
Otóż, ta okropna Riddle ma też całkiem sporo obowiązków. I ciężko jej jest znaleźć pośród tego najgorszego miesiąca nauki choć chwilę. Mam 2,5 strony rozdziału ale to nie wystarczy bo muszę zawrzeć w tej części kilka bardzo istotnych wątków. Po 20 czerwca pojawi się rozdział kiedy skończy się ta nagonka z nadrabianiem materiałów straconych wciągu roku. Nie podam Wam dokładnej daty bo nie chcę Was rozczarować bardziej niż już to zrobiłam. Jedyne co mogę teraz zrobić to prosić Was żebyście wytrzymali rozchwianie autorki i twardo trwali przy tym opowiadaniu. Kilkoro z Was odeszło. Nie łudzę się, że wrócicie. Nie chcę robić sobie nadziei. Ale będę pisać choćby i dla jednej osoby. Dlaczego? Przecież ostatnio zastanawiałam się czy ciągnięcie opowiadania ma sens. Wiecie dlaczego? Już Wam mówię. Będę publikować dalej dlatego, że sprawia mi to przyjemność. Opowiadanie może nie jest idealne. Niestety. Ale pracuję nad sobą. I z kolejnymi rozdziałami będzie coraz lepiej. Obiecuję. To tym razem nie jest obietnica rzucana na wiatr. Bo pracuję nad sobą dla siebie i dla Was. Ta historia pozwala poznać mi wiele interesujących ludzi.
Rozpisałam się. To brzmi jak pożegnanie choć wcale nim nie jest. Muszę ogarnąć szkołę i wtedy do Was wrócę. Na pewno.
Jest wiele blogerek które obiecują powrót i nie wracają. Jednak ja tak z Wami nie zrobię. Wiecie już dlaczego bo pisanie to moja pasja mój lek na szarą rzeczywistość. Pasja...
I niech tak zostanie. Wrócę po 20 czerwca. A teraz kończę już tego patronusa.
Chcę Wam życzyć cierpliwości i wytrwałości oraz energii by wytrwać przy opowiadaniu.
Sobie życzę wytrwałości i siły.
Bo resztę już mam:
Wspaniałych czytelników.
Dzięki Wam ta historia sprawia mi tak wielką frajdę.
Wenę.
Kapryśną ale zawsze wracającą.
I swoje pomysły.
Szalone i niedorzeczne ale się Wam podobają.
I to mnie cieszy jak nic innego.
Po 20 czerwca pojawi się info o nowej notce.
Dziękuję Wam za uwagę.
Za zrozumienie.
I wytrwałość i tą pasję drzemiącą w każdym z was.
Dziękuje.
Do 20 czerwca.
Buziaki.
H.R
piątek, 24 maja 2013
Rozdział XIII cz I
Hej!
Notka nawet szybciej niż zapowiadałam. Taka miła osłoda na piątkowy wieczór. Wiem, że miał być dłuższy ale postanowiłam go podzielić dlatego, że nie wszystko by pasowało w tej części. Mimo,że krótki mam nadzieję, że przyjmiecie go równie entuzjastycznie jak poprzedni rozdział. Podzieliłam go również dlatego, że chciałabym przeciągnąć pewne sprawy bo na ich wprowadzenie jest jeszcze zbyt wcześnie.Starałam się żeby było jak najmniej błędów ale niestety nie dorównuję mojej wspaniałej becie więc musicie mi wybaczyć. Rozdział zapowiada nowy wątek wprowadzony do opowiadania. Jestem z niego zadowolona mimo, że nie powala długością. Dedykacja dla czytelniczki o wdzięcznym nicku Dramione.
Hermiona i Pansy weszły do Wielkiej
Sali, która jeszcze świeciła pustkami. Pięć stołów było już
zastawionych pysznościami idealnymi na drugie śniadanie. Złota
zastawa błyszczała w słońcu wpadającym przez okna. Dziewczyny
spokojnym krokiem podeszły do swojego stołu.
– Co chciał od was, Snape? Chodziło o tą sprawę z
Weasleyem? – zapytała Pansy siadając na ławce.
– Dokładnie o
to chodziło. Weasley przez długi czas będzie odrabiał szlabany. –
powiedziała Riddle z mściwym uśmieszkiem błąkającym się po
wargach. W jej głowie kiełkował plan zemsty na rudzielcu. Pansy
uśmiechnęła się, widząc wyraz twarzy swojej przyjaciółki.
– Co się działo
w klasie? Chcieliśmy zostać ale Paul stwierdził, że powinnaś to
sama z Wieprzem to załatwić. – powiedziała brunetka patrząc na
szatynkę z zainteresowaniem.
– Och, naprawdę nie ma o czym opowiadać. Potter
mnie zaskoczył, stanął w mojej obronie. Dowiedziałam się przy
okazji, że Weasley się we mnie podkochiwał – gdy szesnastolatka
mówiła ostatnie zdanie jej wargi wykrzywiły się w grymasie
obrzydzenia. Pansy ożywiła się nieznacznie na wzmiankę o Harry'm.
– No, wiesz jedno trzeba Bliźnie przyznać. Jest wierny
przyjaciołom. – powiedziała zielonooka nadając swojemu głosowi
stosowną barwę wyższości i pogardy. Jednak jej głos nieco
zmiękł, kiedy wypowiadała słowo „blizna”. Hermiona uniosła
nieznacznie brwi.
– Fakt. Ale jaki byłby z niego
bohater jakby nie był wierny przyjaciołom? – zapytała
retorycznie córka Czarnego Pana.
– Ciekawe co wymyślił Dumbledore, że
powtarzamy zaklęcia z zeszłego roku. – ta sprawa najwyraźniej
nie dawała spokoju, Pansy. Hermionę też to intrygowało ale nie
zaprzątała sobie tym zbytnio głowy skupiona na powtarzaniu w
myślach wszystkich formułek zaklęć przydatnych poza domem. W tym
momencie rozległ się dzwonek obwieszczający koniec drugiej lekcji.
Ze wszystkich stron słychać było tupot stóp uczniów śpieszących
się na śniadanie. Po chwili do sali zaczęli wchodzić uczniowie.
Wśród tłumu Hermiona dojrzała charakterystyczną platynową
czuprynę. Nieco dalej były czupryny dwóch brunetów. Zapewne Paula
i Blaise'a. Jeszcze jedne ogniście rude,długie włosy przykuły
uwagę Dziedziczki Salazara. Poczuła bolesne ukłucie w sercu na
wspomnienie tych wszystkich wieczorów,w Norze, kiedy rozmawiały z
Ginny do późna. Pokręciła nieznacznie głową odganiając te
wspomnienia. To wszystko już odeszło bezpowrotnie. Zauważyła jak
na usta Pansy wpływa delikatny uśmiech, kiedy do Wielkiej Sali
wszedł Harry. Paul,Draco i Blaise przysiedli się do nich z
ożywieniem dyskutując o słabości większości chłopaków tej
szkoły jaką był, zaraz po dziewczynach – quiddicht.
– Diable, musisz ustalić skład drużyny
na ten rok. Chyba, że już to zrobiłeś? – zapytał Draco,
nalewając sobie soku dyniowego do pucharu.
– Właśnie Draco, myślę, że
przyda nam się trochę świeżej krwi do naszego zespołu. Chcemy w
tym roku rozgromić pozostałe domy i zdobyć Puchar. – powiedział
Blaise z uśmiechem. – Masz rację, Draco. Nasi ścigający już
skończyli szkołę w zeszłym roku i te stanowiska są wolne, Paul
jeśli byś był zainteresowany masz te stanowisko. – dodał Zabini
na co Parkinson się szeroko uśmiechnął.
– Chłopaki a
co myślicie o tym żeby drugim ścigającym została dziewczyna? –
zaproponował Teodor Nott, który już od kilku minut przysłuchiwał
się tej wymianie zdań z zainteresowaniem.
– Wiesz
Teo, to nie jest wcale taki zły pomysł. Ale wtedy nie możemy tego
rozgłosić bo stracilibyśmy tylko czas sprawdzając nic nie
umiejące panienki, które przyszłyby tylko dlatego, że w drużynie
jestem ja lub Draco. – powiedział Zabini z błyskiem w oku. –
Więc myślę, że powinniśmy po prostu wybrać kilka dziewczyn,
które widzicie w drużynie. Wybór ma być uzasadniony. – dodał
kapitan drużyny patrząc na surowo na zawodników obecnych przy
stole. Pałkarze byli zajęci jedzeniem, jednak co jakiś czas
zerkali swoimi małymi oczkami na kapitana z takim wyrazem twarzy
jakby uważali. Hermiona uśmiechnęła się delikatnie słysząc
słowa Diabła, który skończył najwyraźniej pouczanie swojej
drużyny i zaczął konsumować tost. Za jego przykładem podążyła
reszta drużyny. Ślizgoni byli tak zajęci rozmową lub spożywaniem
drugiego śniadania, że nikt nie zauważył jak grono pedagogiczne z
dyrektorem na czele zajęli miejsce przy piątym stole. Wielką Salę
wypełniało szczękanie sztućców, odgłosy przeżuwania, połykania
od czasu do czasu słychać było urywek jakiejś rozmowy. Przy stole
domu Węża co kilka minut ktoś rzucał jakąś nieznaczącą uwagę.
Wszystko jednak ucichło jak ucięte nożem, kiedy wstał dyrektor.
Mężczyzna obdarzył uczniów życzliwym spojrzeniem zza
okularów-połówek. Czarodziej sprężystym krokiem podszedł do
mównicy, rozłożył szeroko ramiona jakby chciał objąć całą
Wielką Salę.
– Moi Drodzy! Mam nadzieję, że pierwszą część
dnia mieliście udaną. Zanim pójdziecie na lekcję chciałbym
ogłosić kilka drobnych spraw. Pierwsza sprawa zapewne
zauważyliście, że na lekcjach musicie siedzieć pomieszani domami.
Wiem, że większości z was nie podoba się to. Niestety muszę was
zmartwić. Taki układ będzie trwał przez cały ten rok i może
następny. Stwierdziliśmy na radzie pedagogicznej, że wrogość
pomiędzy domami w tych czasach jest niewskazana. Tylko dzięki
jedności możemy pokonać zło czające się tuż obok. Druga sprawa
zapewne szóstoklasiści i siódmoklasiści zauważyli, że
powtarzają materiał z poprzednich klas , z dość nietypowej
tematyki czyli Magii Pozadomowej. Zaraz dowiecie się dlaczego
powtarzacie akurat ten dział. Trzecia sprawa nieco przyjemniejsza. W
ramach integracji między domami postanowiliśmy zorganizować
Turniej Braterstwa. Będą mogli w nim brać udział wylosowani
uczniowie z szóstej i siódmej klasy. Więcej szczegółów podadzą
wam wieczorem wychowawcy. Dlatego radzę się przyłożyć do
powtórki. A teraz proszę iść na lekcje. – zakończył
przemówienie dyrektor. Po słowach dyrektora na sali zapanowało
duże poruszenie.
– Ale Dropsiaż wymyślił. – powiedziała Pansy
dolewając sobie soku dyniowego.
– Będzie ciekawie. Zawsze lubiłem imprezy w plenerze –
powiedział Blaise z szelmowskim uśmiechem.
– Co mamy teraz? –
zapytał Paul. Wielka Sala powoli opustoszała.
– Zielarstwo. – skrzywił się Smok. Nigdy nie
przepadał za tym przedmiotem. Czwórka Ślizgonów z niechęcią
ruszyła po książki po czym swoje kroki skierowała do szklarni
numer dwanaście gdzie według rozpiski mieli mieć te zajęcia.
Klasa była już w szklarni. Spóźnialscy szybko weszli do środka.
Profesor Sprout odwróciła się w ich kierunku z życzliwym
uśmiechem.
– Zajmijcie wolne miejsca. Dzisiaj będziemy się
uczyć rozpoznawać użyteczne magiczne rośliny dla danego obszaru.
Mieliśmy wstęp do tego w zeszłym roku, jednak na życzenie
dyrektora będziemy poszerzać swoją wiedzę w tym zagadnieniu. Ta
lekcja odbędzie się w specjalnie zagrodzonej i zaczarowanej strefie
Zakazanego Lasu. Profesor Dumbledore stwierdził, że nic was tak
dobrze nie nauczy jak praktyka. I ma rację. Proszę zostawić swoje
torby w szklarni i ruszamy! – powiedziała dziarsko czarownica
poprawiając tiarę wyświechtaną ziemią. Klasa szybko wyszła i
ustawiła się w parach. Hermiona uśmiechnęła się pokrzepiająco
do Draco, który miał niezbyt wesołą minę. Blondyn machinalnie
odwzajemnił uśmiech. Nieco przed grupką Ślizgonów szedł Ron z
Harry'm. Rudzielec mówił o czymś z ożywieniem. Ślizgoni
nadstawili uszu i podeszli bliżej.
– Wiesz co ten Nietoperz dał mi za
szlaban?! – w głosie Weasleya było słychać wściekłość.
– Trzeba było nie obrażać Hermiony –
odpowiedział mu ze spokojem Harry.
– On kazał mi posprzątać
wszystkie opuszczone klasy! A tam jest pełno no wiesz czego. –
powiedział przygaszonym tonem Gryfon. Hermiona uśmiechnęła się
przebiegle. Jej plan zemsty już był gotowy.
– Uderzysz w
jego słaby punkt? – domyśliła się Pansy również uśmiechając
się w podobny sposób.
– O tak, dokładnie. – potwierdziła z
mściwym uśmiechem Dziedziczka Slazara.
– Co za szatański plan wymyśliłaś nasza sprytna, wydro?
– zapytał Blaise równając się z nimi. Paul i Draco też
nadstawili uszu z ciekawością.
–
Dowiesz się później, Blaise. – odpowiedziała z tajemniczym
uśmiechem Miona.
– Och,Mionko nie zapominaj kto jest Diabłem w
tej szkole. – upomniał ją żartobliwie Zabini.
– Widzę, że nasz Diabełek ma kompleksy. –
zadrwił Draco.
– Smoczku już ty mi tu o kompleksach nie praw. To nie
ja układam grzywkę przez dwie godziny. Dla pewnej pani oczywiście.
– odgryzł mu się Diabeł. Draco zazgrzytał zębami jednak nic
nie powiedział. Hermiona i Pansy wybuchnęły śmiechem. Dotarli do
linii Zakazanego Lasu. Jednak ten fragment nie przypominał tak
dobrze znanej im puszczy.
– Na workowate gatki Merlina...
– szepnęła Hermiona patrząc urzeczona na fragment lasu. Ten las
przypominał lasy o jakich czytało się w bajkach.
–
Proszę się nie rozdzielać. Wasze dzisiejsze zadanie będzie się
odbywało w parach. Dziś możecie się sami dobrać. Tak będzie
sprawniej. Zaraz pokażę wam rośliny, które macie znaleźć. –
powiedziała profesor Zielarstwa stając na pniu powalonego drzewa,
gdyż nie była zbyt wysoka. – Proszę się ustawić w półkole
tak żeby wszyscy dobrze widzieli. – klasa wyjątkowo szybko
wykonała polecenie. – Bardzo dobrze. Więc zaczynamy! –
czarownica wyciągnęła różdżkę i machnęła nią krótko. W
powietrzu zawisł obraz rośliny z bladoróżowymi kwiatami o
podłużnych płatkach.
– Ternalua * inaczej kwiat obfitości. Ta roślina ma bardzo szeroką gamę zastosowania. Można z niej przyrządzić niemal każdą potrawę jeśli potrafi się wydobyć z tej rośliny jej magiczne właściwości co nie jest łatwym zadaniem. Ja wam tego sposobu nie zdradzę dlatego, że każdy musi odnaleźć swój własny sposób. Wykorzystywana jest z powodzeniem w magomedycynie jako opatrunek robiony z jej płatków. Kiedy już ją znajdziecie podam wam więcej zastosowań. Szukajcie jej wysoko na drzewach. Jest odporna na zaklęcia przywołujące. Na jej znalezienie macie trzydzieści minut. Miejsce zbiórki będzie oznaczone zieloną gwiazdą. Proszę aby każdy wziął sobie koszyk ze sterty. Przynieście wraz z cebulką. Po jedną cebulkę na głowę. Macie pięć minut na znalezienie pary. – czarownica usiadła na pniaku.
– Ternalua * inaczej kwiat obfitości. Ta roślina ma bardzo szeroką gamę zastosowania. Można z niej przyrządzić niemal każdą potrawę jeśli potrafi się wydobyć z tej rośliny jej magiczne właściwości co nie jest łatwym zadaniem. Ja wam tego sposobu nie zdradzę dlatego, że każdy musi odnaleźć swój własny sposób. Wykorzystywana jest z powodzeniem w magomedycynie jako opatrunek robiony z jej płatków. Kiedy już ją znajdziecie podam wam więcej zastosowań. Szukajcie jej wysoko na drzewach. Jest odporna na zaklęcia przywołujące. Na jej znalezienie macie trzydzieści minut. Miejsce zbiórki będzie oznaczone zieloną gwiazdą. Proszę aby każdy wziął sobie koszyk ze sterty. Przynieście wraz z cebulką. Po jedną cebulkę na głowę. Macie pięć minut na znalezienie pary. – czarownica usiadła na pniaku.
– Będziemy razem w parze? –
zapytał ten tak dobrze Hermionie znany, aksamitny głos od którego
poczuła dreszcze na całym ciele.
Komentujcie :*
Buźki
H.R.
* Teranula- roślina będąca wytworem
mojej wyobraźni. Pojawi się ich tu jeszcze kilka na potrzeby
Turnieju.
Komentujcie :*
Buźki
H.R.
środa, 22 maja 2013
Rozdział XII
I jest notka. Wasze komentarze bardzo pomogły mi w jej napisaniu. Może nie jest specjalnie długa ale jest bardzo ważna dla dalszej części opowiadania. Nie mogę uwierzyć w to, że to już dwunasty rozdział tej historii. Zaskoczyliście mnie ilością komentarzy jak już pisałam. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie. Podziękowania dla Lilee za betę. Moja kochana beta musi sobie zrobić przerwę w betowaniu dlatego, że się przeprowadza, więc będziecie skazani na przeokropny brak przecinków. (Pracuję nad tym! ) Nie przedłużając. Tak długo wyczekiwana notka! Jeszcze jedno; wena jest już w normie dzięki Wam. Po komentarzach stwierdziłam, że nie mogę zrobić osobowej dedykacji. Dedykacja dla wszystkich czytelników i świetnej Lilee.
Biały
promień* ugodził Rona prosto w pierś. Rudzielec zatoczył się
lekko i spojrzał na Hermionę nieprzytomnym wzrokiem. Zaskoczona
Riddle odwróciła się na pięcie, by zobaczyć, jak Harry z zaciętą
miną chowa różdżkę w kieszeni szaty. Klasa momentalnie
opustoszała. Nikt nie chciał być posądzony o udział w tym
zdarzeniu. Mimo ciekawości, uczniowie wiedzieli, że posypałyby się
szlabany, a był to pierwszy dzień szkoły. W klasie zostali tylko
Draco, Harry, Hermiona i Ron. Obok bruneta stał
Malfoy z ręką na kieszeni, w której miał różdżkę a na
jego twarzy malowało się zdumienie.
– Nie musiałeś,
Harry– powiedziała nienaturalnym głosem Ślizgonka, patrząc na
Wybrańca.
– Musiałem. To, że nie jesteśmy
już przyjaciółmi, nie oznacza, że pozwolę, aby ktoś cię
obrażał. – Te słowa wybudziły Rona z dziwnego, trwającego
kilkanaście sekund, letargu. Twarz Weasleya była purpurowa z
oburzenia. Jednak jego złość nie była skierowana ku Hermionie,
lecz ku Draco.
– Ten tleniony śmierciożerca mnie
zaatakował! – oburzył się rudowłosy,
patrząc na Harry'ego.
– Malfoy nie zrobił tego, o co go
oskarżasz. Zrobiłem to ja – powiedział ze spokojem Złoty
Chłopiec. Hermiona spojrzała na niego tak, jakby widziała go
pierwszy raz w życiu.
– Nawet ty przeciw mnie?! Wybierasz
tę nie wartą złamanego knuta maszynkę do prac domowych?! ONA wyda
cię swojemu ojcu! A jej śmierciożerca, jej pomoże! – Potter w
odpowiedzi na tyradę
przyjaciela chciał znowu wyciągnąć różdżkę, lecz blondyn był
szybszy. Chwycił Weasleya za przód szaty i podniósł do góry.
Hermiona była zbyt oniemiała słowami Rona, by zareagować.
– Nigdy więcej nie nazywaj tak
Hermiony, Wieprzelu. Hermiona jest tysiąc razy więcej warta niż
ty, brudny zdrajco krwi. Inaczej zobaczysz, co potrafi ten tleniony
śmierciożerca – wysyczał Draco, a w
jego głosie brzmiała niekontrolowana furia. Kiedy skończył mówić,
puścił Rona, który z głuchym łoskotem upadł na podłogę.
Gryfon natychmiast wstał i zamachnął się pięścią na Dracona,
jednak nim sięgnęła celu, jego rękę przeszył ogromny ból. Do
akcji wkroczyła Hermiona, a w jej oczach błyszczała żądza mordu.
Powoli zbliżyła się do Rona, który odruchowo cofnął się o
krok. Harry z obawy o przyjaciela zrobił krok w jego kierunku,
jednak Draco powstrzymał go, chwytając jego ramię. W stalowych
oczach Ślizgona błyszczała furia.
– Poczekaj, Bliznowaty. Ktoś musi
pokazać Wieprzowi, gdzie jest jego miejsce – powiedział cicho
Malfoy, przypatrując się zaistniałej sytuacji z nieskrywaną
ciekawością. Harry spojrzał na blondyna ze wściekłością i
wyrwał swoje ramię z jego uścisku. Brunet wyglądał na gotowego
wkroczyć natychmiast do akcji.
– Co zrobiłaś Harry'emu?! –
Riddle prychnęła pogardliwie, podchodząc bliżej Weasleya. Była
od niego wyższa o dwa cale, co dawało jej przewagę nad chłopakiem.
– Oj, Weasley, sądzisz, że naprawdę
musiałam coś robić Potterowi,ż eby mnie poparł? Przecież to ty
robisz z siebie idiotę, nie ja. Kto chciałby mieć coś takiego za
przyjaciela? Jesteś żałosny. Kiedyś pożałujesz tego dnia, kiedy
zadarłeś z Hermioną Riddle –
powiedziała Hermiona złowieszczym tonem. Odwróciła się na pięcie
i spokojnym krokiem wyszła z klasy. Nim drzwi trzasnęły,
usłyszała, jak Ron mówi do Harry'ego:
– Pomyśleć, że kochałem ją przez te całe
pięć lat. Nie mogę uwierzyć, że stanąłeś w jej obronie,
stary. – Hermiona była zaskoczona wyznaniem rudego. Ona nigdy nic
takiego do niego nie czuła. Był dla niej przyjacielem, nikim
więcej.
Nie musiała się odwracać,
żeby wiedzieć, że Draco za nią idzie. Korytarz był pełen
rozbieganych pierwszoroczniaków z Ravenclawu i Hufflepuffu .
Hermiona szła pierwsza, jedenastolatkowie przepuszczali ją w
milczeniu. W oczach dzieci można było dostrzec strach. Po kilku
minutach byli już w lochach, dopiero tu Smok się z nią zrównał.
– Hermiono...– W głosie
arystokraty słyszalna była nuta niepewności. Riddle spojrzała na
niego, unosząc pytająco brew.
– Panno Riddle, panie Malfoy, proszę
do mojego gabinetu. – Za plecami dwójki szóstoklasistów rozległ
się pełen opanowania głos Severusa Snape'a.
Dwójka młodych czarodziei wymieniła
pomiędzy sobą zdziwione spojrzenia. Mistrz Eliksirów poprowadził
ich do ciemnego, ale schludnego
pomieszczenia. Gabinet przez ciemne dębowe meble sprawiał wrażenie
surowego. Obok biurka stał wielki cynowy kociołek. Ściany były
zastawione półkami z różnokolorowymi eliksirami. Jedyna ściana –
wolna od półek – była za biurkiem. Nieco dalej od biurka
znajdował się srebrny kominek z małą doniczką na gzymsie.
Severus usiadł w ciemnym skórzanym fotelu. Gestem szczupłej dłoni
nakazał usiąść swoim wychowankom na dwóch czarnych skórzanych
krzesłach. Czarne oczy mężczyzny świdrowały dwójkę Ślizgonów.
– Proszę mi powiedzieć, o co
chodziło z panem Weasleyem , który po
lekcji zaklęć przyszedł do mnie, by na was donieść. Jednak jego
mała inteligencja nie pozwoliła mu dokładnie wyjaśnić całej
sytuacji. Słucham – nakazał
nauczyciel spokojnym tonem.
– Ten zdrajca krwi nazwał Hermionę
moja dziwką. Na nic lepszego go nie stać –
powiedział z pogardą Draco, nie patrząc na nauczyciela. W środku
chłopaka aż się gotowało.
– A na jakiej podstawie pan Ronald
doszedł do takich inteligentnych i typowych dla niego wniosków? –
zapytał Snape, unosząc brew. Hermiona
milczała, pozwalając, żeby Draco
wyjaśnił całą sytuację.
– Profesor Flitwick poprzesadzał
nas, mieszając z Gryfonami –
powiedział Malfoy, wykrzywiając wargi
w grymasie niezadowolenia.
– Wysłałem liścik do Hermiony, czy możemy pogadać po lekcji. Kiedy zadzwonił dzwonek i Hermiona się pakowała, wypadły jej nasze liściki, a Weasley je podniósł. Dając pokaz swojego niewychowania, przeczytał je. Później wyzwał Hermionę i wtrąciło się Złote Dziecko Gryffindoru, miotając w rudego jakimś zaklęciem.Rudy się wkurzył na Bliznę. Wkroczyłem do akcji. Trochę go poszarpałem i wtrąciła się Miona. Pokazała mu, gdzie jest jego miejsce. – Blondyn obojętnym tonem streścił całe zajście.
– Rozumiem. – Snape wstał z fotela
i podszedł do kominka. Wsypał do niego garść proszku Fiuu.
Pomieszczenie rozjaśniło się zielonym płomieniem.
– Minervo, przyślij do mnie Ronalda Weasleya. Natychmiast –
powiedział chłodnym tonem Mistrz Eliksirów.
– Oczywiście,Severusie –
odpowiedział mężczyźnie kobiecy głos z kominka.
– Hermiono, proszę, poczekaj przed
wejściem. Chciałbym porozmawiać z Draco – zwrócił się do niej
opiekun domu. Hermiona bez zbędnych pytań opuściła pomieszczenie.
Perspektywa Draco
– Draco, chciałeś ze mną
porozmawiać – powiedział Severus, gdy za Hermioną zamknęły się
drzwi. Nauczyciel zajął miejsce za biurkiem.
– Prosiłem cię, żebyś nie czytał
mi w myślach! – oburzył się blondyn.
– To dlaczego się nie
pilnujesz? Każdy członek Zakonu Feniksa mógłby to zrobić z
łatwością! To, czego uczyła cię Bellatriks, poszło na marne?
Musisz myśleć, Draco. Zacznij używać tego, co masz pod tymi blond
włoskami! – powiedział Severus z przyganą w głosie. – O
czym chciałeś porozmawiać? Mów, nie mamy zbyt wiele czasu –
ponaglił ucznia czarodziej.
– Wiesz o tym spisku Czarnego Pana
dotyczącym Hermiony i Pottera. – Snape gestem ręki kazał mu
zamilczeć, po czym rzucił kilka zaklęć wyciszających i
uniemożliwiających podsłuchiwanie.
– Merlin cię
opuścił, Draco?! Rozmawiać o JEGO planach w niezabezpieczonym
gabinecie w Hogwarcie, gdzie jest tak wielu członków Zakonu
Feniksa?! – Mężczyzna pokręcił głową.
– Nie możemy mu pozwolić jej skrzywdzić przez jego chorą
potrzebę pokonania tego nic nie wartego Dziecka z Blizną. Musisz mi
pomóc ją chronić– powiedział młody Ślizgon, patrząc na
opiekuna domu z nadzieją. Severus był jedyną osobą, poza
przyjaciółmi, której w tej szkole mógł zaufać. Mężczyzna
westchnął cicho. Otwierał usta, żeby
coś odpowiedzieć, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
– Dokończymy naszą rozmowę, jak
rozprawię się z Weasleyem.
Poczekaj przed gabinetem i powiedz Hermionie, że może wrócić na
lekcje – polecił Snape tonem jakiego zwykle używał wobec uczniów
innego domu. Draco skinął głową i bez słowa opuścił gabinet.
Rudy Łasic stał przed gabinetem z kwaśną miną. Hermiony nie
było. Weasley bez słowa wszedł do gabinetu. Perfekt Naczelny
uśmiechnął się delikatnie. Cieszyły go porażki wrogów.
Perspektywa Hermiony
Stała pod gabinetem Mistrza Eliksirów
przez dłuższą chwilę. Kiedy rozległ się dzwonek,
zdecydowała, że pójdzie na lekcję, bo następna była
transmutacja. Nie chciała podpaść swojej byłej opiekunce domu.
Przywołała książki i ruszyła ponownie na pierwsze piętro.
Profesor od transmutacji akurat wpuszczała uczniów do klasy.
Hermiona szybko weszła i zajęła miejsce koło Pansy.
– Gdzie byłaś z Draco, Miona? –
zapytała brunetka szeptem, kiedy wyciągały książki.
– U Snape'a
– odpowiedziała krótko Riddle.
– Na dzisiejszej lekcji przetestuję
umiejętności jakie nabyliście przez te pięć lat nauki
– oznajmiła profesor McGonagall,
patrząc surowo na klasę. Machnięciem różdżki wyczarowała na
każdej z ławek po dwie niewielkie dębowe deski i jeden skrawek
materiału.
– Proszę przetransmutować te materiały w łóżko używając
zaklęć niewerbalnych – poleciła swoim uczniom i zaczęła krążyć
po klasie. Hermiona wraz z Pansy w skupieniu uniosły różdżki i
machnęły nimi krótko zataczając półokrąg. Przez kilka sekund
nic się nie działo. Aż rozległ się trzask i przed dwoma
Ślizgonkami pojawiło się dwuosobowe łóżko. McGonagall podeszła
i sprawdziła trwałość transmutacji.
– Plus dziesięć punktów dla
Slytherinu – mruknęła niechętnie.
Machnięciem różdżki cofnęła transmutację. – Proszę
wyczarować namiot z tych samych materiałów. Również niewerbalnie
– poleciła. To zadanie było dużo trudniejsze. Reszta klasy
jeszcze patrzyła tępo na swoje materiały. Paul, podobnie jak jego
siostra bliźniaczka i Hermiona, nie
miał trudności z transmutacją. Po chwili przed Mioną i Pansy
pojawił się niewielki namiot na dwie osoby. Musiały jeszcze podać
parę podstawowych zaklęć transmutujących przydatnych poza domem.
– Dobrze. Panna Riddle i Panna Parkinson mogą iść. Wiecie może, gdzie jest pan Malfoy i pan Weasley? – spytała zastępczyni dyrektora.
– Dobrze. Panna Riddle i Panna Parkinson mogą iść. Wiecie może, gdzie jest pan Malfoy i pan Weasley? – spytała zastępczyni dyrektora.
– Z tego, co wiem, są u profesora
Snape'a – odpowiedziała natychmiast
Miona, pakując książki do torby.
Razem z Pansy szybko opuściły salę.
– Ciekawe czemu mają służyć ćwiczenia akurat tej podstawowej magii. Przerabialiśmy ją już przecież rok temu – zastanawiała się Pansy, kiedy zamknęły się za nimi drzwi klasy. Hermiona wzruszyła ramionami. Ruszyły w kierunku Wielkiej Sali na drugie śniadanie. Już za kilka chwil miały się dowiedzieć, po co to wszystko.
– Ciekawe czemu mają służyć ćwiczenia akurat tej podstawowej magii. Przerabialiśmy ją już przecież rok temu – zastanawiała się Pansy, kiedy zamknęły się za nimi drzwi klasy. Hermiona wzruszyła ramionami. Ruszyły w kierunku Wielkiej Sali na drugie śniadanie. Już za kilka chwil miały się dowiedzieć, po co to wszystko.
* Biały promień – zaklęcie,
którego nauczył Harry'ego Syriusz. Polega ono na niemożności
obrażania wybranej osoby. To zaklęcie w tym rozdziale zostało
przez Pottera rzucone niepoprawnie.
czwartek, 16 maja 2013
Ważny patronus!!!
Wiem, że notka powinna już się tu pojawić ale... No, właśnie jest pewno ale. Jestem zawiedziona liczbą komentarzy. To źle wpływa na moją wenę. Cieszy mnie każdy komentarz bo chcę poznać Waszą opinię na temat tego opowiadania. Doceniam każdą chwilę jaką poświęcacie czytając to co tu publikuję. Ale skoro już poświęcacie te kilka chwil na przeczytanie poświęćcie też chwilkę na skomentowanie, pozostawienie śladu po sobie. To naprawdę pomaga mojej wenie. Łatwiej jest mi pisać kiedy przeczytam Wasze opinie. Nie mam pojęcia kiedy pojawi się rozdział... To zależy od Was. Bo to dzięki Wam piszę. Mam motywację. Pomysły nie wystarczą. Potrzebuję też kogoś kto te pomysły przeczyta, oceni. Dziękuje Wam za uwagę. Nie wyznaję zasady czytasz=komentujesz ale te komentarze są dla mnie cenne. Myślę, że jak będzie 20 komentarzy to zacznę pracować nad rozdziałem.
Dziękuję za uwagę.
Pozdrawiam H.R
Dziękuję za uwagę.
Pozdrawiam H.R
niedziela, 12 maja 2013
Rozdział XI cz II
Hej,
Po długiej przerwie kolejna notka. Podziękowania dla Lilee za betę. Z dedykacją dla Flo :*
Opóźnienie spowodowane brakiem czasu i weny. Brak weny wywołany przez małą ilość komentarzy.
Kolejna notka w środę albo czwartek.
Po długiej przerwie kolejna notka. Podziękowania dla Lilee za betę. Z dedykacją dla Flo :*
Opóźnienie spowodowane brakiem czasu i weny. Brak weny wywołany przez małą ilość komentarzy.
Kolejna notka w środę albo czwartek.
Panno Riddle,
Proszę o przybycie do mojego
gabinetu zaraz po śniadaniu.
Hasło do gabinetu to:
Krwotoczki Truskawkowe.
Albus Dumbledore
Westchnęła cicho. Spodziewała się
wezwania do gabinetu dyrektora od momentu uczty. No cóż, jej
zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Żałowała tego, jak
się zachowała, choć nigdy by się do tego nie przyznała. Uniosła
wzrok znad pergaminu i zauważyła, jak Blaise wymienia znaczące
spojrzenia z Draco, który właśnie zajął miejsce koło niego,
uporawszy się z rozdawaniem planów zajęć. Z kamienną twarzą
zwinęła pergamin i schowała go do kieszeni, po czym szybko
przejrzała plan na cały tydzień. Nie wydawał się jej taki zły.
Zerknęła jeszcze na dół pergaminu, gdzie były wypisane domy z
jakimi mieli poszczególne lekcje. Zdębiała. Każda lekcja była z
Gryfonami. Rozejrzała się. Większość Ślizgonów jeszcze jadła,
nie zwracając uwagi na plan. Kilku z tych, którzy już zjedli,
miało niezbyt ciekawe miny.
– Jak tam nasz
nowy plan, Miona? – zapytał Blaise, nalewając sobie soku
dyniowego do pucharu.
– Koszmar, wszystkie lekcje z
Gryfiaczkami – odpowiedziała Dziedziczka Salazara ponuro.
– Milusio – powiedział ironicznie Paul.
Pansy, która dopiero teraz dosiadła się do stołu. Zobaczywszy
niezadowolone miny współmieszkańców domu, uniosła pytająco
brwi.
– Pansy, zerknij
na plan, to będziesz skakać z radości tak jak my - powiedział
Diabeł, patrząc ponuro na stół Gryfonów. Wzrok
Hermiony podążył za jego,jednak zatrzymał się na wychodzącym z
sali dyrektorze. Ślizgonka wstała niechętnie i, zabierając swój
plan, udała się w ślad za Białym
Trzmielem.
– Gdzie idziesz, Miona? – zapytał ją Draco,
siląc się na swobodny ton. Po plecach dziewczyny przebiegł
dreszcz, kiedy przypomniała sobie o podsłuchanej przez Malfoya
rozmowie.
– Do łazienki– zełgała gładko
i szybko wyszła z Wielkiej Sali odprowadzana spojrzeniem
szaro-niebieskich oczu. Po kilkunastu minutach była już przed dwoma
gargulcami chroniącymi wejście do gabinetu przywódcy Zakonu
Feniksa.
– Hasło? – zapytał
skrzekliwym głosem jeden z nich.
– Krwotoczki Truskawkowe
– powiedziała czarownica. Kiedy odsłoniło się przejście,
szybko weszła na jeden ze stromych stopni. Schody ożyły, wioząc
ją ku drzwiom prowadzącym do gabinetu. Zapukała i kiedy usłyszała
„ Proszę ”, weszła bez wahania. Albus Dumbledore siedział za
biurkiem, gładząc pierścień z popękanym kamieniem, a tuż obok
biurka stała żerdź, na której drzemał feniks Fawkes. Za plecami
starszego mężczyzny wisiały portrety jego poprzedników, które
jednak pozostawały puste. Dyrektor podniósł wzrok i spojrzał na
nią przenikliwie.
– Witam, panno Riddle. Proszę, usiądź. – Kiedy
wykonała jego polecenie, czarodziej kontynuował:
– Zapewne
domyślasz się, po co cię tu wezwałem. Twoje zachowanie podczas
uczty rozczarowało mnie. I to dość dotkliwie. Jednak nie jestem
pewien, czy to rozczarowanie jest negatywne. Spodziewałem się, że
córka Lorda Voldemorta będzie taka jak on. Ty nie jesteś taka. Od
momentu, kiedy dowiedziałem się o
twoim pochodzeniu, zacząłem cię oceniać od nowa, porównywać
zarówno do Toma, jak i do Camile. Nie zamknąłem tej oceny.
Człowieka nie da się ocenić od nowa w jeden wieczór. Moja ocena
nie jest zamknięta, Hermiono. Czy naprawdę pochodzenie ma aż takie
znaczenie? Przez pięć lat byłaś uważana za córkę mugoli i czy
przez to miałaś jakiś problem w zostaniu najlepszą uczennicą tej
szkoły? – Dziewczyna siedziała wsłuchana w słowa starca.
Zamyśliła się. Pochodzenie kiedyś było dla niej nieistotne. To
tylko dlatego, że jej pochodzenie nie było warte uwagi. Teraz ma
powód do dumy. W końcu jest córką dwójki najpotężniejszych
czarnoksiężników.
– Profesorze, wtedy nie miałam powodu, by
zwracać uwagi na swoje pochodzenie. Wstydziłam się go –
powiedziała bardzo cicho Hermiona, nie patrząc na starca. Jednak
pięć lat wyzwisk ze strony mieszkańców jej obecnego domu nie było
łatwe. Nigdy nie pomyślałaby o tym, że kiedyś będzie z nimi w
bardzo dobrych stosunkach. Dziewczyna w duchu zaczęła rozważać
słowa przywódcy Zakonu Feniksa.
– Hermiono, pochodzenie nie
kształtuje człowieka w tak wielkim stopniu, jak robi to miłość.
Nikt nie rodzi się zły. Każdy ma prawo wyboru, jakim się stanie.
Bo to od nas zależy, którą stronę wybierzemy – powiedział
Albus, a w jego oczach szesnastolatka
dostrzegła zrozumienie. Poczuła się trochę niezręcznie.
Spodziewała się przygany i kary, a nie pogadanki o pochodzeniu i
kształtowaniu się charakteru człowieka.
– Panie profesorze, czy dlatego mnie
pan tu wezwał? – zapytała Riddle, siląc się na uprzejmy ton. Ta
demonstracja na uczcie po słowach dyrektora wydawała się jej
dziecinna i niedojrzała. Powinna się zachować z godnością i
okazywać stosowny szacunek osobom starszym, jak wpajała jej to
przez długi czas Jeane. Może i wiele się zmieniło, ale szacunek
wobec tego czarodzieja pozostał gdzieś w głębi niej.
–
Widzę, że nadal jesteś osobą twardo stąpającą po ziemi
– powiedział Albus, uśmiechając się bardzo delikatnie,
niemal niezauważalnie, ale bystre oczy Hermiony dostrzegły to. Była
Perfekt Naczelna wyprostowała się z dumą w bordowym nieco
podniszczonym fotelu. Jednak nie odpowiedziała na uśmiech
dyrektora, rozglądając się ciekawie po okrągłym pomieszczeniu,
w którym była jeden jedyny raz na bardzo krótko, więc nie miała
okazji do dokładnych oględzin. Po gabinecie były porozstawiane
niskie okrągłe stoliki z dziwnymi srebrnymi przedmiotami o długich
nóżkach. Lekko zmarszczyła brwi zaintrygowana tymi przedmiotami.
– Widzę, że
ciekawi cię moje srebro do transmutacji, znane bardziej pod nazwą
łacińską: argentum transfiguratione. – W ciepłym głosie
dawnego nauczyciela transmutacji szesnastolatka wychwyciła nutkę
zadowolenia. Kiedyś w jednej z ksiąg w bibliotece, którą
wypożyczyła jako lekturę uzupełniającą z transmutacji, znalazła
o tym srebrze wzmiankę bardzo niewielką, ale intrygującą.
Przeszukała całą bibliotekę Hogwartu i zawiodła się na niej po
raz pierwszy od pięciu lat.
– Panie
profesorze, a mógłby mi pan przybliżyć
trochę historię tego srebra? – zapytała Miona z błyskiem w
czekoladowych oczach. Starożytna Magia zawsze ją fascynowała o
wiele bardziej, niż mogłaby się do tego przyznać. Starzec
uśmiechnął się dobrodusznie.
– Chyba nie po to cię tu wezwałem, Hermiono
– przypomniał jej. Ona natychmiast się spięła. Przecież
byli po przeciwnych stronach barykady. Czego ona oczekiwała? Że
profesor jakby nigdy nic udzieli jej informacji, które mogłaby
przekazać ojcu? Westchnęła ciężko. Dyrektor dostrzegł jej
napięcie, a jego oczy posmutniały.
– Chętnie bym z tobą porozmawiał na temat Starożytnej
Magii, ale niestety okoliczności nam
nie sprzyjają– powiedział smutnym głosem, kręcąc młynka
kciukami. Szesnastolatka nie odpowiedziała, patrząc na swoje
dłonie.
– Hermiono,
mogłabyś mi podać tamtą tacę ze stolika pod oknem? – poprosił
dyrektor z delikatnym uśmiechem. Szesnastolatka westchnęła
niesłyszalnie i spełniła prośbę Albusa. Kiedy Dziedziczka
Salazara wstała i odwróciła się do byłego nauczyciela plecami,
ten machnął krótko różdżką, rzucając na jej lewy rękaw szaty zaklęcie niewerbalne. Gdy
brązowowłosa stawiała na biurku tacę z różnymi fiolkami i
małymi pudełeczkami jej lewy rękaw szaty podwinął się, ukazując
blade przedramię szesnastolatki. Szybko opuściła go i spojrzała
na dyrektora, który odwzajemnił spojrzenie. Jego przenikliwe oczy
były pozbawione jakichkolwiek emocji. Albus Dumbledore mógł być
spokojny, przynajmniej do czasu. Najlepsza uczennica tej szkoły
jeszcze nie była w szeregach Czarnego Pana.
– Panie profesorze,
czy mogę już iść? Za niedługo mam zajęcia i nie chciałabym się
spóźnić. – powiedziała Riddle, pozwalając
sobie na delikatny uśmiech. Profesor skinął głową,
skupiając całą swoją uwagę na fiolkach przyniesionych przez
dziewczynę.
– Pamiętaj, że masz wybór,
Hermiono – powiedział jej na pożegnanie dyrektor. Czarownica
uniosła brwi i wyszła z gabinetu. Skierowała się do lochów. Po
dłuższej chwili stanęła przed wejściem do Pokoju Wspólnego i
wypowiedziała hasło, na które ściana ożyła i rozsunęła się
bezszelestnie, odsłaniając wejście. Riddle przekroczyła próg i
zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, szukając Pansy i reszty
Ślizgonów. Znalazła ich rozłożonych leniwie na fotelach w jednym
z kątów pokoju. Ruszyła w tamtym kierunku.
– Mioneczko, coś długo cię nie było –
powiedział Blaise, udając swobodny ton. Dziewczyna uśmiechnęła
się z wysiłkiem.
– Zaszłam do sowiarni zobaczyć, czy jest tam odpowiednia sowa,
żebym mogła wysłać list do matki, ale nie było tam sowy, która
wpadłaby mi w oko– mruknęła lekkim tonem Hermiona. Przyjaciele
wyraźnie się odprężyli. Uwierzyli mi – pomyślała z
ulgą, opadając na fotel bliżej Pansy.
–
Miona, listy do rodziny możemy wysyłać tylko przez Snape'a. Aż
dziwne, że cię nie zaprosił do siebie, bo Paul już u niego był –
powiedziała szybko czarnowłosa.
- U nas w Slytherinie jest to
normalne, że jeśli mamy jakiś problem możemy się zwrócić do
Severusa. Zawsze opiekuje się nowymi uczniami, pomaga im się
odnaleźć. Ale przecież nie jesteś już dzieckiem i w dodatku masz
nas, więc pewnie uznał, że my zajmiemy się tobą– dodała, a
Miona zmarszczyła brwi nieco zaskoczona, przypominając sobie swoje
pierwsze dni w Hogwarcie. W tych wspomnieniach szukała Minerwy
McGonagall. Czarownica nie była idealną opiekunką, ale mimo tego
wszyscy jej wychowankowie mogli darzyć ją zaufaniem, choć nie
zawsze im pomagała. Gryfoni musieli polegać na sobie samych.
Hermiona wiedziała, że gdyby nie przyjaciele, ona sama już dawno
by się załamała.
– Pewnie Gryfonów McOkularnica tak
nie traktuje. Ale to dlatego, że Gryfiaki są lubiane przez dwa
pozostałe domy. Chociaż ja nie mam pojęcia za co. No, może
dlatego, że jest tam Cudowne Dziecko Z Blizną. My Ślizgoni musimy
polegać tylko na swoim gronie i na nikim więcej. No, ale tak jest
lepiej. Bo przemądrzałe Kruczki potrafią być irytujące. A
Puchoneczki są tak ciotowate, że aż żal mówić
– dodał Blaise z delikatnym, pełnym pogardy uśmiechem błądzącym po wargach. Riddle musiała
po chwili zastanowienia przyznać Diabłu rację co do domów.
– Co mamy pierwsze? –
zapytał Draco, wodząc wzrokiem po pokoju bez żadnego
zainteresowania.
– Zaklęcia– odpowiedziała Hermiona, wyciągając
plan zajęć z kieszeni. Profesorowie zadbali,
by te skrawki pergaminu były odporne na plamy i zgniatanie.
Przyjaciele zaczęli naśmiewać się z Gryfonów i ich wątpliwych
umiejętności czarodziejskich. Westchnęła cicho, zerkając na
zegar wiszący naprzeciwległej ścianie – skrzaty musiały go
zawiesić w czasie śniadania. Było to urządzenie w dużej mierze
przypominające swój mugolski odpowiednik. Ot, taki zwykły, stary
zegar ścienny w drewnianej obudowie. Jednak ten zegar miał siedem
wskazówek będących tak właściwie małymi srebrnymi wężami. Na
ich grzbietach zielonymi literami były napisane numery klas. A na
zielonej tarczy zamiast godzin srebrnymi literami wypisano
przedmioty. Wskazówka klasy szóstej przeskoczyła na pozycję
ZAKLĘCIA, mniejszymi literami tuż obok było napisane ZACZNĄ SIĘ
ZA 15 MINUT.
– Chyba powinniśmy się zbierać, do zaklęć zostało już tylko
15 minut – powiedziała Hermiona. Blaise zerknął na ścianę.
Niechętnie wraz z Pansy ruszyły do dormitorium. Szybko spakowały
książki, pergaminy, kilka orlich piór i kałamarze. Po chwil były
już na dole w Pokoju Wspólnym, w
którym pozostali
uczniowie z klas niższych. Ruszyły na pierwsze piętro wraz z
grupką osób ze swojego roku.
– No i jak się czujesz jako
Ślizgonka, Hermiono? – zagadnął ją Teodor Nott, kiedy wchodzili po marmurowych schodach.
– Świetnie –
odpowiedziała krótko Miona, myślami
będąc daleko. Zamyśliła się tak bardzo, że weszła w Prawie
Bezgłowego Nicka. Poczuła się tak, jakby przeszła przez taflę
lodowatej wody. Wzdrygnęła się delikatnie i podjęła przerwaną
wspinaczkę. Po chwili Ślizgoni dotarli pod klasę zaklęć,gdzie stali już Gryfoni. Ślizgoni ustawili się naprzeciwko w
małych grupkach.
– Ciekawe czemu mają służyć te
wspólne lekcje? Czyżby mieli już dość Gryfonów? Przecież my
nawet jednego dnia z nimi nie wytrzymamy – powiedziała Pansy,
opierając się o kamienną ścianę tuż obok Hermiony, która
obojętnie obserwowała mieszkańców Domu Lwa.
– Cokolwiek kierowało Miłośnikiem Dropsów, nie wróży to dla nas dobrze –
powiedział Paul, pojawiając się
znienacka obok swojej bliźniaczki. Kilka kroków dalej od nich stali
Blaise, Draco i Teodor. Obok Malfoya i Zabiniego kręciło się parę
Ślizgonek, w tym Astoria Greengrass i
Tracey Davis. Rozległ się dźwięk dzwonka. Po minucie, może dwóch,pojawił się profesor
Flitwick. Uczniowie weszli do klasy i w ciszy zajęli miejsca. Od
razu rzucał się w oczy podział pomiędzy domami. Ślizgoni zajęli
jeden rząd pod ścianą bliżej wejścia, a Gryfoni rząd pod oknem. Rząd środkowy oddzielał dwa wrogie domy
od siebie. Drobny nauczyciel, gdy zajął
miejsce za tawerną, spojrzał z
niezadowoleniem na klasę.
–
Zanim zaczniemy lekcję, wyznaczę wam
miejsca. Panna Patil usiądzie koło panny Davis, panna Brown
usiądzie z panną Greengrass, pan Thomas usiądzie z panem
Parkinsonem, pan Finnigan usiądzie z panną Bulstrode, pan Weasley
usiądzie z panną Riddle, pan Potter usiądzie z panną Parkinson,
pan Malfoy usiądzie z panem Longbottonem, pan Zabini usiądzie z
panem Hooperem, Pan Nott usiądzie z panią Robins*. – Hermiona z
niezadowoloną miną zajęła swoje miejsce obok Rona, krzywiąc się
z obrzydzeniem. Rudzielec spojrzał na nią zdziwiony.
– Przecież w
zeszłym roku siedziałaś ze mną na prawie wszystkich lekcjach.
Niemożliwe żeby Malfoy tak szybko wyprał ci mózg
– powiedział jej były przyjaciel.
– W zeszłym roku myślałam,że że jestem szlamą. Moim przeznaczeniem było być w Slytherinie.
Stałoby się to prędzej czy później. Malfoy nie miał nic z tym
wspólnego – odpowiedziała Hermiona z
chłodem w głosie.
– Hermiono, niemożliwe, żebyś w
ciągu kilku tygodni się tak zmieniła – wyszeptał Ron z
niedowierzaniem. Riddle spojrzała na niego z pogardą.
– Jesteś
aż tak tępy? Ja zawsze taka byłam. Tylko to było stłumione przez
zaklęcia mojego ojca –wyjaśniła mu
brązowowłosa tonem pełnym wyższości.
– Ty tego
potwora nazywasz ojcem?! – zapytał podniesionym głosem Ron.
– Tak, nazywam. A teraz może
byś się już zamknął, bo chcę
wynieść coś z lekcji – syknęła córka Czarnego Pana, wyciągając książki.
– Moi
drodzy, będziecie tak siedzieć na
moich lekcjach do końca roku szkolnego. – Odpowiedzią na słowa
nauczyciela był chóralny jęk uczniów z obu domów.
– W tym roku
będziemy pracować nieco inaczej, niż
mówi podstawa programowa z powodu mrocznych czasów, jakie nastały. Jest jeszcze jeden powód, który dyrektor wam wyjawi
podczas przerwy obiadowej. Dzisiejszy temat lekcji to Zaklęcia
codziennego użytku przydatne poza domem. Proszę otworzyć
podręczniki na stronie dwudziestej szóstej i przeczytać wstęp do
działu oraz wybrać cztery, waszym
zdaniem, najbardziej przydatne zaklęcia.
Na jutro proszę wykonać wypracowanie na dwie stopy o wybranych
zaklęciach. Do pracy ! – Hermiona otworzyła podręcznik i zabrała
się za czytanie. Ron obok niej coś mamrotał na nauczyciela od
zaklęć. Na stronę, którą dziewczyna czytała, spadł samolocik. Dziedziczka Slazara rozwinęła go i szybko
przebiegła wzrokiem po treści.
Miona, możemy porozmawiać po
lekcji?
D.M.
Zdziwiona dziewczyna uniosła wzrok
znad pergaminu. Draco siedział dwie ławki przed nią w środkowym
rzędzie. Był odwrócony do niej plecami. Hermiona wyciągnęła
skrawek pergaminu.
Co się stało, Draco? –
naskrobała szybko i posłała samolocik na ławkę blondyna.
H.R.
Odpowiedź nadeszła szybko. Uwadze
Rona nie umknęło to, z kim Riddle koresponduje.
Dowiesz się później.
D.M.
Uniosła brwi. Westchnęła cicho i
wróciła do czytania. Kiedy rozległ się dzwonek,
dziewczyna szybko spakowała się, jednak jej liściki spadły pod ławkę. Ron schylił się po nie i
szybko przeczytał. Jego twarz wyrażała wiele emocji.
– Dziwka Malfoya! – wrzasnął na całą salę.
Na jego szczęście profesor zaklęć już wyszedł z klasy. Riddle
wyciągnęła różdżkę, a jej usta
uformowały się, by wypowiedzieć
klątwę, jednak ktoś był od niej
szybszy... **
*Robins i Hooper to nazwiska zaczerpnięte z książki
jednak to nie są wbrew pozorom postacie kanoniczne. W książce są
w niższych klasach od Harry'ego a u mnie będą na tym samym. Wraz z
rozwojem akcji pojawi się więcej takich postaci. W książkach te
osoby noszą inne imiona. U mnie są to : Julie Robins i Jack
Hooper.
** Reakcja Rona
zostanie wyjaśniona w kolejnym rozdziale.
Subskrybuj:
Posty (Atom)